środa, 12 lutego 2014

[13] "So much more aware "





Can't you see that you're smothering me 
Holding too tightly 
Afraid to lose control 
'Cause everything that you thought I would be 
Has fallen apart right in front of you 


            Elizabeth leżała na swoim łóżku, wpatrując się w sufit. Łzy, które wcześniej nieustannie płynęły jej po twarzy, teraz były jedynie zaschniętymi, błyszczącymi śladami na policzkach. Mimo, że już nie płakała, wciąż czuła okropny ból w sercu. Sama doprowadziła do tego, że została sama i to najbardziej w nią uderzało.
            - Jesteś sama, z własnej winy – szepnęła sama do siebie, wzdychając ciężko.
            Nie wiedziała co ma robić. Jak pokaże się w szkole? Przecież ludzie nie dadzą jej spokoju. W tym momencie Elizabeth miała nadzieję, że jednak zostanie zawieszona. Na jak najdłuższy czas. Przerażała ją perspektywa powrotu do szkoły i spojrzenia w oczy tym wszystkim ludziom.
            Nie przewidziała tego. Nie przewidziała, że to wszystko wyjdzie na jaw. W dodatku wciąż nie mogła dojść do tego, kto ujawnił jej sekret. Nikt ze szkoły o tym nie wiedział. Osoba, która pomagała jej w zdobyciu dowodów, mieszkała w Kalifornii. Z resztą obowiązywała ich ustalona umowa.
            W jej głowie cały czas odbijały się wszystkie słowa, które usłyszała dzisiaj od Brooke i Zayna. Nie wiedziała co boli bardziej. To, że Brooke była zdolna do obrzucenia jej takimi oskarżeniami i obelgami, czy Zayn, który ostatnio był jedną z bliższych osób dla Elizabeth.
            Ból, który jej zadali, był porównywalny, jednakowo intensywny i raniący.
            Elizabeth bała się jednak rozmowy z Liamem, która może okazać się tą najgorszą. Payne był jej bardzo bliskim przyjacielem. Zawsze rozsądny i sprawiedliwy oraz szczery. W tym momencie Eliza obawiała się skumulowania wszystkich cech szatyna. Nie wiedziała, czego może się spodziewać.
            - Kurwa mać – jęknęła ciemnowłosa, zakrywając twarz dłońmi.
            - Oddaj to, szmato! – usłyszałam tuż nad swoim uchem i zanim zdążyłam zareagować, zostałam z całej siły pchnięta na mur budynku.
            Mój oddech był urwany i płytki. Nie sądziłam, że cztery dziewczyny mogą mnie wprawić z takie przerażenie. Tak się jednak stało i stałam, a właściwie kuliłam się, pod murem, w jakiejś ciemnej uliczce. Niebo zalało się granatem, a w pobliżu nie było żadnej latarni. Widziałam jedynie twarze swoich napastniczek, oświetlone nikłym światłem księżyca.
           
            - Nie mogę – wyjąkałam słabo, kuląc się jeszcze bardziej i próbując uciec przed uderzeniem, które jednak mnie dosięgło, odbierając mi dech w piersi.

            - Oddaj to, albo przestanę być miła! – warknęła ciemnowłosa, zaciskając dłoń na moim ramieniu, a następnie chwytając na włosy i podnosząc moje słabe ciało do góry. Dławiłam się własnymi łzami, nie mogąc wydusić z siebie słowa.       

            - Błagam… - wychrypiałam, a kiedy dostałam ponowny kopniak w brzuch, jęknęłam głośno, a następnie z moich ust wyrwał się błagalny szloch, który przypominał dziecięcy pisk.

            - Liczę do trzech! – warknęła dziewczyna, chwytając mnie za szyję i zaciskając na niej dłoń. – Raz…- warknęła. – Dwa… - W jej oczach widziałam czystą wściekłość, która z każdą sekundą przerażała mnie coraz bardziej.
            Jej uścisk powoli odcinał mi dopływ powietrza, dlatego wyjąkałam słabo:
            - Puść, dam ci to. – Kiedy oderwała dłonie z mojej szyi, opadłam na kolana i doczołgałam się do swojej torby leżącej nieopodal. Drżącymi dłońmi odnalazłam pendrive`a. Wyciągnęłam rękę w stronę Clary, która szybko chwyciła urządzenie. Przez chwile obracała je w dłoni, po czym uśmiechnęła się chłodno.
            -Oby to było to, co chciałam. Jeśli nie, gorzko pożałujesz. Myślisz, że teraz cię boli? – szepnęła, uśmiechając się z udawanym współczuciem, kucając przede mną. Prychnęła i ciągnęła dalej: - To pomyśl sobie, że wtedy będzie o wiele, wiele gorzej. Aha – powiedziała do mnie, zanim odeszła – piśnij o tym komukolwiek słowo, a spełnię swoją groźbę. Rozumiemy się?
            Wciąż będąc w szoku, jedyne na co się zdobyłam to słabe pokiwanie głową. Czwórka dziewczyn po chwili zniknęła w ciemnościach, zostawiając mnie tam samą. Poczułam jak powieki stają się coraz cięższe. Nie miałam siły walczyć z ogarniającą mnie sennością. Czułam się obolała i przerażona, więc zasnęłam, co stanowiło dla mnie ogromną ulgę.
            Obudziła się, głośno dysząc i nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się po pokoju. Nie zauważyła, kiedy zasnęła, dlatego zdezorientowana chwyciła telefon, aby sprawdzić, która godzina. Dochodziła dziewiąta wieczorem.
            Po chwili usłyszała głośne pukanie do drzwi i domyśliła się, że to dlatego tak nagle się obudziła. Z wahaniem i rosnącym przerażeniem, ruszyła stronę drzwi. Zayn? Liam? A może Brooke? W jej głowie kłębiły się pytania i kiedy podeszła do drzwi, zerknęła przez wizjer. Liam. Ze świstem wciągnęła powietrze do płuc, pocierając dłonią twarz. Serce przyspieszyło swój rytm. Nacisnęła klamkę, zanim zdążyła się rozmyślić i nie patrząc na Liama, otworzyła szerzej drzwi, wpuszczając go do środka. Chłopak w milczeniu przekroczył prób, ściągnął buty i ruszył do salonu.
            Elizabeth kątem oka zauważyła, że Liam usiadł na kanapie i utkwił w niej spojrzenie swoich brązowych tęczówek. Ciemnowłosa westchnęła zrezygnowana i usiadła w fotelu przed nim. Liam spojrzał jej prosto w oczy. Elizabeth była zdziwiona jego wzrokiem, w którym gromadził się ból i rozczarowanie. Tego bała się najbardziej. Smutku i rozczarowania zamiast złości.
            - Domyślam się, że już o wszystkim wiesz – szepnęła słabo Elizabeth, splatając dłonie i spuszczając na nie wzrok.
            - Tak – odpowiedział krótko Liam napiętym głosem.
            Nastała cisza, która dla Elizabeth była nie do zniesienia. Było tak niezręcznie, że chyba gorzej być nie mogło. Ani na chwilę nie opuszczał ją strach przed tym, co powie Liam.
            - Dlaczego? Mogę po prostu wiedzieć, dlaczego to robiłaś? – spytał nieśmiało, oblizując zaschnięte wargi. Miał tak wiele pytań, jednak nie wiedział od czego zacząć. Szalejące w nim emocje nie ułatwiały sprawy, dlatego z całych sił starał się je ukrywać.
            Elizabeth uniosła wzrok, przelotnie zerkając na twarz Payne`a. Zamyśliła się, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Skłamać ponownie, wymyślając jakaś durną wymówkę, czy powiedzieć prawdę, całkowitą prawdę, która chociaż w najmniejszym stopniu będzie w stanie złagodzić wszystkie szkody?
            Zaryzykować, czy ponownie uciec przez prawdą?
            Elizabeth westchnęła ciężko i podjęła decyzję. Miała dość uciekania. Czas stawić czoło prawdzie, którą tak długo ukrywała.
            - Tak, zasługujesz naprawdę. Ty, Brooke i Zayn. Jednak to dłuższa rozmowa i chciałabym, aby oni też pry niej byli, więc… - Elizabeth nie zdążyła dokończyć, gdyż Liam jej przerwał.
            - Napisze do nich, żeby przyszli – kiwnął głową.
            - Nie. Napisz im, że spotkamy się w… Parku – powiedziała cicho Elizabeth, odchylając głowę do tyłu, biorąc głęboki, uspokajający oddech, próbując powstrzymać łzy, które napływały jej do oczu.
          
Kursywa to wspomnienie.
PRZECZYTAŁAŚ? SKOMENTUJ! 
DZIĘKUJĘ! ♥

piątek, 7 lutego 2014

[12] "Please, don`t go"




This feeling is not sadness, this feeling is not joy

I truly understand. Please, don't cry now
Please, don`t go
I want you to stay
I'm begging you please


            Minął tydzień odkąd Elizabeth spuściła ostatnią bombę w szkole. W szafce Chaza dyrektor znalazł woreczek wypełniony kokainą, który dziewczyna podrzuciła mu przed puszczeniem filmiku w stołówce.  Przyjechała policja, która zabrała Chaza na posterunek. Kilka dni później chłopak został wydalony. Elizabeth chciała, aby dostał on ogromną nauczę za to, co zrobił. Wciąż jednak odczuwała wewnątrz pewien niepokój o tym, że Zayn skojarzy ze sobą fakty, jednak Elizabeth odnosiła wrażenie, że wieść o tym, co spotkało Chaza, nie dotarła do niego.
            Wszystko tyczyło się stałym rytmem. Stosunki między Elizabeth a Liamem się ociepliły i powoli ich przyjaźń się odbudowywała. Dziewczyna spędzała też bardzo dużo czasu w towarzystwie Zayna, z którym dogadywała się z każdym dniem coraz lepiej. Codziennie odkrywali siebie na nowo, poznając o sobie coraz więcej szczegółów. Jeszcze miesiąc temu, Elizabeth nie uwierzyłaby w to, że byłaby w stanie poczuć coś do kogoś takiego jak Zayn. Biorąc pod uwagę to, jaką osobą kiedyś był.
            Ale ludzie lubią zaskakiwać.
            Elizabeth dotarła pod budynek szkoły, ignorując wszystko we koło, zagłębiona we własnych myślach. Kiedy weszła do środka i zaczęła iść korytarzem, poczuła, że coś jest nie tak. Marszcząc brwi, uniosła wzrok i zrozumiała skąd to dziwne uczucie. Praktycznie każdy wlepiał w nią palące spojrzenie. Niektóre z nich były pełne złości, inne gniewu, smutku, strachu, a jeszcze inne, pełne pogardy. Rozległy się szepty, które z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze.
            Nagle ponad szeptami Elizabeth usłyszała:
            - Suka! – Dziewczyna spojrzała w stronę, skąd doleciał do niej dziewczęcy krzyk pełen furii. Po chwili zauważyła zbliżającą się do niej postać. Od razu rozpoznała Michelle, która ubrana w kostium cheerleaderki szła szybkim krokiem w stronę Elizabeth. Gdyby wzrok mógł zabijać, Elizabeth autentycznie leżałaby już martwa.
            Michelle znalazła się przed ciemnowłosą dużo szybciej, niż ta się tego spodziewała. Rozwścieczona niczym dzikie zwierze dziewczyna bez żadnego słowa chwyciła Elizabeth za barki i z całej siły pchnęła na szafki po lewej stronie. Po korytarzu lezległ się głośny, metaliczny dźwięk. Elizabeth wpadła na szafki, uderzając się o prawie ramię. Syknęła z bólu i spojrzała na Michelle, która stanęła nad nią z kamienną twarzą.
            - Klim ty kurwa jesteś, żeby niszczyć ludziom życie?! – wrzasnęła i złapała Elizabeth za nadgarstek. Uścisk był wyjątkowo drobny jak na taką drobną osobę jaką była Michelle. Wzrok Elizabeth pociemniał, a jej serce zabiło dużo szybciej, kiedy zrozumiała o czym mówi dziewczyna. Odtrąciła na chwilę od siebie tę myśl i z całej siły popchnęła Michelle, która straciła równowagę i upadła na ziemię. Warknęła coś pod nosem i już się podnosiła, aby się odegrać, kiedy w korytarzu zabrzmiał głos dyrektora:
            - Do mojego gabinetu, natychmiast! – Dziewczyny doskonale wiedziały, że to polecenie jest skierowane. Elizabeth wzięła głęboki oddech i podnosząc z ziemi torbę, która upadła jej w nie wiadomo którym momencie, ruszyła do gabinetu.

 ***
            Kiedy dyrektor skończył swój wywód, dając Michelle krótkie pouczenie i naganę, powiedział jej, że może wyjść. Elizabeth doskonale wiedziała, co się szykuje. Przybierając więc kamienną twarz, rozsiadła się wygodnie na krześle i czekała aż mężczyzna się odezwie.
            Westchnął ciężko i spojrzał na dziewczynę.
            -Myślę, że już wiesz, o czym chcę z tobą porozmawiać – zaczął, a Elizabeth jedynie kiwnęła głową, odważnie patrząc mu w oczy. – Mówiąc szczerze, sam do końca nie wiem co mam zrobić. Wyjawiłaś wiele sekretów. Obciążających uczniów sekretów. Chcę wiedzieć, czy to wszystko to prawda? – spytał.
            - Tak – potwierdziła Elizabeth. – Myślę, że szczególnie filmiki, które pokazywałam są wystarczającym dowodem.
            - Działaś sama, czy z kimś? Skąd zdobyłaś wszystkie obciążające materiały? – dociekał dyrektor, patrząc na nią z uwagą.
            - Działam sama. W zdobyciu tego wszystkiego pomagała mi pewna osoba, jednak przysięgłam, że nigdy nie ujawnię jej tożsamości. Z resztą to nikt z uczniów – zapewniła.
            - Rozumiem.  Uhm… Pewnie gdyby nie to, co robiłaś, nigdy nie dowiedziałbym się o tym, co się tutaj dzieje. Chodzi mi tu między innymi o sytuację wśród drużyny cheerleaderek a także o Chaza. Dlatego też nie wiem jak cię ukarać. Potrzebuję to skonsultować z kilkoma osobami. Tymczasowo jesteś jednak zawieszona. Poinformuję twojego opiekuna, kiedy będziesz mogła wrócić do szkoły – skończył swój wywód. Elizabeth wstała z krzesła i kiwnęła głową.
            - Dobrze – odpowiedziała po prostu i wyszła z gabinetu. Zamknęła za sobą drzwi i stanęła jak wryta, kiedy zobaczyła Zayna siedzącego na krześle pod drzwiami. Kiedy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi, uniósł wzrok i kiedy zdał sobie sprawę, że stoi przed nim Elizabeth na którą czekał. Jego wzrok pociemniał. Chłopak wstał bez słowa i ruszył ku wyjściu z budynku.
            Elizabeth nie widziała sensu w próbie zatrzymania go, uznała, że lepiej będzie porozmawiać poza szkołą. Idąc, przeklinała się w myślach za swoją głupotę i ostatnią nieuwagę. Wyszli z budynku i kiedy dotarli na parking, Zayn gwałtownie odwrócił się przodem do niej.
            - Co ty sobie wyobrażałaś, Elizabeth? – spytał zadziwiająco spokojnym głosem, jednak Eliza wiedziała, że to tylko pozory. – To jakaś twoja chora gra? Kim ty w ogóle jesteś?! To wszystko było kłamstwem? Dlaczego to robiłaś?! – spytał, a dziewczyna już otwierała usta, aby odpowiedzieć, jednak Zayn jej przerwał. – Z resztą wiesz co?! Nie obchodzi mnie to. Mam to wszystko w dupie, Elizabeth!
            Wykrzyczał, następnie zaciskając usta w wąską kreskę. W jego ciemnych oczach Elizabeth zauważyła ogromny ból. Jego intensywność sprawiła, ze dziewczyna gwałtownie uciekła wzrokiem w bok.
            - Zayn, wysłuchaj mnie, proszę – powiedziała błagalnie.
            - Nie, nie mam zamiaru cię słuchać. Po co to w ogóle było?! Bawiłaś się mną? Bo nie rozumiem. Ja też byłem na twojej chorej liście? Czy zamierzałaś też zdradzić mój sekret? Fakt, że chodziłem na terapię? – warknął zimnym głosem. – Czy posunęłabyś się do tego, jeśli załóżmy by nam nie wyszło?
            - Nie, Zayn, ja… - szepnęła, kręcąc głową, czując jak ogarnia ją bezsilność. Zacisnęła dłonie w pięści, ponownie przeklinając się w myślach. – Nigdy bym cię nie skrzywdziła – szepnęła w końcu kłamstwo, a z jej oczu wypłynęły łzy. Znów kłamała. Zayn znajdował się na jej liście, jednak wszystko się zmieniło i skreśliła go stamtąd.
            - Już to zrobiłaś – powiedział cicho, przełykając ślinę. – Nie tłumacz się. Jak już wspomniałem, nie obchodzi mnie to. Bo ty i ja jesteśmy skończeni! Mam nadzieję, że cieszysz się, że przegrałem w twojej grze – powiedział z goryczą i nie mówiąc nic więcej, odwrócił się i wsiadł do swojego samochodu stojącego kilka metrów dalej.
            Elizabeth stała nieruchomo, wpatrując się w pojazd znikający z jej pola widzenia. Po jej policzkach płynęły łzy. Miała wrażenie, że jej serce rozpada się na miliony kawałków, że jakaś niewidzialna pięść ściska ją od środka. Wzięła drżący oddech, próbując powstrzymać szloch, który zbierał się w jej wnętrzu.
            Nie udało jej się to i po chwili ciszę panującą w koło przerwał jej głośny płacz, od którego zatrzęsły się ramiona Elizabeth. Dziewczyna zakryła usta dłonią i czując jak zaczyna jej się kręcić w głowie, a kolana miękną, osunęła się na ziemie i skrywając się między samochodami, podkuliła nogi pod brodę, nie przerywając płaczu.


            Powrót do domu pamiętała przez mgłę. Wsiadła do samochodu, próbując uspokoić płacz. Kiedy weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi, od razu udała się do swojej sypialni i położyła na łóżku. I leżała. Nieruchomo. Nie płacząc, nic nie mówiąc, nie krzycząc. Po prostu leżała. Czuła się cała odrętwiała.
            Mijała już szósta godzina tego dziwnego stanu, w którym się znalazła. Chciała zrobić cokolwiek. Wykonać jakąkolwiek reakcję, jednak nie miała siły. Wszystko ją wyczerpało. Udawanie, kłamstwa, zemsta, śmierć mamy, miłość… W jednym momencie wszystko się skumulowało i uderzyło w nią ze zdwojoną siłą. Nie była przygotowana na taki zwrot. Nie spodziewała się uczucia, które nią zawładnęło. Czuła się… Winna.
            Nie wiedziała kiedy zasnęła, jednak wybudziło ją głośne walenie do drzwi. Przeklęła pod nosem i ociągając się, wstała z łóżka, aby otworzyć drzwi. W progu stała Brooke, na której widok serce Elizabeth podeszło do gardła. Spuszczając wzrok na ziemię, wpuściła bez słowa dziewczynę do środka. W powietrzu unosiło się napięcie. Elizabeth nie musiała patrzeć na Brooke, aby wiedzieć, że była mocno wkurzona.
            Przeszły do salonu, Brooke stanęła przy oknie, plecami do Elizabeth i spytała:
            - Kim ty jesteś, Elizabeth? Bo na pewno nie moją przyjaciółką. Moja przyjaciółka nie zrobiłaby tego. Nie zniszczyłaby komuś życia w tak podły sposób! – warknęła. – Nienawidzę cię – warknęła. – Nienawidzę tej osoby, w którą się zmieniłaś.
            - Nie mów tak, proszę, daj mi wyjaśnić – wyszeptała dziewczyna, czując się tak, jakby za chwilę miała się rozpaść. Nie. Tak nie może być. Nie może każdego stracić.
            - Już kiedyś pozwoliłam ci się wytłumaczyć, Elizabeth, pamiętasz? – warknęła Brooke, odnosząc się do sytuacji sprzed wyjazdu Elizabeth. – Zaufałam ci, do cholery. Powiedziałaś mi, że nigdy już mnie nie okłamiesz. Tymczasem zrobiłaś to, dwukrotnie! – podkreśliła ostatnie słowo. – Wyjeżdżając bez słowa i niszcząc życie wielu osobom.
            - Brooke… - powiedziała Elizabeth z rozpaczliwą nutą w głosie.
            - Wybaczyłam ci, kiedy okłamałaś mnie wtedy, rujnując moje szanse na dobrą ocenę, pamiętasz? – spytała z wyrzutem. – Zdradziłaś mnie, pozwoliłaś, abym miała poprawkę, wiedząc, jak źle to wpłynie na moją przyszłość, i jak zareagują moi rodzice. Ale ty to miałaś w dupie! Prawda? – warknęła Brooke. – Zabolało mnie to, ale ci wybaczyłam. Nie zamierzam zrobić tego drugi raz.
            - Błagam cię, nie mogę stracić i ciebie… Nie teraz – wyjąkała Elizabeth, czując jak jej dłonie drżą.
            - O nie, nie próbuj wzbudzić we mnie współczucia. Byłaś taką zimną suką, bez skrupułów niszcząc życia innych, a wymagasz współczucia? O nie kurwa. Oh, jestem Elizabeth, zawsze byłam beznadziejna, czułam się samotna, a na domiar złego, zostawiła mnie też matka – ironizowała Brooke, naśladując głos Elizabeth.  Nic dziwnego, że wszyscy cię zostawiają skoro  tak postępujesz, Elizabeth – syknęła jadowicie Brooke, z gniewem płonącym w jej niebieskich oczach.
            Elizabeth otworzyła usta w szoku i cofnęła się kilka kroków w tył, walcząc ze łzami.
            - Moje życie było istnym piekłem. Byłaś moją przyjaciółką, wiedziałaś, że cierpię, ale nic nigdy z tym nie robiłaś. Zawsze po prostu stałaś. Po prostu kurwa stałaś, nie kiwnęłaś nawet palcem, aby mi pomóc. Wyjechałam, ale to nie znaczy, że pojechałam na jakieś pierdolone wakacje. Nic się nie zmieniło. Właściwie to było tam jeszcze gorzej. Z piekła do piekła. Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie od ciebie usłyszałam – wyszeptała łamiącym się głosem Elizabeth, zagryzając z całej siły wargę i kręcąc głową. – Nie mogę uwierzyć, że śmiałaś się ze śmierci mojej mamy! Znałaś ją, Brooke. Kilka dni temu płakałaś ze mną, kiedy powiedziałam ci, że umarła, a teraz używasz jej jako punktu zaczepienia, aby mnie zranić – powiedziała Elizabeth, biorąc szybkie, i płytkie oddechy. Z jej oczu wciąż płynęły łzy. Ogarnął ją tak ogromny ból i uczucie rozczarowania, że nie wiedziała co ma nawet myśleć.
            Brooke przez chwilę stała w milczeniu, analizując słowa Elizabeth, a kiedy dotarły ona do jej umysłu, dziewczyna spojrzała ze strachem w oczach na Elizabeth, która od razu pokręciła głową, zamykając oczy.
            - Wyjdź – powiedziała stanowczo i nie otwierając oczy, ze zdziwieniem zarejestrowała, że Brooke naprawdę wyszła.
            Wyszła, zostawiając Elizabeth z tym wszystkim samą.
           
           
 Skomentuj, proszę. to wiele dla mnie znaczy.

niedziela, 2 lutego 2014

[11] "Like I’m reaching out for you."



Everybody has a private world
Where they can be alone
Are you calling me?
Are you trying to get through?
Are you reaching out for me?
Like I’m reaching out for you.


            Siedziała od kilkunastu minut przy stole w kuchni, wpatrując się w telefon przed sobą. Co chwila brała go do ręki, aby znowu odłożyć. Przeczesywała dłonią włosy, próbując podjąć decyzję.  Po wyznaniu Liama dotyczącego swojego ojca, dziewczyna stwierdziła, że powinna powiedzieć prawdę. Że jej mama nie żyje.
            Czuła, że jest to winna Liamowi i Brooke. Przynajmniej tą niewielką część prawdy z całej historii może im wyjawić. Czuła, że powinna to zrobić. Ale okropnie się bała. Czy będą mieli do niej pretensje, bo tak długo ukrywała prawdę? Czy będą się nad nią litowali i rozczulali? Elizabeth tego nie chciała. Nienawidziła litości. Z niczyjej strony.
            Jęknęła cicho, chowając twarz w dłoniach. Zagryzła wargę, przymykając powieki. Z zaciśniętymi ustami chwyciła do ręki telefon i napisała esemesa.
            Możesz do mnie wpaść? Chciałabym porozmawiać. – Elizabeth.
            Jako odbiorców wybrała z listy kontaktów Liama i Brooke. Wzięła głęboki oddech i zanim zdążyła się rozmyślić, wysłała wiadomości.  Na odpowiedź czekała kilka sekund, siedząc jak na szpilkach, podrygując nerwowo nogą.
            Po chwili otrzymała od nich odpowiedź. Liam napisał, że za chwilę będzie., Brooke wysłała podobną odpowiedź.  Elizabeth odłożyła telefon na stół i próbując zająć czymś swoje myśli, nastawiła wodę na herbatę. Kiedy wsypywała właśnie cukier do kubka, usłyszała dzwonek do drzwi. Próbując opanować drżenie rąk, podeszła, aby je otworzyć. Na progu stali Brooke i Liam.
            - Uhm, wpadliśmy na siebie po drodze – powiedziała z szerokim uśmiechem Brooke. Elizabeth kiwnęła delikatnie głową, wymuszając uśmiech. Wpuściła ich do środka i spytała:
            - Chcecie coś do picia? – Przyjaciele pokręcili przecząco głową i usiedli na kanapie w salonie. Elizabeth zauważyła, że Liam rozgląda się w wnętrzu mieszkania. Ciemnowłosa chwyciła kubek z herbatą i usiadła obok nich na kanapie. Oboje wlepili w dziewczynę wyczekujący wzrok. Z tą różnicą, że wzrok Brooke był  ciepły i przyjazny, a Liama chłodny i zniecierpliwiony. Widząc to, dziewczyna jeszcze bardziej się denerwowała.
            Odchrząknęła cicho, wlepiając wzrok w swoje dłonie, które splotła ze sobą.
            - Pewnie zastanawialiście się, dlaczego dotychczas nie natknęliście się na moją mamę, prawda? Dlaczego nie ma jej w domu. Dlaczego nie przyszła na obiad do twoich rodziców, Liam. Dlaczego unikam rozmów na jej temat. Cóż… Bo ona… Nie żyje – powiedziała Elizabeth na wydechu, zagryzając wargę. Nie podniosła wzroku, aby zobaczyć twarze przyjaciół.
            - Co? – wydusił Liam, z szeroko otwartymi oczami pełnymi szoku.
            - Tak, nie tylko tobie przydarzyło się gówno w życiu – mruknęła z goryczą dziewczyna, a Liam skrzywił się urażony.
            - Kiedy? Kiedy umarła? – spytała cicho Brooke.
            - Jakieś trzy miesiące po tym jak wyjechałam. Chorowała na raka płuc, wykryto go zbyt późno i po diagnozie po prostu czekała już na śmierć – powiedziała Elizabeth, przyciągając nogi do piersi.
            - O mój Boże, kochanie! Tak mi przykro! – powiedziała łamiącym się głosem Brooke. Wstała z kanapy i podeszła do Elizy, kucając przed nią. Chwyciła jej ręce w dłonie i pogładziła w opiekuńczym geście.
            - Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? – odezwał się Liam, marszcząc brwi. Westchnął i objął przyjaciółkę ramieniem, sygnalizując, że nie jest na nią zły, ani nic z tych rzeczy.
            - Nie wiem – skłamała. – Przepraszam – powiedziała cicho.
            Zacisnęła oczy, czując jak łzy spływają jej po twarzy. Pociągnęła nosem, próbując powstrzy1ać zbierający się w jej wnętrzu szloch. Dlaczego po tym, ja powiedziała im prawdę, tęsknota za mamą wzmogła się wielokrotnie? Tak dobrze jej szło. Dawała sobie radę. Była silna. Dlaczego w jednym momencie to się zmieniło?


            - Chcę ci o czymś powiedzieć – oświadczył Zayn, kiedy dwa dni później siedzieli w mieszkaniu Elizabeth, zajadając się pizzą.
            - O czym? – zaciekawiła się dziewczyna, uśmiechając się do niego ciepło. Korzystając z chwilowej nieuwagi Zayna, sięgnęła po jego colę i wzięła dużego łyka.
            - O tym, dlaczego… Straciłem swoich przyjaciół i pozycję w szkole. Kurde, to brzmi głupio. Nawet nie wiem jak to nazwać – mruknął, kręcąc głową z irytacją.
            - Rozumiem o co ci chodzi – uspokoiła go ciemnowłosa, chwytając dłoń Zayna. Nagle oboje stracili zainteresowanie jedzeniem. Zayn  przekręcił się tak, że siedział teraz twarzą do Elizabeth. Zagryzł delikatnie wargę i przez chwilę zdawał się nad czymś zastanawiać. Eliza ścisnęła jego dłoń mocniej, chcąc dodać mu otuchy.
            - Mój ojciec jest Pakistańczykiem, a mama Brytyjką. Hm, stąd moja nietypowa uroda. Jednak do czasu, kiedy jakimś cudem ludzie dowiedzieli się, że mam pakistańskie pochodzenie, nikt w to nie wnikał. Wśród uczniów jest wielu, którzy mają korzenie w innych krajach. Uczniowie dowiedzieli się o tym i… Tutaj kula śniegowa nabiera rozpędu – powiedział. Jego wzrok był odległy, nieobecny. Elizabeth wiedziała, że zagłębia się we wspomnienia, które z chęcią z pewnością wyrzuciłby z głowy.
            - Kiedy do moich kumpli dotarła ta wiadomość, stałem się obiektem kpin. Nagle zapomnieli o wszystkim, co nas łączyło. Wyrzucili mnie z drużyny. Tylko za to, że  mam pakistańskie pochodzenie, rozumiesz to? – warknął, zaciskając dłonie w pięść, kręcąc głową.  – Następnie Perrie, moja była dziewczyna, zerwała ze mną. Nigdy nie byliśmy jakoś szczególnie mocno zakochani. Byliśmy razem, bo tak było wygodnie. Po prostu… Pomagaliśmy sobie i byliśmy przyjaciółmi. Ale zabolało mnie to, że ona także się ode mnie odwróciła. Jakby tego było mało, Perrie szybko znalazła sobie nowego chłopaka. Nie byle jakiego. Wybór padł na Chaza, mojego niegdyś najlepszego przyjaciela. Nie wiem, czy zrobiła to specjalnie, abym poczuł się jeszcze gorzej, czy po prostu skorzystała z faktu, że Chaz był akurat wolny. Ludzie w szkole traktowali mnie jak gówno. Rozpuszczali plotki na mój temat. Nieraz wszczynali ze mną bójki. Często kończyło się to gorzej dla nich, niż dla mnie – uśmiechnął się smutno. – Nie zmienia to faktu, że zachowanie moich niegdyś przyjaciół, bolało. Zacząłem się gubić we własnych myślach. Zacząłem nienawidzić siebie, swojego życia. Zamykałem się we własnej bańce. Nie rozmawiałem z nikim. Moi rodzice nie poznawali człowieka, jakim się stałem. Mama zdecydowała, że potrzebuję pomocy. Profesjonalnej pomocy. Zapisała mnie więc do terapeuty, który pomógł mi uporać się z wieloma sprawami – Zayn dokończył swoją wypowiedź, zamykając oczy i zagryzając wargę. Odwrócił głowę, nie chcąc patrzeć na twarz Elizabeth, która była wykrzywiona w grymasie.
            Myśli dziewczyny pędziły tak szybko, że zaczynało jej się kręcić w głowie. Nie była przygotowana na takie wyznanie. Mieszanka sprzecznych emocji sprawiła, że nie wiedziała jak się zachować. Poczuła pulsujący ból w głowie i przycisnęła do niej zaciśnięte w pięści dłonie. Wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić.
            Przez kilkanaście długich sekund siedzieli w ciszy. Zayn utkwił wzrok za oknem, a Elizabeth trzymała głowę spuszczoną na dół.
            - Jak… Jak długo to trwało? – spytała w końcu dziewczyna cichym głosem, który był niewiele głośniejszy od szeptu.
            - Jakieś dwa miesiące, może trochę więcej – powiedział, odwracając się w końcu w stronę Elizabeth. W ciemnych oczach dziewczyny zalśniły łzy.
            - Tak bardzo mi przykro, Zayn – wyjąkała, a po jej policzkach spłynęły łzy. Otarła je dłonią i niezdarnie podeszła do Zayna, oplatając go ramionami. Chłopak przez chwilę nie odpowiadał na jej gest. Znieruchomiał, był nieobecny. Elizabeth zmarszczyła brwi, wciąż kurczowo trzymając się Zayna i chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. W końcu, ku jej uldze, Malik objął ją swoimi ramionami i wziął głęboki, oczyszczający oddech.
            - Nie, nie powinno ci być przykro, El – szepnął, gładząc ją po głowie i wdychając zapach jej włosów. – Przynajmniej wiem jacy oni są naprawdę. Ludzie, których uważałem za przyjaciół.  Wiem, że ja też talki byłem. Podły. Traktowałem ludzi jak śmieci. Wszystkich… Ciebie… - wyszeptał, a Elizabeth poczuła jak ramiona chłopaka drżą. Po chwili poczuła jego łzy na swojej szyi.
            - Zayn… To już przeszłość… - wyszeptała przez ściśnięte gardło w którym pojawiła się gula. Z całych sił starała się powstrzymać od płaczu. Zagryzła z całej siły wargę i poczuła metaliczny smak krwi.
            - To nie ma znaczenia. Byłem podły. Teraz wiem co czułaś – szepnął. – Nie wiem jakim cudem mi to wybaczyłaś. Po tym wszystkim… -  pokręcił głową. Jego oddech był szybki i nierówny. Prób0wał się oswobodzić z jej uścisku, jednak Elizabeth oplotła go mocniej ramionami, nie pozwalając mu na to.
            - Cicho Zayn – powiedziała stanowczo, przymykając oczy. – Wybaczyłam ci. Zapomnjmy o tym co się stało, okej? – spytała. W odpowiedzi otrzymała delikatne kiwnięcie głową, które spowodowało, że z jej oczu popłynęły łzy.

***

            Kiedy kilka dni później Elizabeth weszła do szkoły, miała swój cel. Nie zatrzymywała się, aby porozmawiać ze znajomymi, których mijała, nie wyciągnęła ze swojej szafki odpowiednich książek, aby udać się na lekcje. Pierwsze co zrobiła, to zadbała o to, aby Chaz zapłacił za to, co zrobił Zaynowi.
            Tak się składało, że on także znajdował się na jej liście. Teraz nadszedł czas na niego.  Po dziesięciu  minutach wszystko było gotowe.  
            Ciemnowłosa uśmiechnęła się pod nosem, poprawiając włosy i ruszyła w stronę swojej szafki. Wyciągnęła książki i udała się na lekcje. Za pięć godzin rozpoczniemy przedstawienie – pomyślała.
            Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę na lunch, ruszyła na stołówkę. Nie mogła się doczekać rozwoju akcji.  Kupiła sobie butelkę soku pomarańczowego i usiadła przy stoliku ze swoimi przyjaciółmi. Podczas rozmowy co chwila zerkała na telewizor wiszący na ścianie. Jeszcze tylko chwila,
            - El, gdzie jest Zayn? – spytała Brookes przeglądając podręcznik z biologii, prawdopodobnie powtarzając materiał na sprawdzian.
            - Rozmawiałam z nim wczoraj, wspominał coś o badaniach które musi zrobić – powiedziała wyciągając telefon z torebki.
            - A więc to już oficjalnie? Ty i Zayn? – spytał Liam. Elizabeth zerknęła na niego, po czym nieśmiało kiwnęła głową, uśmiechając się pod nosem.
            - Cieszę się – powiedział Liam szczerze, uśmiechając się do niej ciepło. – Zasługujesz na to, aby być szczęśliwa.
            Elizabeth wysiliła się na uśmiech i podziękowała cicho. Chwilę po tym, telewizor na ścianie włączył się, ściągając tym samym na siebie uwagę zebranych na stołówce uczniów. Wszyscy wiedzieli co się stanie. Niektórzy drżeli ze strachu, w obawie o swoje sekrety. Inni byli niezwykle ciekawi. A jeszcze inni zirytowani i źli, między innymi Liam i Brooke, która warknęła:
            - Komu tym razem jakiś chory filmik zrujnuje życie?
            Elizabeth znała odpowiedź.
            To trwało jedynie kilka sekund. Filmik słabej jakości, głośna muzyka, krzyki, śmiechy, kilkoro ludzi ze szkoły, alkohol i Chaz. Chaz pochylający się nad stołem, patrząc na cienką kreskę białego proszku leżącą przed nim.
            Nie wahał się ani chwili. Szybkim ruchem wciągnął całość nosem, aby następnie wydać z siebie głośmy krzyk przepełniony radością.
            Ekran zgasł, a w stołówce zapanowała cisza. Po kilku sekundach zaczęły się pełne niedowierzania szepty. Z głośników doleciał do ich uszu komunikat:
            - Chaz Nasher proszony do gabinetu dyrektora.
            Trafiony, zatopiony – pomyślała Elizabeth, biorąc jak gdyby nigdy nic łyk soku.