niedziela, 19 stycznia 2014

[08] "For the first time"


Każdy stara się być inny.
Na swój sposób wyjątkowy.
Każdy chce być wolny.
Latać niczym ptak.
Po dłuższym poznaniu, 
zauważamy podobieństwa,
między dwiema, pozornie innymi istotami.
Czy jesteśmy zaskoczeni?

To był trzeci raz, kiedy Elizabeth spotykała się z Zaynem, robiąc projekt. Mimo początkowej, dużej niechęci do Malika, okazało się, że współpraca z nim wcale nie jest taka zła. Fakt, wciąż ją irytował. Ale już go nie nienawidziła.
Zapukała do drzwi domu Zayna i po chwili zobaczyła w nich chłopaka, który zaprosił ją do środka. 
- Napijesz się czegoś? - spytał uprzejmie. 
- Nie, dzięki - odpowiedziała z delikatnym, uśmiechem. Zayn kiwnął głową i wspólnie skierowali się do pokoju mulata. 
Elizabeth lubiła przychodzić do domu chłopaka. Dobrze się tam czuła. Wnętrze było przytulne, pełne ciepła i rodzinnej atmosfery. Było zupełnie inne niż jej puste, zimne mieszkanie. 
Usiadła przy biurku, wlepiając w Zayna wyczekujące spojrzenie. Malik wydawał się być myślami zupełnie gdzie indziej. Eliza uznała, że to nie jej sprawa i nie drążyła tematu. Z ociąganiem, zabrali się więc do pracy. 
Po niecałych dwóch godzinach, dali sobie w końcu spokój. 
- Mam dość - jęknęła Elizabeth, kładąc głowę na dłoni, którą położyła na biurku. Zayn zaśmiał się dźwięcznie. 
- Mnie? Hm, myślałem, że wytrzymasz dłużej. - Elizabeth obrzuciła go rozbawionym spojrzeniem i wywróciła oczami.
 - Nie, nie chodzi o to. Chodzi o ten projekt i... Nie wiem. Sama nie wiem o co mi chodzi - mruknęła, wzdychając.
 - Masz dość udawania? Męczy cię to?
 - Niczego nie udaję, Zayn - odpowiedziała twardo. Chłopak od razu zauważył, że ciemnowłosa się spięła.
 - Wmawiaj sobie dalej - powiedział pod nosem, a następnie spojrzał jej prosto w oczy. - Ja wiem coś o udawaniu, uwierz mi. To nigdy nie jest proste. Wykańcza człowieka. Po koniec nie wiesz już, kim naprawdę jesteś. 
Dziewczyna milczała, analizując jego słowa. Zayn miał rację., jednak nie mogła tego powiedzieć na głos.
 - Jesteś dla mnie teraz... Jakby... Milszy, niż na początku - powiedziała powoli, marszcząc brwi, obserwując uważnie twarz Zayna, przez którą przebiegła gama emocji. Ciemnowłosy westchnął i spojrzał na Elizabeth ze zawadiackim uśmiechem. 
- Nie wierzę, że to mówię, ale tak jakby cię lubię – zaśmiał się nerwowo, zerkając na dziewczynę, która otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, a następnie uśmiechnęła się delikatnie. – Nie ekscytuj się za bardzo. Po prostu stwierdziłem, że praca w twoim towarzystwie nie jest taka tragiczna jak na początku myślałem.
Twarz Elizy stężała, jednak ciemnowłosa uśmiechnęła się chłodno do chłopaka:
 - No proszę, Zayn Malik powiedział, że mnie lubi – zaśmiała się. – Tak… To zdecydowanie wygrało wszystko – mrugnęła do niego, a Zayn wywrócił oczami.   
 - Powiedziałem, że tak jakby cię lubię – powiedział z naciskiem, na co Elizabeth roześmiała się.
 Zayn mimo tego co mówił i jak bardzo karcił siebie w duchu, naprawdę zaczynał lubić Elizabeth. Tak nie powinno być. Powinien jej nienawidzić. To Elizabeth Pieprzona Robbins. Obecnie największa oszustka w całej tej pojebanej szkole – pomyślał z rozdrażnieniem Zayn.
 Ona nie jest tą osobą jaką kiedyś była. A szkoda. Szkoda, że okłamuje wszystkich w koło. Zayn poczuł smak goryczy w gardle i nerwowo przeczesał włosy dłonią. To minie – pomyślał sobie.

 ***
Z zamyślenia i po niektórych uczniów ze snu wyrwał dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Wszyscy szybko zaczęli pakować swoje rzeczy do toreb i wychodzić z klasy, kompletnie ignorując słowa nauczyciela od geografii.
Przez kilka ostatnie dni, atmosfera w szkole robiła się coraz bardziej gorąca. A to wszystko z powodu ostatniej bomby, którą spuściła Amy. Skończyło się tym, że obecnie drużyna cheerleaderek została zawieszona w działalności, a Alison wydalona. Niezły bałagan. Wszyscy wciąż byli w szoku. Dlatego Eliza czekała aż ludzie trochę ochłoną, zanim będzie kontynuowała swoją pracę. 
Eliza wiedziała, że Liam aktualnie jest na treningu piłki nożnej, a Brooke skończyła lekcje godzinę temu, więc w samotności wyszła ze szkoły. Nie miała ochoty wracać do pustego domu i chociaż czekały na nią prace domowe, skierowała swoje kroki w zupełnie inną stronę. Do Subwaya, gdyż poczuła, że głód daje się we znaki. 
Zamówiła kanapkę i usiadła pry oknie, odwijając ją z papieru. Wzięła nieduży gryz, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Myśli Elizabeth zaczęły krążyć w nieokreślonym kierunku i dziewczyna nawet nie zauważyła, że ktoś zajął miejsce naprzeciwko niej. Dopiero kiedy usłyszała głośne chrząknięcie, odwróciła wzrok i napotkała ciemne tęczówki Zayna, wpatrujące się w nią z iskierkami rozbawienia. Elizabeth wydęła usta i uniosła jedną brew.    
- Śledzisz mnie? – spytała uprzejmie. 
- Ależ skąd. Byłem głodny, a to jedyny subway w tej dziurze – wzruszył ramionami, odwijając kanapkę. Elizabeth mruknęła coś pod nosem, jednak Zayn jej nie usłyszał. 
- Tak czy inaczej, skoro już się spotkaliśmy, to może dasz się gdzieś wyciągnąć? – zaproponował śmiało, uśmiechając się. Elizabeth spojrzała na niego mrużąc podejrzliwie oczy.
 - Po co? – spytała powoli, bacznie obserwując chłopaka. Nie dało się jednak ukryć, że po jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło, kiedy usłyszała, że Zayn Malik zaproponował jej spotkanie. A może nawet i randkę. 
     - Nie wiem. Może chcę, żebyć też mnie polubiła? Skoro ja polubiłem ciebie… - zaczął a po chwili roześmiał się nerwowo, widząc dezorientacje i brak przekonania na twarzy Elizabeth. – Oh, no daj spokój! Nie jestem wcale aż tak okropny – wywrócił oczami, uśmiechając się ciepło, a Amy westchnęła.
 - Powiedzmy – mruknęła, a Zayn rozpromienił się. Pomijając fakt, że dziewczyna nie rozumiała jego nagłej zmiany zachowania, miała ochotę się z nim spotkać. – W porządku – odpowiedziała po chwili. – Spraw, abym cię polubiła, Malik – powiedziała, uśmiechając się w taki sposób, jakby rzucała mu wyzwanie. Zayn w myślach je przyjął.

Godzinę później siedzieli pick upie Zayna, śpiewając piosenkę Red Hot Chili Peppers na całe gardło, próbując przekrzyczeć muzykę. Słońce powoli zachodziło, a do Elizabeth powoli docierało, że czas w towarzystwie Zayna mijał jej naprawdę bardzo miło. Nie chciała się przed sobą przyznać, że dobrze się z nim bawiła. Nawet bardzo dobrze,
Zayn zbliżał się do wjazdu do dość długiego tunelu, a w tym momencie w głowie Elizy pojawił się pewien szalony pomysł. Jej determinację podsyciła piosenka „Everybody`s changing” lecąca w radiu. Z miną szaleńca i szerokim uśmiecham na ustach, odpięła pas i nie zwracając uwagi na zszokowane spojrzenie Zayna, wyszła przez niedużą szybę na tył samochodu, stając na skrzyni ładunkowej i chwytając się dachu samochodu. Kiedy poczuła, że złapała równowagę, rozłożyła ramiona i spojrzała się przed siebie, widząc niekończący się tunel.
Roześmiała się, czując jak serce podchodzi jej do gardła, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Wiatr plątał jej rozpuszczone włosy i w tym momencie Elizabeth poczuła coś, czego nie czuła od bardzo, bardzo dawna. Wolność. Nieskończoność. Poczuła się sobą. Prawdziwą sobą bez udawania i kłamstw. Sobą sprzed roku.
Zamknęła oczy i postanowiła się cieszyć krótką chwilą ulgi. Kiedy wyjechali na powierzchnię, Elizabeth wsiadła z powrotem do samochodu.
- Przysięgam na Boga, że jesteś bardziej szalona niż myślałem – roześmiał się Zayn, patrząc na nią z niekrytym rozbawieniem. Elizabeth uśmiechnęła się z dumą, patrząc się przed siebie.


Dwa dni później, Elizabeth znów spędzała popołudnie w towarzystwie Zayna.
- Przyznaj się, Zayn – zaczęłą Eliza, patrząc na chłopaka, który siedział obok niej. – Wcale nie masz zamiaru sprawić, abym cię polubiła. Chcesz po prostu zrobić sobie przerwę od robienia projektu – dziewczyna szturchnęła go ramieniem.
Zayn zgarbił się i westchnął głęboko, mówiąc smutnym głosem:
- Kurde, przejrzałaś mnie. Przepraszam… 
Elizabeth spojrzała na niego z rozdziawioną buzią i poczuła jak coś kłuje ją w serce. W tyum momencie Zayn roześmiał się głośno, obejmując ją ramieniem. 
- Żartowałem, Robbins – uśmiechnął się szczerze. – Naprawdę mówiłem poważnie, z tym, że chcę, abyś mnie polubiła. I co, jak mi idzie? – spytał ruszając w zabawny sposób brwiami. 
- Cóż, poza tym, że czasami bywasz cholernie zarozumiały i ironiczny, plus, bardzo rytujący, ale o dziwo, naprawdę nieźle – powiedziała szczerze, a Zayn w duchu odetchnął z ulgą. 
- To przez mój urok osobisty, prawda – powiedział sztucznie niskim i uwodzicielskim głosem, trzepocząc rzęsami. Dziewczyna zaśmiała się głośno, odpychając go od siebie.
 - Fantazje zostaw dla siebie, Malik – wystawiła mu język, układając się wygodniej na kocu rozłożonym na skrzyni ładunkowej. Elizabeth była pod wrażeniem oryginalności Zayna. To z pewnością bardzo ciekawy pomysł na randkę. O ile można to tak nazwać. 
Po chwili milczenia, odezwał się Zayn: 
- Mam pomysł. Pozadawajmy sobie nawzajem pytania. Na każde mamy odpowiedzieć szczerze, no i oczywiście mamy odpowiedzieć na każde, bez wyjątku. Wchodzisz w to? – zaproponował z błyskiem w oku. 
- Czemu nie? – spytała, wzruszając ramionami. Mimo tego, że pokazywała, że nie ma nic przeciwko, nerwy zżerały ją od środka. Bała się pytań, które może zadać Zayn. 
- Okej, to ja zaczynam… Hm… Ulubiony film? – spytał Zayn, a Eliza otworzyła oczy ze zdziwienia. 
- Co? – spytała głupio, na co Zayn zaśmiał się. 
- Spytałem się, jaki jest twój ulubiony film – odpowiedział cierpliwie. Eliza westchnęła w duchu, gdyż doskonale usłyszała pytanie. Spodziewała się jednak, że Zayn będzie chciał się dowiedzieć czegoś… Bardziej osobistego. 
- Hm, chyba „Efekt Motyla” – powiedziała po chwili namysłu. – A twój? 
- „Step Up”, tak myślę. – Grali w tą grę przez pół godziny, pytając się o ulubiony kolor, zespół, jedzenie, zwierzę i tak dalej. Kiedy Elizabeth myślała, że gra dobiegła końca, Zayn zadał kolejne pytanie. 
- Teraz poważnie się pytam, polubiłaś mnie chociaż trochę? – spytał, patrząc na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie mógł pokazać dziewczynie, że w środku umierał ze stresu i niecierpliwości na jej odpowiedź. 
- Tak – odpowiedziała bez ogródek. – Wcale nie jesteś taki okropny jak myślałam. Nie jesteś taki jak kiedyś. Jesteś… Jesteś naprawdę w porządku. W sumie, zupełnie inny niż kiedyś– powiedziała z namysłem, a Zayn wypuścił powietrze z płuc, śmiejąc się ironicznie w duchu. Nie do końca – pomyślał. 
- Dzięki, tak myślę – powiedział cicho. Pomiędzy nimi zapadła cisza, a Eliza zaczęła się zastanawiać, do czego zmierzają ich spotkania. Czy chodziło tylko o to, aby go polubiła? 
- Zayn… - zaczęła nieśmiało Elizabeth, zagryzając wargę i spoglądając na chłopaka, leżącego obok niej. 
- Hę? – spytał, przekręcając się tak, że leżeli teraz twarzą w twarz, niebezpiecznie blisko.
- Do czego to zmierza? Te nasze spotkania? Czy to randki, czy co? – spytała cicho. Twarz Zayna omiótł oddech Elizabeth, a jego wzrok spoczął na jej idealnie wykrojonych ustach, które zachęcały do pocałunku. Wyobraził sobie moment, w którym ich usta się spotykają i po jego kręgosłupie przebiegł dreszcz. 
- Jak dla mnie, mogą to być randki, zależy czy tobie to pasuje – odpowiedział równie cicho, wpatrując się w oczy dziewczyny. Amy poczuła palące spojrzenie Zayna, które zdołała wstrzymać tylko chwilę. Na jej policzkach pojawił się uroczy rumieniec, którego nie była w stanie ukryć. 
- Sama nie wiem – powiedziała nieśmiało, przygryzając wnętrze policzka. 
Zayn nie wiedząc kiedy, przysunął się do Amy, delikatnie chwytając ją za rękę, a drugą dłoń kładąc na jej talii. Pochylił się nad nią, zbliżając swoje usta do jej warg, które rozchyliły się mimowolnie. Amy patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami, które przymknęła, widząc, że twarz Zayna jest coraz bliżej. W chwili, kiedy dzieliły ich milimetry, rozległ się dźwięk telefonu Elizabeth i Zayn odsunął się jak poparzony. 
Dziewczyna wzięła drżący oddech, wciąż będąc w szoku i wyciągnęła telefon z kieszeni spodni. Dzwoniła Brooke, pytając się o to, czy Elizabeth wpadnie do niej jutro. Kiedy dziewczyna zakończyła połączenie, część niej miała nadzieję na kontynuowanie tego co zaczęli. To samo czuł Zayn. Wiedzieli jednak, że raz już im przeszkodzono, niszcząc nastrój, który się między nimi wytworzył. 
Zayn obrzucił Amy delikatnym uśmiechem i powiedział: 
- Powinniśmy się zbierać. – Zeskoczył na ziemię, następnie pomagając zejść ze skrzyni. Eliza kiwnęła głową i wsiadła do samochodu chłopaka. 

 JEŚLI JUŻ DOCZYTAŁAŚ DO KOŃCA, TO CZY MOGŁABYŚ POZOSTAWIĆ PO SOBIE KRÓTKI KOMENTARZ? DZIĘKUJĘ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz