piątek, 3 stycznia 2014

[01] "I never promised there'd be sunshine everyday"





I never promised you a ray of light,
I never promised there'd be sunshine everyday,
I gave you everything I have, the good, the bad.(...)
I always said that I would make mistakes,
I'm only human, and that’s my saving grace,
I fall as hard as I try






Teraźniejszość

Ciemnowłosy siedemnastolatek ziewnął cicho i przeczesał dłonią przydługie włosy. Zerknął w okno, po czym z powrotem wlepił wzrok w zegarek wiszący nad tablicą. Położył głowę na dłoni, wzdychając cicho. Jego wzrok mimowolnie przesunął się na pustą ławkę w rzędzie pod oknem, trzecią od przodu.
Poczuł pewne ukłucie w piersi na ten widok. Odwrócił wzrok, tępo wpatrując się we wskazówki zegara, które przesuwały się niemiłosiernie wolno. Gdyby nie fakt, że dzisiaj są jego urodziny, z pewnością widok pustej ławki Elizabeth nie poruszyłby go zbytnio. Ale kiedy pomyślał sobie, że gdyby nie wyjechała, z pewnością spędziliby ten dzień razem, prawdopodobnie uciekając z ostatniej lekcji i udając się do ich ulubionej kawiarni. Tęsknił za tymi czasami, kiedy tworzyli zgraną paczkę. On, Elizabeth i Brooke, która siedziała w rzędzie obok, wpatrując się w swojego przyjaciela.
- W porządku? – spytała, szepcząc cicho. Liam wzruszył delikatnie ramionami, po czym kiwnął głową, nie chcąc wdawać się w zbędne dyskusje. Wiedział, że Brooke zaraz wybiłaby mu takie myśli z głowy. Nigdy nie wybaczyła Elizabeth , że wyjechała bez pożegnania, bez żadnego słowa. W przeciwieństwie do Liama, szybko pogodziła się z wyjazdem dziewczyny. Liam nie tracił jednak nadziei, że jego przyjaciółka wróci, przepraszając ich za wszystko. Taki po prostu był.
Przejechał dłonią po krótkich włosach, kiedy w końcu zadzwonił długo wyczekiwany przez niego dzwonek. Wstał z ławki i wpakował książki do torby, którą zarzucił na ramię. Spojrzał na Brooke, która ruszyła ku wyjściu, odwracając się co chwila i poganiając go. Westchnął cicho i ruszył za przyjaciółką.
Weszli na stołówkę i podeszli do bufetu. Była przerwa na lunch, więc w dużym pomieszczeniu zaczynało się robić coraz głośniej i tłoczniej. Liam spojrzał na potrawy i poczuł jak Brooke puka go w ramię, z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Pożycz dolara – zaśmiała się, ruszając brwiami. Chłopak westchnął.
- Pożycz? – ironizował. – Tak samo jak poprzednie… dwadzieścia dolarów, których nigdy już nie odzyskam? – spytał unosząc brwi, z delikatnym uśmiechem, jednak wyciągnął z kieszeni banknot i podał go przyjaciółce. Ta uśmiechnęła się w podzięce i kupiła bułkę z serem.
Liam poczuł, że traci apetyt więc wziął jedynie butelkę coli i ruszył za blondynką, która zmierzała w stronę ich stałego stolika, stojącego w dość odległym końcu stołówki. W sumie było to optymalne miejsce. Nie na samym środku, wśród głośnej bandy debili i cheerleaderek, uważających się za elitę, oraz nie w samym kącie, w pobliżu śmietnika, gdzie siedzieli outsiderzy i ofiary losu. Smutne, ale prawdziwe. Witamy w liceum.
Szatyn utkwił wzrok w nieokreślonym punkcie, rozmyślając nad czymś gorączkowo. Przeszkodziła mu w tym Brooke, która machnęła dłonią przed jego twarzą.
- Hej! Solenizancie! Co ty taki nie w humorze dzisiaj? – zaśmiała się. – Powinieneś tryskać energią! O co chodzi? – zatroskała się, odkładając niedojedzoną bułkę na tacę. Spojrzała na niego badawczym wzrokiem. Nie rozumiała dziwnej zadumy, w jakiej znajdował się Liam. Przecież miał urodziny. Powinien się cieszyć i świętować, prawda?
- Ja tylko… - zaczął, biorąc głęboki oddech. Zerknął na przyjaciółkę, próbując, aby jego głos zabrzmiał miękko i delikatnie. Nie lubił poruszać takich tematów i wkraczać na grząski grunt podczas rozmów. Zawsze wolał unikać problemów i kłótni. - Nigdy tak naprawdę nie dowiedziałem się, dlaczego… Dlaczego nagły wyjazd El w ogóle cię nie obszedł…
Brooke przyglądała mu się z rozchylonymi ustami, po czym zamknęła je, jakby nie chciała powiedzieć czegoś nieodpowiedniego pod wpływem impulsu.
- Jeszcze zanim wyjechała, nie było między nami najlepiej – powiedziała po prostu, jednak Liam wyczuł, że nie powiedziała całej prawdy. Nie patrzyła mu prosto w oczy, więc od razu zrozumiał, że coś ukrywa.
- Ale przecież byłą twoją najlepszą przyjaciółką, praktycznie od początku podstawówki. Co takiego się stało, że nagle przestała się dla ciebie liczyć? – Drążył temat, a jasnowłosa westchnęła sfrustrowana. Nigdy nie chciała, aby Liam zaczął ten temat. Nie chciała o tym rozmawiać.
- Nie znasz całej historii, ale wybacz, naprawdę nie mam ochoty jej opowiadać – odmruknęła, momentalnie wpadając w kiepski nastrój. Nagłe pytanie Liama zirytowało ją, gdyż oznaczało powrót do przeszłości. A tego nie chciała. Wstała od stolika i chwyciła tacę. Zanim jednak odeszła, spojrzała na niego swoimi błękitnymi jak niebo oczami. – Wyjechała, pamiętasz? Zostawiła nas bez żadnego pożegnania, bez słowa wyjaśnienia. Wyjechała, kto wie czy wróci. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego wciąż rozpamiętujesz przeszłość, Liam. Czas ruszyć naprzód – warknęła i ruszyła w stronę wyjścia.
Chłopak siedział przez chwilę nieruchomo, po czym skrył twarz w dłoniach i potarł zmęczone oczy. Niepotrzebnie poruszał ten temat. Jednak ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Mimo, że minęły prawie cztery miesiące, Liam nie mógł zapomnieĆ o swojej najlepszej przyjaciółce. O radosnej Elizabeth, z którą bawił się w chowanego. Za Elizabeth, która zmuszała go do bawienia się lalkami. Za Elizabeth, która pokazała mu, co oznacza prawdziwa przyjaźń.
Za Elizabeth, która była dla niego jak siostra.
Za Elizabeth, która wyjechała bez słowa, zostawiając jedynie głęboką ranę w jego sercu.

*
Wychodząc ze stołówki, wciąż próbując zająć swoje myśli czymś innym niż osoba Elizabeth, ruszył w stronę biblioteki. Zostało jeszcze jakieś dwadzieścia minut przerwy, więc uznał, że biblioteka będzie idealnym miejscem, aby wszystko przemyśleć i wyciszyć się. Potrzebował tego.
Kiedy wchodził po schodach na pierwsze piętro, zauważył biegnącą w jego stronę Brooke, która wpatrywała się w niego ze zdziwieniem wymalowanym w oczach. Właściwie zdziwienie to mało powiedziane. Była zszokowana i… przerażona? Z pewnością roztrzęsiona.
Chwyciła go za ramię i stanęli w rogu, przy ścianie.
- Nigdy nie zgadniesz, co przed chwilą usłyszałam – wyjąkała słabym głosem. Odgarnęła grzywkę z czoła i wzięła kilka głębszych oddechów, widząc jak Liam pogania ją wzrokiem. – Elizabeth. Elizabeth wróciła – powiedziała wzdychając.
Bacznie obserwowała twarz Liama, która wyrażała gamę emocji. Od przestrachu, po zdziwienie, aż po radość. Dopiero po dłuższej chwili zdołał cokolwiek wykrztusić.
- Ona... wróciła? – sapnął, biorąc głęboki wdech. Oparł się plecami o ścianę, wznosząc wzrok do góry. Brooke kiwnęła głową, więc Liam zadał kolejne pytanie. - Skąd to wiesz? Widziałaś ją? – Spojrzał w jej stronę, jednak tym razem dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy.
- Słyszałam jak jacyś uczniowie mówili, że ją widzieli w szkole, Liam – odpowiedziała.
- Ale nie widziałaś jej? To mogą być tylko plotki… - mruknął, chociaż w głębi duszy nie chciał, aby tak było.
- Być może – powiedziała cicho Brooke.
- Chcesz, aby to była prawda? Chcesz, aby El wróciła? – spytał niespodziewanie Liam.
- Nie wiem… Przeraża mnie ta perspektywa, mówiąc szczerze – szepnęła, kręcąc głową i przymykając oczy. Naprawdę nie miała pojęcia, co powiedziałaby na widok El. Jakby zareagowała? Czy tak po prostu zapomniałaby o ich przeszłości? O tych wszystkich raniących słowach i czynach? Czy byłoby jak dawniej?
- Mnie też… Mnie też – mruknął Liam, bardziej sam do siebie, niż do Brooke.

 
Liam zdawał sobie sprawę, że właśnie zadzwonił dzwonek, jednak w dalszym ciągu nie wychodził z biblioteki. Rozsiadł się na wygodnym krześle, zatapiając swoje myśli w lekturze. Przynajmniej wtedy nie musiał myśleć o El. Dlaczego akurat dzisiaj nie mógł wyrzucić jej z głowy? Dotychczas rzadko o niej myślał. Jasne, zdarzały się takie momenty, ale nawet jeśli, zazwyczaj nie było problemu, aby bez problemu zmienić obiekt swoich myśli.
Westchnął cicho i przewrócił kartkę, kończąc czytać rozdział. Zamknął książkę i położył ja na ławce przed sobą. Przetarł dłonią oczy, czując nagłe zmęczenie, które go dopadło. Mimo tego, że dziś były jego urodziny, wcale nie kipiał energią. Jedyne o czym marzył to wygodna kanapa i dobra książka.
Być może Brooke ma rację. Elizabeth wyjechała bez pożegnania, zostawiając Liama wtedy, gdy potrzebował swojej przyjaciółki. Wiedział, że El też było ciężko, jednak to nie jej ojciec wylądował na ulicy, stając się alkoholikiem, tak nagle, jakby za dotykiem magicznej różdżki, która może zmienić wszystko w jednym momencie. Tyle że w tym przypadku magiczna różdżka wyrządziła wielką krzywdę jego rodzinie. Nie tylko jego mamie, która długo nie mogła się pozbierać po tym, co jej były mąż zrobił. Ale także Ruth, siostrze Liama, która robiła wszystko co mogła, aby wesprzeć swojego brata.
Jak to możliwe, że przez kilka głupich błędów jego ojciec stał się bezdomnym pijakiem, nie mającym niczego? Spadał w przepaść powoli, jednak nikt tego nie zauważył. Najpierw miał romans ze swoją pracownicą, która dowiedziała się od niego o nieczystych interesach i oszustwach podatkowych, a następnie powiedziała o tym nieodpowiednim osobom, które zgłosiły to na policję i do zarządu firmy. Następnie jego ojciec trafił do więzienia, z którego wyszedł dużo szybciej niż powinien, z powodu pieniędzy jakie wpłacił. Liam sam do końca nie wiedział skąd wziął taką sumę, ale mało go to obchodziło.
Po tym rodzicie wzięli rozwód, a mężczyzna jakby zniknął z powierzchni ziemi. Liam z początku za nim tęsknił, jednak z każdym kolejnym spojrzeniem na pogrążoną w smutku mamę odczuwał rosnąca złość i gasnącą pustkę po jego zniknięciu. Teraz ojciec był dla niego nikim. Nie współczuł mu tego, że wylądował na ulicy. Ani trochę. Brzmi jak scenariusz jakiejś telenoweli, lub filmu, co? No to witam w moim życiu.
Właściwie wtedy Liam potrzebował Elizabeth, która by go wysłuchała. Która pomogłaby wybrać rozsądne wyjście z sytuacji , ale jej już wtedy nie było.
Z zamyślenia wyrwał go miękki, lekko zachrypnięty głos nad jego ramieniem.
- „Buszujący w zbożu”? Wciąż nie minęła ci faza na tą książkę?
Liam zastygł w bezruchu, słysząc doskonale znany mu głos. Przełknął ślinę i odwrócił głowę, napotykając ciemnoniebieskie tęczówki Elizabeth . Jej pełne, muśnięte błyszczykiem usta ułożone były w figlarny, uroczy uśmiech. Chwila moment.
Od kiedy Elizabeth się maluje?
Dopiero kiedy wstał z krzesła, zrozumiał skąd ta zmiana w jego przyjaciółce. A właściwie w kimś, kto ma głos jego przyjaciółki.


Jeśli macie jakieś pytania do bohaterów to śmiało, piszcie w komentarzach! ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz