Samotna. Wracam do pustego domu.
Nikt tam nie czeka.
Może najwyższy czas, aby kogoś tam wpuścić?
Aby zaufać i pojąć ryzyko?
Elizabeth siedziała w domu, ucząc się na sprawdzian z chemii, który miał być we wtorek. Dziewczynę trochę dobijał fakt, że jest sobotni wieczór, a ona siedzi sama w domu. Ogarnęła ją samotność i nagła chęć wyjścia gdziekolwiek. To uczucie potęgował fakt, że jej mózg nie przyswajał w tym momencie nowych informacji, kompletnie nie mając ochoty na naukę. Robbins zamknęła więc podręcznik i chwyciła telefon komórkowy. Z listy kontaktów wybrała numer Brooke i chwilę się wahała, zanim kliknęła zieloną słuchawkę. W końcu westchnęła i zrobiła to.
Usłyszała kilka sygnałów, po czym w słuchawce rozległ się głos Brooke:
- Halo?
- Cześć Brooke, tak się zastanawiałam... Czy nie masz ochoty do mnie wpaść na noc? – spytała Elizabeth, przygryzając wargę i bawiąc się niecierpliwie długopisem.
- Właściwie to czemu nie? – powiedziała Brooke. – Wyślij mi swój nowy adres, okej? Będę jak najszybciej.
- Okej, do zobaczenia! – pożegnała się Elizabeth i rozłączyła się. Wysłała Brooke adres. Czuła, że przyjaciółka zacznie wypytywać, dlaczego Eliza nie mieszka już obok niej. No i oczywiście spyta się, gdzie jest jej mama.
- Coś wymyślę – mruknęła i wstała z miejsca. W domu panował bałagan, więc stwierdziła, że powinna trochę posprzątać, zanim przyjdzie Brooke.
Skończyła pięć minut przed przyjściem Brooke. Dziewczyna stała w progu, z dużą, fioletową torbą na ramieniu, uśmiechając się ciepło do Elizy. Na ten widok, serce ciemnowłosej ścisnęło się lekko, gdyż przypomniała sobie czasy, kiedy nocowania były ich prawie cotygodniową tradycją. Były sobie takie bliskie...
- Jesteś głodna? – spytała Elizabeth, kiedy Brooke ściągnęła buty i położyła torbę na korytarzu.
- W sumie to tak. Mam ochotę na chińszczyznę, co ty na to? – spytała Brooke, a Elizabeth energicznie kiwnęła głową.
- Świetny pomysł. Chińszczyzna chodzi za mną już od kilku dni – zaśmiała się i kiedy już zamówiły jedzenie, poszły do pokoju Elizabeth i usiadły na łóżku, puszczając płytę Ellie Goulding.
- Ej, Elizabeth, gdzie jest twoja mama? – spytała blondynka, a Elizabeth zaklęła w duchu. To pytanie padło szybciej niż przypuszczała. Dlatego też zająkała się trochę, zanim wymyśliła kłamstwo:
- Pojechała do swojej koleżanki na kilka dni – odpowiedziała uśmiechając się nerwowo.
- Rozumiem – odpowiedziała Brooke, nic nie podejrzewając. – A tak w ogóle, co jest między tobą a Malikiem?– spytała, zerkając na przyjaciółkę z podejrzanym uśmieszkiem.
- Nic, po prostu robimy razem projekt – powiedziała Elizabeth, patrząc Broooke odważnie w oczy. Blondynka spojrzała na nią podejrzliwie, po czym prychnęła i pokręciła głową.
- Nie myśl, że uwierzę w to gówno, skarbie – zaśmiała się. – Znam cię zbyt długo. Nawet mimo tego, że tak długo cię nie było.
Elizabeth milczała uparcie przez chwilę, unikając palącego spojrzenia Brooke. Zacisnęła usta i zerknęła na Brooke.
- Okej… Więc powiedzmy, że coś między nami jest. Ale ja nie wiem co. Nawet nie wiem czego on chce, ani czego ja chcę – mruknęła, kręcąc głową i wzdychając. Miała mętlik w głowie. Nie wiedziała czy może ufać Zaynowi. Co prawda, ona sama nie była aktualnie osobą godną zaufania, ale mimo wszystko, Zayn o tym nie wie. Tego wszystkiego nie ułatwiał fakt, że Zayn tak szybko ją oczarował. Ale pamiętała, że od zawsze to robił. Kiedyś był zupełnie inny niż teraz, jednak ona trzymała dystans. A przynajmniej się starała, bo kilka wieczorów temu, kiedy o mało się nie pocałowali, była gotowa to zrobić. Chciała tego.
- To znaczy? Jakieś szczegóły? Proszę... – spytała Brooke, robiąc proszącą minę, patrząc na nią z ekscytacją. Elizabeth uśmiechnęła się mimowolnie i położyła poduszkę za plecy, opierając się o ścianę.
- Oprócz tego, że spotykamy się, robiąc projekt, spotkaliśmy się jeszcze dwa razy. I... Prawie się pocałowaliśmy – powiedziała, nie kończąc wypowiedzi. Zobaczyła jak oczy blondynki zalśniły, a ona cicho pisnęła z zaskoczenia.
- Żartujesz?! – krzyknęła. – Chwila, ale jak to prawie? – spytała, unosząc jedną brew. Jak powiesz, że spanikowałaś, to uduszę cię własnymi rękami.
- Nie spanikowałam. Zadzwonił mi telefon. I szczerze mówiąc, to ty dzwoniłaś – powiedziała Elizabeth, a po chwili wybuchnęła śmiechem, widząc minę Brooke, która była mieszanką zaskoczenia, rozbawienia i złości na samą siebie.
- O nie... – jęknęła. – Chyba przestane do ciebie dzwonić – wywróciła oczami, po czym roześmiała się. – Chciałabyś czego więcej? – Brooke drążyła temat. Elizabeth zarumieniła się delikatnie i westchnęła w duchu. Cóż, przynajmniej nie wypytuje się zmianę domu – pomyślała.
- Nie wiem... Chyba... Nie ufam mu trochę – powiedziała cicho.
- Z jednej strony ci się nie dziwię, bo to w końcu Zayn, ale... On już od dawna nie jest tą osobą, jaką był. Myślę, że powinnaś zaryzykować. Bo raczej nikt nie powie ci, jaki naprawdę jest teraz Zayn. Nikt go teraz nie zna. Stał się samotnikiem, nie mam pojęcia dlaczego. Nie wiem co takiego się stało, chociaż krąży wiele plotek.
- Tak, zauważyłam to – mruknęła Elizabeth. – Ale nie wiem, czy on chce się angażować. Może źle to odebrałam?
- Oh proszę cię. Zaprosił cię na randkę, prawda – Elizabeth kiwnęła głową. – Chciał cię pocałować i ewidentnie jest tobą zainteresowany, więc nie pieprz głupot, Robbins – powiedziała, uderzając przyjaciółkę w ramię. Obie się zaśmiały, a ich dalszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
- Jedzenie! – wykrzyknęły obie, uśmiechając się szeroko i wstając z łóżka.
***
Kilka dni później, Elizabeth po lekcjach postanowiła zajść do kawiarni mamy Liama. Miała nadzieję też, że zasta tam szatyna, z którym dość dawno nie rozmawiała. Ze słuchawkami w uszach, przeszła przez kilka ulic i stanęła przed wejściem do kawiarni. Pchnęła drzwi i weszła do środka, słysząc cichy dzwoneczek. Uśmiechnęła się, widząc Liama, który przyjmował zamówienie od dwóch dziewczyn z ich szkoły. Kiedy chłopak ją zauważył, pomachał w stronę ciemnowłosej i po chwili stanął za ladą, obdarzając ją szerokim uśmiechem.
- Cześć El, co słychać? – zagadnął Liam, nakładając kawałek ciasta na talerzyk. Przygotował także kawę i po chwili położył porcję przed Elizabeth.
- Mniam, ciasto malinowe. Kocham cię, wiesz? – spytała Elizabeth, z błyskiem w oczach, biorąc kawałeczek ciasta do ust. Mruknęła z zadowoleniem.
- Wiem – roześmiał się.
- Wracając do twojego pytania, to w sumie nic nowego. Powoli nadrabiam zaległości w nauce i takie tam – mruknęła Elizabeth, spuszczając wzrok i upijając łyk kawy.
Liam pokiwał głową i po0 chwili westchnął, przerywając przygotowanie kawy dla klienta, który siedział kilka stolików dalej. Zagryzł wargę i spojrzał na przyjaciółkę swoimi ciemnymi, łagodnymi oczami.
- Uhm, El? – spytał niepewnie, a dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na niego pytającym wzrokiem. – Pogodziłaś się z Brooke? Czy jak?
Elizabeth milczała przez chwilę, myśląc nad tym, co odpowiedzieć. Sama do końca nie wiedziała jak nazwać stan, w jakim znajdowała się ich znajomość. W końcu wzruszyła delikatnie ramionami i odpowiedziała:
- Tak... Wyjaśniłyśmy sobie parę spraw. Co prawda wciąż nie jest tak jak dawniej i wydaje mi się, że prędko nie będzie... – powiedziała w zamyśleniu. – Ale staramy się, a to ważne, prawda? – Liam kiwnął głową. – Poza tym, cieszę się, że udało nam się pogodzić. Teraz tylko na powrót musimy stać się zgraną paczką – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
- Dokładnie – potwierdził Liam. – Mówiąc szczerze, ostatnio trzymałem się na uboczu, jeśli chodzi o waszą dwójkę, bo nie wiedziałem jak wygląda sytuacja. Ale teraz już wiem, więc będzie tylko lepiej.
Liam chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak zza zaplecza wyszła jego mama i pogoniła go, aby szybciej obsługiwał klientów, a nie rozmawiał z Elizabeth. Następnie obdarzyła przyjaciółkę syna uśmiechem.
-Pani Payne? – spytała Elizabeth, zatrzymując mamę Liama. – Czy Liam mógłby wyjść trochę wcześniej? Chciałabym z nim spokojnie o czymś porozmawiać... – spytała nieśmiało, a jej policzki delikatnie się zaróżowiły. Kobieta kiwnęła głową.
- W porządku. Nie zasłużył sobie, ale dla ciebie zrobię wyjątek – mrugnęła okiem do dziewczyny, a Elizabeth roześmiała się i kiwnęła głową, dziękując. Kiedy Liam wrócił za ladę, jego mama oznajmiła mu, że może wcześniej wyjść. Chłopak spojrzał na nią zdziwiony, a następnie zerknął na El, która posłała mu niewinny uśmiech.
Uznał, że mama nie żartuje i przebrał się w zwykły podkoszulek, na który narzucił bluzę z kapturem. Pożegnał się z rodzicielką i powiedział:
- Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, to dzwoń, okej? – Cmoknął ją w policzek.
- Jasne. Leć już! – pogoniła go.
Kiedy Liam podszedł od Elizabeth, która wciąż siedziała na krześle przy ladzie, uśmiechnął się do niej, unosząc brwi.
- Zgaduję, że miałaś coś wspólnego z tym, że mama wypuściła mnie wcześn9iej, czyż nie – spytał, na co Elizabeth wzruszyła ramionami, po czym uśmiechnęła się niewinnie. Wstała z krzesła i stanęła obok chłopaka.
– Tak poważnie, to tak, poprosiłam ją o to, bo chciałam na spokojnie porozmawiać. – powiedziała Elizabeth, biorąc głęboki oddech i oblizując wargi.
- Oh, okej – odpowiedział Liam.
Udali się do parku, siadając na ławce przy starym boisku do koszykówki.
- Więc... O czym chciałaś pogadać? – spytał Liam z lekkim niepokojem w głosie. Nie miał pojęcia o czym Elizabeth może chcieć rozmawiać. Mówiąc szczerze, wiedział, że teraz dziewczyna jest trochę nieobliczalna i nie wiedział czego może się po niej spodziewać.
Elizabeth milczała i utkwiła wzrok w chmurach, które przybierały coraz ciemniejszą barwę. Przymknęła oczy, próbując w myślach sformułować pytanie, które chciała zadać już od dwóch dni. W końcu zebrała się w sobie i wykrztusiła:
- Liam... Gdzie jest twój tata? – spytała i dopiero po kilku długich sekundach zerknęła na twarz chłopaka, która wykrzywiła się w bólu. Jego oczy zastygły, wpatrując się w Elizabeth, a umysł został zaatakowany przez setki myśli i wspomnień.
Zamknął oczy i schował twarz w dłoniach.
JEŚLI JUŻ TU OTARŁAŚ/EŚ, SKOMENTUJ, PROSZĘ! x


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz