wtorek, 28 stycznia 2014

[10] "He know, what he was doing."



It's been a long time coming,
Such a long, long time.
And I can't stop running,
Such a long, long time.
Can you hear my heart beating?
Can you hear that sound?
Cause I can't help thinking
And I won't stop now

            Rysy twarzy Liama stężały, a jego wzrok pociemniał. Szatyn potarł dłonią twarz, próbując uspokoić szalejące w nim emocje. Wziął głęboki, drżący oddech, przymykając swoje piwne oczy. Elizabeth stała nieruchomo, wpatrując się w przyjaciela, marszcząc z koncentracją brwi.
            - To jest dobre pytanie, El  powiedział nagle Liam, wypluwając te słowa z niekrytą ironią. Uniósł wzrok. Jego twarz nie wyrażała nic, kiedy zaczął mówić: - Mój ojciec miał romans ze swoją pracownic, ona dowiedziała się o jego przekrętach finansowych w firmie i brudnych interesach, a następnie przekazała tą wieść odpowiednim osobom, pogrążając mojego ojca. Trafił za kratki, jednak wyszedł z więzienia. Mówiąc szczerze, dużo szybciej niż powinien. Moi rodzice wzięli rozwód, mama wyrzuciła ojca z domu, a on… Hm, stał się kompletnym wrakiem. Wylądował na ulicy, jako bezdomny pijak, bez perspektyw na przyszłość – powiedział, kończąc swoją wypowiedź beznamiętnym głosem.
            Elizabeth rozchyliła usta, zakrywając je po chwili dłonią. Zachłysnęła się powietrzem, przez chwilę mrugając oczami w niedowierzaniu, jakby czekała, że Liam oświadczy, że żartował. Ale tak się nie stało. Spojrzała na twarz chłopaka, który mrużył brwi, wpatrując się w nieokreślony punkt.
            - O mój Boże, tak mi przykro – szepnęła, kręcąc głową, nie wiedząc co więcej powiedzieć.
            - Nie powinno ci być przykro, Elizabeth – powiedział Liam przybierając poważny ton. – Mi też było na początku go szkoda. Czułem się winny, że ojciec nas zostawił. Ale nie rozumiem dlaczego się tak czułem. Przecież to nie była moja wina! – warknął.
            - To nie był twoja wina  powtórzyła ciemnowłosa niczym echo, oblizując wargi i wzdychając ciężko.
            - Czy Brooke o tym wie? – spytała Elizabeth, po dłuższej chwili ciszy.
            - Tak, hm, ona… Wiedziała o tym od samego początku. Bardzo mnie wtedy wspierała – powiedział cicho, nie patrząc się na Elizę, która zerknęła na niego ukradkiem. Doskonale zrozumiała podtekst jego słów.
            - Wspierała cię, bo mnie wtedy nie było – mruknęła, przygryzając wargę. Liam nie odpowiedział, więc przyjęła to jako potwierdzenie. Zauważyła, że Liam nie miał już najmniejszej ochoty na rozmowę. Jego szczęka była zaciśnięta, a oczy zaszły gniewem spowodowanym przez wspomnienia.
            Elizabeth poczuła jak atmosfera między nimi się ochładza.

            Minęło kilka dni, odkąd Elizabeth rozmawiała z Liamem. Miała wrażenie, że chłopak ją unika, jednak nie próbowała dowiedzieć się, o co mu naprawdę chodzi. Uznała, że da Payne`owi trochę czasu.
            Siedziała właśnie na łóżku w pokoju Zayna, zakreślając w książce jakiś ważny fragment, który właśnie wyczytała. Chłopak siedział na krześle naprzeciwko niej, w skupieniu przygryzając gumkę od ołówka. Po chwili mulat uniósł wzrok i wlepił go w Elizabeth. Dziewczyna czuła na sobie jego palące spojrzenie, jednak z całych sił starała się zachowywać normalnie. W końcu nie wytrzymała i zerknęła spod rzęs na ciemnowłosego.
            Zayn uśmiechnął się zawadiacko, zamykając książkę.
            - Frustrujesz mnie, Robbins – powiedział nagle, na co Elizabeth uniosła wysoko brwi ze zdziwienia. Także zamknęła książkę, przechylając głowę w bok, przyjmując słowne wyzwanie Zayna.
            - Niepokoisz mnie, Malik – powiedziała zaczepnym tonem. Kąciki ust Zayna uniosły się ku górze.  Chłopak wstał i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny. Posłał jej spojrzenie nie znoszące sprzeciwu. El chwyciła jego dłoń, a Malik z łatwością podniósł dziewczynę z łóżka. Stanęła niebezpiecznie blisko niego, wstrzymując na chwilę oddech,  kiedy do jej nozdrzy doleciał zapach Zayna. Poczuła gorąco na policzkach i uniosła wzrok, przygryzając wargę.
            - Nie rozumiem tego – mruknął, marszcząc brwi.
            - Czego?  - spytała cicho dziewczyna, nie rozumiejąc sensu jego słów.
            - Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. Dotychczas nie bawiłem się w jakieś ckliwe wyznania, związki, czy coś w tym stylu – powiedział, kręcąc głową. Mówił dość cicho, jakby sam do siebie. Jednak Elizabeth tam była i z uwagą przysłuchiwała się jego słowom. – Ale ty… - powiedział cicho, unosząc niepewnie dłoń i dotykając policzka Elizabeth. Dziewczyna zadrżała, pod wpływem jego dotyku. Jej źrenice się rozszerzyły, kiedy Zayn ułożył dłoń na jej talii.
            - Ty… Wpędzisz mnie do grobu, wiesz Robbins? – powiedział Zayn, z błyskiem w oku. Przez chwilę świdrował twarz dziewczyny wzrokiem. Jego miodowe tęczówki zatrzymały się na ustach ciemnowłosej. – Oh, pieprzyć to – warknął i po chwili Elizabeth poczuła miękkie wargi Zayna napierające na jej usta.
            Czuła, jak Zayn prosi swoim językiem o pozwolenie, więc rozchyliła wargi i po chwili jęknęła chłopakowi w usta. Malik wiedział co robi. Znał się na całowaniu, to było pewne. Przyciągnął Elizabeth bliżej do siebie, siadając na łóżku i sadzając dziewczynę na swoich kolanach.
            Pocałunek był gwałtowny, język Zayna odnalazł wspólny rytm z jej językiem, a chłopak co chwila podgryzał wargę Elizabeth.  Ale mimo tego, ciemnowłosa wyczuła nutkę delikatności i niepewności w zachowaniu Zayna.
            Kiedy odsunęli się od siebie na zaledwie kilka milimetrów, ich klatki piersiowe unosiły się szybko i opadały, a oddech był nierówny. Patrzyli na siebie z szeroko otwartymi oczami, oboje zszokowani intensywnością pocałunku.
            - Od dawna chciałem to zrobić – powiedział w końcu, kiedy odzyskał normalny oddech.  Chwycił zabłąkany kosmyk włosów Elizabeth i posłał dziewczynie szeroki uśmiech, który rozświetlił mu twarz. Elizabeth nie mogła powstrzymać uśmiechu, który także pojawił się na jej twarzy.
            Po pocałunku, wrócili do nauki, jednak Eliza doskonale wiedziała, że nie tylko ona intensywnie myśli o tym, co się wydarzyło. Kiedy Zayn co jakiś czas na nią zerkał, onieśmielając ją swoim otwartym spojrzeniem miodowych tęczówek, spuszczała wzrok, czując jak jej policzki płoną.
            - Masz ochotę gdzieś wyjść? – spytał nagle Zayn. Elizabeth uniosła brwi, zerkając na zegarek.
            - Jest trochę późno, nie uważasz? – spytała, przygryzając wargę. Dochodziła ósma wieczorem.
            - Jest piątek, zapomniałaś? Tak właściwie to nie rozumiem dlaczego siedzimy nad książkami, zamiast się bawić – mruknął niezadowolony, patrząc wyczekująco na odpowiedź dziewczyny. Ciemnowłosa zastanowiła się nad jego słowami. Miał rację. Miała ochotę gdzieś wyjść, tym bardziej, że Zayn zaproponował wyjście w swoim towarzystwie.
            - Masz rację, wyjdźmy gdzieś – powiedziała dziewczyna, z szerokim uśmiechem wstając z łóżka.
            - Dobra, to chodź, mam pomysł, gdzie możemy się wybrać – powiedział, z błyskiem w oku, uśmiechając się tajemniczo. Elizabeth postanowiła nie pytać, gdzie zamierza ją zabrać, więc w milczeniu zeszła z chłopakiem po schodach na dół.
            - Mamo, ja wychodzęę z Elizabeth. Będzie później, jak coś, to mam telefon – powiedział do kobiety, która siedziała w salonie, oglądając telewizję.
            - W porządku. Bawcie się dobrze! – Pani Malik posłała im ciepły uśmiech i pomachała ręką.
            Wyszli na zewnątrz i skierowali się w stronę samochodu stojącego na podjeździe. Zajęła miejsce pasażera i po chwili ruszyli. Po drodze wymienili jedynie kilka słów, delektując się przyjemną ciszą i słuchając muzyki, lecącej w radiu. Zayn zatrzymał się na parkingu. Elizabeth wysiadła z samochodu, słysząc stłumioną muzykę dochodzącą z niedaleka. Dostrzegła mnóstwo kolorowych świateł, przedzierających się przez drzewa.
            - Co ty na wesołe miasteczko? – spytał Zayn, przygryzając delikatnie wargę i uśmiechając się w swój zniewalający sposób. Serce Elizabeth zabiło mocniej, na widok jego przystojnej, rozjaśnionej uśmiechem twarzy.
            - Całe wieki tam nie byłam! – powiedziała z ekscytacją w głosie. Z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy, mimowolnie chwyciła Zayna za dłoń. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, kiedy poczuł ciepło dłoni Elizabeth i ruszył w stronę wesołego miasteczka.
            Po ponad godzinie i kilkunastu przejażdżkach na kolejkach i samochodzikach, kilku piwach, które sprzedawane były w pobliskim sklepiku, szli roześmiani w stronę dużego, kolorowego stoiska, gdzie grając w gry, można było zdobyć nagrody. Zayn spojrzał na Elizabeth, uśmiechając się szeroko.
            - Wygram dla ciebie tego misia – powiedział, wskazując na średniej wielkości maskotkę, która od razu podbiła serce dziewczyny. Jej oczy rozjaśniły się, a z ust wydostał się głośny śmiech.
            - Oh, byłoby miło, panie Malik, jednak myślę, że w tym stanie, nie da pan rady – powiedziała, z błyskiem rozbawienia w oku. Zayn prychnął, całując dziewczynę nad uchem i powiedział cicho:
            - Oj, El, nie doceniasz moich możliwości.
            Podszedł stronę stoiska, pewny siebie i z uśmiechem na twarzy. Wyciągnął portfel i zapłacił za trzy gry. Zadaniem było strącenie wszystkich kubków z wieży ustawionej jakieś trzy metry od Zayna. Zanim wykonał pierwszy rzut, zerknął na dziewczynę, która stała z boku, starając się zachować powagę. Uśmiechnął się chytrze. Elizabeth czuła, że to zakończy się totalną porażką i ostatkami sił, powstrzymywała się od śmiechu.
            Zayn rzucił, jednak chybił o jakiś metr. Elizabeth parsknęła cichutko, zasłaniając twarz dłonią, a Zayn zgromił ją wzrokiem i wykonał kolejny rzut. Udało mu się zrzucić dwa kubeczki z jedenastu. Wydał z siebie okrzyk radości, a dziewczyna, która prowadziła stoisko, spojrzała na niego jak na wariata, z rozbawieniem w oczach.
            Wykonał ostatni rzut, jednak znowu chybił. Elizabeth roześmiała się, chwytając Zayna pod rękę, odciągając od stoiska i powstrzymując ciemnowłosego od zrobienia z siebie jeszcze większego pośmiewiska.
            - Cholera no, byłem tak blisko! – powiedział rozzłoszczony, zaciskając wargi. – Ale udało mi się strącić dwa kubeczki!
            - Tak, tak, Zayn – zaśmiała się Elizabeth, mierzwiąc chłopakowi włosy. Boże, są takie miękkie i gładkie! – pomyślała.
            - Ej! Dlaczego się ze mnie śmiejesz?! – pytał niezadowolony, na co Elizabeth roześmiała się jeszcze bardziej. Chłopak zmarszczył brwi wkurzony.
            - Przepraszam! – wyjąkała chichocząc. Kiedy po dłuższej chwili się uspokoiła,. Chwyciła Zayna za rękę i powiedziała: - Chodź Malik, zamówimy taksówkę. Dość już rozrywek na dzisiaj – zaśmiała się, wyciągając telefon.
           

 JAK JUŻ DOTARŁAŚ/ŁEŚ DO KOŃCA, SKOMENTUJ, PROSZĘ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz