I'm waking up,
I feel it in my bones
I feel it in my bones
Enough to make my system blow
Welcome to the new age,
to the new age
to the new age
Elizabeth szła pustym, szkolnym korytarzem w stronę klasy od historii. Pod nosem cicho mruczała obelgi kierowane w stronę Setha. Niecałe piętnaście minut temu, na przedostatniej lekcji dnia dzisiejszego, na angielskim, chłopak w pewnej chwili zupełnie niespodziewanie wypowiedział kilka obraźliwych słów w stronę ciemnowłosej.
Zaczął bredzić i wyzywać ją od najgorszych, twierdząc, że nagranie, które wyszło na jaw, jest całkowicie jej winą. Tak przy okazji, to dziewczyna byłą godna podziwu, że chłopak nie zawinął się do domu, tylko wolał znosić krzywe spojrzenia, którymi był teraz obrzucany. Wszyscy wiedzieli, że to nagranie nie było żadnym fotomontażem, ani przeróbką. Sto procent prawdy.
W pewnej chwili Elizabeth straciła panowanie nad sobą i odwdzięczyła się tym samym. Tyle że w chwili, kiedy wyzwiska zaczęły wypływać z jej buzi, do klasy weszła nauczycielka, która wyszła na chwilę, aby załatwić jakąś sprawę. Spojrzała krytycvznym wzrokiem na Elizabeth i powiedziała jej, że zostanie dzisiaj po lekcjach. Na początku dziewczyna byłą oburzona i przerażona. Jeszcze nigdy nie była w kozie. Od zawsze byłą dobrą uczennicą, dlatego teraz było to dla niej takim zaskoczeniem.
Jednak po dłuższej chwili, zaskoczenie zostało zastąpione złością na Setha, gdyż to przez niego musi zostać teraz po lekcjach. Przybrała więc obojętny wyraz twarzy i jedynie wywróciła oczami na słowa nauczycielki. Czuła jak Seth utkwił w jej plecach kpiący, pełen satysfakcji wzrok. Praktycznie czuła jak wwierca w nią spojrzenie błękitnych oczu. Zacisnęła więc pięści i całkowicie skupiając swoją uwagę na zegarku nad tablicą, czekała aż zadzwoni dzwonek.
I takim oto sposobem stała teraz przed klasą od historii, gdzie dzisiaj miała odsiedzieć kozę. Zadrżała na wyobrażenie osób, które tam siedzą. Palacze, ćpuny i inne wyrzutki. Chcąc czy nie chcąc, perspektywa pozostania po lekcjach ją przerażała. Wzięła głębszy oddech i pokręciła głową, przybierając obojętną minę.
Wciąż udawała.
Bez pukania weszła do środka i poczuła na sobie spojrzenie nauczyciela, który uniósł głowę znad papierów, prawdopodobnie testów, które aktualnie sprawdzał. Mężczyzna kiwnął głową, aby zajęła wolne miejsce, nie zwracając na nią większej uwagi. Wzdychając cicho, dziewczyna zajęła miejsce z tyłu klasy. Wyjęła z torby podręcznik od chemii i otworzyła go, z zamiarem powtórzenia zaległego materiału. Po chwili poczuła jak ktoś wlepia w nią wzrok. Zmarszczyła brwi i uniosła głowę, rozglądając się wkoło.
Napotkała spojrzenie ciemnych tęczówek. Ich właściciel uśmiechał się ironicznie, patrząc na dziewczynę, przechylając głowę.
- Proszę, proszę… Elizabeth Robbins w kozie? Kto by pomyślał? Wygląda na to, że oprócz zmiany.. – zmierzył ją wzrokiem, sprawiając, że dziewczyna skrzywiła się lekko. – w wyglądzie, zmieniłaś się także wewnętrznie… - parsknął śmiechem, ukazując rząd białych i równych zębów.
- Proszę proszę. Zayn Malik po tylu miesiącach wciąż jest tym samym chujem jakim zawsze był – syknęła jadowicie, patrząc prosto w oczy chłopakowi, jakby chciała rzucić mu wyzwanie. Jeszcze kilka miesięcy temu, słysząc słowa Zayna, zapomniałaby języka w gębie, zarumieniła się i uciekła gdzie pieprz rośnie. Ale nie teraz. Już się go nie bała.
Chłopak znieruchomiał, a następnie spojrzał na nią bardzo zaskoczony i już otwierał buzię, aby coś powiedzieć, jednak przerwał mu surowy głos nauczyciela, który przypomniał im pierwszą zasadę siedzenia w kozie:
- Żadnych rozmów!
Zamilkli więc oboje, pogrążając się we własnych myślach. Kiedy upłynęła upragniona godzina, wszyscy zerwali się z miejsc i wyszli z klasy. Dziewczyna ruszyła w stronę wyjścia ze szkoły, po drodze zakładając płaszcz, który wyciągnęła wcześniej z szafki.
- Robbins! – Elizabeth usłyszała za sobą krzyk, w chwili, kiedy pchnęła drzwi, aby wyjść na zewnątrz. Obejrzała się przez ramię i zauważyła truchtającego w jej stronę Zayna. Dziewczyna westchnęła ciężko i wyszła , nie odpowiadając mu. Chłopak jednak nie dał za wygraną i po chwili zrównał się z nią i spojrzał na El z ukosa.
- Czy to prawda? Ta taśma, która została puszczona w stołówce to twoja sprawka? – spytał, uśmiechając się z błyskiem w oku.
- Nie twój interes – powiedziała z naciskiem.
- Okej – zaśmiał się i uniósł dłonie w obronnym geście. – Tylko pytam!
- To po cholerę pytasz? Co cię to obchodzi!? – warknęła, zatrzymując się nagle i patrząc na niego ze złością.
- Dziewczyno, co ty taka agresywna jesteś? Nie taką cię pamiętam – powiedział zdziwiony. Eliza poczuła jak krew w jej żyłach buzuje. Zacisnęła usta tak mocno, że pobielały. Wypuściła powietrze z ust. Nie mogła uwierzyć, że to właśnie Zayn zadał takie pytanie. Jej zdaniem, odpowiedź była całkowicie oczywista.
- Jeszcze się pytasz?! Jakim prawem w ogóle się do mnie odzywasz, jakbyśmy byli starymi znajomymi? Nie taką mnie pamiętasz? A jaką?! – warknęła. – Szarą myszkę, bojącą się twojego spojrzenia? Nie znasz mnie, Zayn. Zmieniłam się. Nie wiesz do czego jestem zdolna. – Wysyczała każde słowo, patrząc na niego twardo. – Myślisz, że te wszystkie lata poniżeń i obelg z twojej strony poszły w niepamięć? – warknęła, robiąc krok w jego stronę. Zayn spojrzał na nią, marszcząc brwi. Zagryzł wargę, zdając sobie sprawę ze słów ciemnowłosej. – Właśnie… - mruknęła już spokojniejszym głosem. – Doskonale to pamiętasz, prawda? To zabawne, bo wygląda na to, że teraz to ty znalazłeś się w takim położeniu jak ja kilka miesięcy temu.
Mulat skrzywił się na słowa Elizabeth. Nie spodziewał się, że dziewczyna zareaguje tak ostro. Chociaż w sumie to ją rozumiał.
- Teraz to ty jesteś obiektem żartów i kpin, prawda? Ciekawe co się stało, że tak szybko spadłeś ze szczytu... Byłeś numerem jeden, prawda? – spytała uśmiechając się z przekąsem. – Cóż… Zawsze powtarzałam, że ta liczba graniczy z zerem – mruknęła i nie patrząc na niego, wyminęła Zayna i ruszyła w stronę domu.
Zayn stał tam jeszcze przez chwilę. Słowa Elizabeth sprawiły mu dziwny ból. A tak nie powinno być. Jednak to, co powiedziała, było boleśnie prawdziwe. Nie potrafił zrozumieć tego, jak bardzo ona się zmieniła. Pamiętał ją jako nieśmiałą dziewczynę, która trzymała się na uboczu. A przynajmniej starała się, bo ludzie wciąż się z niej śmiali. Zayn także. Teraz bardzo chciałby cofnąć się w czasie i to zmienić…
Ciemnowłosa z ulgą rzuciła się na kanapę, układając ciało w wygodnej pozycji. Z radia wydobywały się dźwięki jakiejś nowej piosenki. Dziewczyna przymknęła oczy i westchnęła głęboko. Wcześniejsze spotkanie z Zaynem wytrąciło ją z równowagi. Mimo złości, którą odczuwała, bardzo ciekawiło ją to, jakim cudem Zayn stał się takim wyrzutkiem. Sam chłopak nie chciał o tym mówić, widziała to w wyrazie jego twarzy.
Dzisiejszy dzień zaliczała do w miarę udanych. Wszystko szło zgodnie z planem. No cóż, prawie wszystko. Nie planowała siedzieć w kozie, ale to szczegół. Pierwszy punkt z jej listy był odhaczony. Zaczęła z wielkim hukiem. Filmik, który pokazała był ogromną bombą i z pewnością przyniesie za sobą wiele konsekwencji. Nikt nie podejrzewał, że Seth jest homoseksualistą. Popularny kobieciarz, dupek i syn dyrektora. Cóż za typowy schemat, prawda?
Teraz Eliza będzie z uśmiechem i satysfakcją obserwowała jak jego życie legnie w gryzach.
Nie zastanawiała się nad tym, czy jest jej go szkoda. Nie mogła myśleć takimi kategoriami. Z natury była dość wrażliwą osobą, dlatego to by ją zniszczyło. W chwilach zwątpienia wspominała każdy ból jaki czuła przez ostatnie kilka lat. To zawsze pomaga. Przypomina sobie każde słowo, spojrzenie, uderzenie i obelgę. Wtedy narasta w niej gniew, który niszczy poczucie bezsilności i wyrzuty sumienia.
Takich bomb miała jeszcze kilka w zanadrzu. Ale wszystko w swoim czasie. Podczas tych kilku miesięcy w Kalifornii miała bardzo dużo czasu, aby odszukać brudy z przeszłości i nie tylko, ludzi, których chciała zniszczyć. Wystarczyło trochę sprytu i pieniędzy. W Kalifornii wszystko da się zrobić.
Teraz ona przejmuje kontrolę i nikt, ani nic jej nie powstrzyma.
Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy zapadła w półsen, z którego wybudził ją głos karetki, która przejeżdżała koło jej mieszkania. Eliza jęknęła i zaczęła przeklinać pod nosem:
- Pierdolone mieszkanie w bloku. Dlaczego mój pojebany i nadziany ojciec nie może dać mi pieniędzy na jakąś normalną kawalerkę w normalnej dzielnicy? – warczała pod nosem, gniewnym ruchem związując włosy w koka. Doczłapała się do kuchni i wstawiła wodę na herbatę.
Dochodziła dziewiętnasta, a dziewczyna czuła się, jakby był środek nocy. Odgrzała sobie resztkę wczorajszego obiadu i usiadła na blacie, konsumując posiłek. Akurat to lubiła w samodzielnym mieszkaniu. Żyła sama, na własną rękę, jadła co chciała, kiedy chciała, kupowała co chciała, robiła co chciała i nie musiała słuchać zakazów lub rozkazów. Była kompletnie wolna.
Mimo takich myśli, wiedziała, że oddałaby wszystko, aby znów móc mieszkać z matką. Po rozwodzie jej rodziców zostały we dwie, a ojciec znalazł sobie jakąś młodszą od niego o dziesięć lat kobietę, której nie widziała na oczy. Mało ją to obchodziło. Kontraktów z tatą praktycznie nie utrzymywała. Na święta jeździła do dziadków, dostawała od niego jedynie życzenia urodzinowe i świąteczne oraz co miesiąc pieniądze, które przelewał na jej konto w banku. Tylko dzięki temu nie wylądowała pod mostem. Co jak co, ale jej ojciec srał pieniędzmi, chociaż żałował ich swojej jedynej córce. Wolał latać z nową żonką do butików Marka Jacobsa i kupować nowe płaszcze i sukienki dla niej.
Doprawdy nie rozumiała, jak jej ojciec mógł się tak zmienić. Nie zawsze był taki. Zanim dostał awans w pracy i stał się jakimś tam głównym dyrektorem czy nie wiadomo kim, był jak każdy, normalny ojciec. Chodził z nią do parku, na basen, kupował wymarzone zabawki i rozpieszczał jak tylko mógł. Eliza tęskniła za czasami, kiedy była małą dziewczynką i miała rodzinę. Teraz nie miała ani tego, ani tego.
Pokręciła głową, wsadzając naczynia do zmywarki. Wypiła resztkę wody z butelki i wrzuciła ją do kosza na śmieci. Zgasiła za sobą światło w kuchni i wyłączyła radio. Upewniła się, że drzwi wejściowe są zamknięte i ruszyła w stronę swojej sypialni. Z szafki wyciągnęła piżamę i poszła do łazienki, aby wziąć szybki prysznic.
Orzeźwiający strumień wody ukoił jej splątane nerwy i pomógł odreagować dzisiejszy dzień. Najtrudniejsze było za nią. Wdrążyła swój plan w życie i teraz musiała czekać na tak zwany efekt kuli śniegowej, staczającej się ze wzgórza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz