wtorek, 28 stycznia 2014

[10] "He know, what he was doing."



It's been a long time coming,
Such a long, long time.
And I can't stop running,
Such a long, long time.
Can you hear my heart beating?
Can you hear that sound?
Cause I can't help thinking
And I won't stop now

            Rysy twarzy Liama stężały, a jego wzrok pociemniał. Szatyn potarł dłonią twarz, próbując uspokoić szalejące w nim emocje. Wziął głęboki, drżący oddech, przymykając swoje piwne oczy. Elizabeth stała nieruchomo, wpatrując się w przyjaciela, marszcząc z koncentracją brwi.
            - To jest dobre pytanie, El  powiedział nagle Liam, wypluwając te słowa z niekrytą ironią. Uniósł wzrok. Jego twarz nie wyrażała nic, kiedy zaczął mówić: - Mój ojciec miał romans ze swoją pracownic, ona dowiedziała się o jego przekrętach finansowych w firmie i brudnych interesach, a następnie przekazała tą wieść odpowiednim osobom, pogrążając mojego ojca. Trafił za kratki, jednak wyszedł z więzienia. Mówiąc szczerze, dużo szybciej niż powinien. Moi rodzice wzięli rozwód, mama wyrzuciła ojca z domu, a on… Hm, stał się kompletnym wrakiem. Wylądował na ulicy, jako bezdomny pijak, bez perspektyw na przyszłość – powiedział, kończąc swoją wypowiedź beznamiętnym głosem.
            Elizabeth rozchyliła usta, zakrywając je po chwili dłonią. Zachłysnęła się powietrzem, przez chwilę mrugając oczami w niedowierzaniu, jakby czekała, że Liam oświadczy, że żartował. Ale tak się nie stało. Spojrzała na twarz chłopaka, który mrużył brwi, wpatrując się w nieokreślony punkt.
            - O mój Boże, tak mi przykro – szepnęła, kręcąc głową, nie wiedząc co więcej powiedzieć.
            - Nie powinno ci być przykro, Elizabeth – powiedział Liam przybierając poważny ton. – Mi też było na początku go szkoda. Czułem się winny, że ojciec nas zostawił. Ale nie rozumiem dlaczego się tak czułem. Przecież to nie była moja wina! – warknął.
            - To nie był twoja wina  powtórzyła ciemnowłosa niczym echo, oblizując wargi i wzdychając ciężko.
            - Czy Brooke o tym wie? – spytała Elizabeth, po dłuższej chwili ciszy.
            - Tak, hm, ona… Wiedziała o tym od samego początku. Bardzo mnie wtedy wspierała – powiedział cicho, nie patrząc się na Elizę, która zerknęła na niego ukradkiem. Doskonale zrozumiała podtekst jego słów.
            - Wspierała cię, bo mnie wtedy nie było – mruknęła, przygryzając wargę. Liam nie odpowiedział, więc przyjęła to jako potwierdzenie. Zauważyła, że Liam nie miał już najmniejszej ochoty na rozmowę. Jego szczęka była zaciśnięta, a oczy zaszły gniewem spowodowanym przez wspomnienia.
            Elizabeth poczuła jak atmosfera między nimi się ochładza.

            Minęło kilka dni, odkąd Elizabeth rozmawiała z Liamem. Miała wrażenie, że chłopak ją unika, jednak nie próbowała dowiedzieć się, o co mu naprawdę chodzi. Uznała, że da Payne`owi trochę czasu.
            Siedziała właśnie na łóżku w pokoju Zayna, zakreślając w książce jakiś ważny fragment, który właśnie wyczytała. Chłopak siedział na krześle naprzeciwko niej, w skupieniu przygryzając gumkę od ołówka. Po chwili mulat uniósł wzrok i wlepił go w Elizabeth. Dziewczyna czuła na sobie jego palące spojrzenie, jednak z całych sił starała się zachowywać normalnie. W końcu nie wytrzymała i zerknęła spod rzęs na ciemnowłosego.
            Zayn uśmiechnął się zawadiacko, zamykając książkę.
            - Frustrujesz mnie, Robbins – powiedział nagle, na co Elizabeth uniosła wysoko brwi ze zdziwienia. Także zamknęła książkę, przechylając głowę w bok, przyjmując słowne wyzwanie Zayna.
            - Niepokoisz mnie, Malik – powiedziała zaczepnym tonem. Kąciki ust Zayna uniosły się ku górze.  Chłopak wstał i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny. Posłał jej spojrzenie nie znoszące sprzeciwu. El chwyciła jego dłoń, a Malik z łatwością podniósł dziewczynę z łóżka. Stanęła niebezpiecznie blisko niego, wstrzymując na chwilę oddech,  kiedy do jej nozdrzy doleciał zapach Zayna. Poczuła gorąco na policzkach i uniosła wzrok, przygryzając wargę.
            - Nie rozumiem tego – mruknął, marszcząc brwi.
            - Czego?  - spytała cicho dziewczyna, nie rozumiejąc sensu jego słów.
            - Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. Dotychczas nie bawiłem się w jakieś ckliwe wyznania, związki, czy coś w tym stylu – powiedział, kręcąc głową. Mówił dość cicho, jakby sam do siebie. Jednak Elizabeth tam była i z uwagą przysłuchiwała się jego słowom. – Ale ty… - powiedział cicho, unosząc niepewnie dłoń i dotykając policzka Elizabeth. Dziewczyna zadrżała, pod wpływem jego dotyku. Jej źrenice się rozszerzyły, kiedy Zayn ułożył dłoń na jej talii.
            - Ty… Wpędzisz mnie do grobu, wiesz Robbins? – powiedział Zayn, z błyskiem w oku. Przez chwilę świdrował twarz dziewczyny wzrokiem. Jego miodowe tęczówki zatrzymały się na ustach ciemnowłosej. – Oh, pieprzyć to – warknął i po chwili Elizabeth poczuła miękkie wargi Zayna napierające na jej usta.
            Czuła, jak Zayn prosi swoim językiem o pozwolenie, więc rozchyliła wargi i po chwili jęknęła chłopakowi w usta. Malik wiedział co robi. Znał się na całowaniu, to było pewne. Przyciągnął Elizabeth bliżej do siebie, siadając na łóżku i sadzając dziewczynę na swoich kolanach.
            Pocałunek był gwałtowny, język Zayna odnalazł wspólny rytm z jej językiem, a chłopak co chwila podgryzał wargę Elizabeth.  Ale mimo tego, ciemnowłosa wyczuła nutkę delikatności i niepewności w zachowaniu Zayna.
            Kiedy odsunęli się od siebie na zaledwie kilka milimetrów, ich klatki piersiowe unosiły się szybko i opadały, a oddech był nierówny. Patrzyli na siebie z szeroko otwartymi oczami, oboje zszokowani intensywnością pocałunku.
            - Od dawna chciałem to zrobić – powiedział w końcu, kiedy odzyskał normalny oddech.  Chwycił zabłąkany kosmyk włosów Elizabeth i posłał dziewczynie szeroki uśmiech, który rozświetlił mu twarz. Elizabeth nie mogła powstrzymać uśmiechu, który także pojawił się na jej twarzy.
            Po pocałunku, wrócili do nauki, jednak Eliza doskonale wiedziała, że nie tylko ona intensywnie myśli o tym, co się wydarzyło. Kiedy Zayn co jakiś czas na nią zerkał, onieśmielając ją swoim otwartym spojrzeniem miodowych tęczówek, spuszczała wzrok, czując jak jej policzki płoną.
            - Masz ochotę gdzieś wyjść? – spytał nagle Zayn. Elizabeth uniosła brwi, zerkając na zegarek.
            - Jest trochę późno, nie uważasz? – spytała, przygryzając wargę. Dochodziła ósma wieczorem.
            - Jest piątek, zapomniałaś? Tak właściwie to nie rozumiem dlaczego siedzimy nad książkami, zamiast się bawić – mruknął niezadowolony, patrząc wyczekująco na odpowiedź dziewczyny. Ciemnowłosa zastanowiła się nad jego słowami. Miał rację. Miała ochotę gdzieś wyjść, tym bardziej, że Zayn zaproponował wyjście w swoim towarzystwie.
            - Masz rację, wyjdźmy gdzieś – powiedziała dziewczyna, z szerokim uśmiechem wstając z łóżka.
            - Dobra, to chodź, mam pomysł, gdzie możemy się wybrać – powiedział, z błyskiem w oku, uśmiechając się tajemniczo. Elizabeth postanowiła nie pytać, gdzie zamierza ją zabrać, więc w milczeniu zeszła z chłopakiem po schodach na dół.
            - Mamo, ja wychodzęę z Elizabeth. Będzie później, jak coś, to mam telefon – powiedział do kobiety, która siedziała w salonie, oglądając telewizję.
            - W porządku. Bawcie się dobrze! – Pani Malik posłała im ciepły uśmiech i pomachała ręką.
            Wyszli na zewnątrz i skierowali się w stronę samochodu stojącego na podjeździe. Zajęła miejsce pasażera i po chwili ruszyli. Po drodze wymienili jedynie kilka słów, delektując się przyjemną ciszą i słuchając muzyki, lecącej w radiu. Zayn zatrzymał się na parkingu. Elizabeth wysiadła z samochodu, słysząc stłumioną muzykę dochodzącą z niedaleka. Dostrzegła mnóstwo kolorowych świateł, przedzierających się przez drzewa.
            - Co ty na wesołe miasteczko? – spytał Zayn, przygryzając delikatnie wargę i uśmiechając się w swój zniewalający sposób. Serce Elizabeth zabiło mocniej, na widok jego przystojnej, rozjaśnionej uśmiechem twarzy.
            - Całe wieki tam nie byłam! – powiedziała z ekscytacją w głosie. Z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy, mimowolnie chwyciła Zayna za dłoń. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, kiedy poczuł ciepło dłoni Elizabeth i ruszył w stronę wesołego miasteczka.
            Po ponad godzinie i kilkunastu przejażdżkach na kolejkach i samochodzikach, kilku piwach, które sprzedawane były w pobliskim sklepiku, szli roześmiani w stronę dużego, kolorowego stoiska, gdzie grając w gry, można było zdobyć nagrody. Zayn spojrzał na Elizabeth, uśmiechając się szeroko.
            - Wygram dla ciebie tego misia – powiedział, wskazując na średniej wielkości maskotkę, która od razu podbiła serce dziewczyny. Jej oczy rozjaśniły się, a z ust wydostał się głośny śmiech.
            - Oh, byłoby miło, panie Malik, jednak myślę, że w tym stanie, nie da pan rady – powiedziała, z błyskiem rozbawienia w oku. Zayn prychnął, całując dziewczynę nad uchem i powiedział cicho:
            - Oj, El, nie doceniasz moich możliwości.
            Podszedł stronę stoiska, pewny siebie i z uśmiechem na twarzy. Wyciągnął portfel i zapłacił za trzy gry. Zadaniem było strącenie wszystkich kubków z wieży ustawionej jakieś trzy metry od Zayna. Zanim wykonał pierwszy rzut, zerknął na dziewczynę, która stała z boku, starając się zachować powagę. Uśmiechnął się chytrze. Elizabeth czuła, że to zakończy się totalną porażką i ostatkami sił, powstrzymywała się od śmiechu.
            Zayn rzucił, jednak chybił o jakiś metr. Elizabeth parsknęła cichutko, zasłaniając twarz dłonią, a Zayn zgromił ją wzrokiem i wykonał kolejny rzut. Udało mu się zrzucić dwa kubeczki z jedenastu. Wydał z siebie okrzyk radości, a dziewczyna, która prowadziła stoisko, spojrzała na niego jak na wariata, z rozbawieniem w oczach.
            Wykonał ostatni rzut, jednak znowu chybił. Elizabeth roześmiała się, chwytając Zayna pod rękę, odciągając od stoiska i powstrzymując ciemnowłosego od zrobienia z siebie jeszcze większego pośmiewiska.
            - Cholera no, byłem tak blisko! – powiedział rozzłoszczony, zaciskając wargi. – Ale udało mi się strącić dwa kubeczki!
            - Tak, tak, Zayn – zaśmiała się Elizabeth, mierzwiąc chłopakowi włosy. Boże, są takie miękkie i gładkie! – pomyślała.
            - Ej! Dlaczego się ze mnie śmiejesz?! – pytał niezadowolony, na co Elizabeth roześmiała się jeszcze bardziej. Chłopak zmarszczył brwi wkurzony.
            - Przepraszam! – wyjąkała chichocząc. Kiedy po dłuższej chwili się uspokoiła,. Chwyciła Zayna za rękę i powiedziała: - Chodź Malik, zamówimy taksówkę. Dość już rozrywek na dzisiaj – zaśmiała się, wyciągając telefon.
           

 JAK JUŻ DOTARŁAŚ/ŁEŚ DO KOŃCA, SKOMENTUJ, PROSZĘ! 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

[09] "I don`t know what I want..."




Nie wiem czego chcę. Jestem zagubiona.
Samotna. Wracam do pustego domu.
Nikt tam nie czeka. 
Może najwyższy czas, aby kogoś tam wpuścić?
Aby zaufać i pojąć ryzyko? 
            Elizabeth siedziała w domu, ucząc się na sprawdzian z chemii, który miał być we wtorek. Dziewczynę trochę dobijał fakt, że jest sobotni wieczór, a ona siedzi sama w domu. Ogarnęła ją samotność i nagła chęć wyjścia gdziekolwiek. To uczucie potęgował fakt, że jej mózg nie przyswajał w tym momencie nowych informacji, kompletnie nie mając ochoty na naukę. Robbins zamknęła więc podręcznik i chwyciła telefon komórkowy. Z listy kontaktów wybrała numer Brooke i chwilę się wahała, zanim kliknęła zieloną słuchawkę. W końcu westchnęła i zrobiła to.
            Usłyszała kilka sygnałów, po czym w słuchawce rozległ się głos Brooke:
            - Halo?
            - Cześć Brooke, tak się zastanawiałam... Czy nie masz ochoty do mnie wpaść na noc? – spytała Elizabeth, przygryzając wargę i bawiąc się niecierpliwie długopisem.
            - Właściwie to czemu nie? – powiedziała Brooke. – Wyślij mi swój nowy adres, okej? Będę jak najszybciej.
            - Okej, do zobaczenia! – pożegnała się Elizabeth i rozłączyła się. Wysłała Brooke adres. Czuła, że przyjaciółka zacznie wypytywać, dlaczego Eliza nie mieszka już obok niej. No i oczywiście spyta się, gdzie jest jej mama.
            - Coś wymyślę – mruknęła i wstała z miejsca. W domu panował bałagan, więc stwierdziła, że powinna trochę posprzątać, zanim przyjdzie Brooke.
Skończyła pięć minut przed przyjściem Brooke. Dziewczyna stała w progu, z dużą, fioletową torbą na ramieniu, uśmiechając się ciepło do Elizy. Na ten widok, serce ciemnowłosej ścisnęło się lekko, gdyż przypomniała sobie czasy, kiedy nocowania były ich prawie cotygodniową tradycją. Były sobie takie bliskie...
- Jesteś głodna? – spytała Elizabeth, kiedy Brooke ściągnęła buty i położyła torbę na korytarzu.
- W sumie to tak. Mam ochotę na chińszczyznę, co ty na to? – spytała Brooke, a Elizabeth energicznie kiwnęła głową.
- Świetny pomysł. Chińszczyzna chodzi za mną już od kilku dni – zaśmiała się i kiedy już zamówiły jedzenie, poszły do pokoju Elizabeth i usiadły na łóżku, puszczając płytę Ellie Goulding.
- Ej, Elizabeth, gdzie jest twoja mama? – spytała blondynka, a Elizabeth zaklęła w duchu. To pytanie padło szybciej niż przypuszczała. Dlatego też zająkała się trochę, zanim wymyśliła kłamstwo:
- Pojechała do swojej koleżanki na kilka dni – odpowiedziała uśmiechając się nerwowo.
- Rozumiem – odpowiedziała Brooke, nic nie podejrzewając. – A tak w ogóle, co jest między tobą a Malikiem?– spytała, zerkając na przyjaciółkę z podejrzanym uśmieszkiem.
- Nic, po prostu robimy razem projekt – powiedziała Elizabeth, patrząc Broooke odważnie w oczy. Blondynka spojrzała na nią podejrzliwie, po czym prychnęła i pokręciła głową.
- Nie myśl, że uwierzę w to gówno, skarbie – zaśmiała się. – Znam cię zbyt długo. Nawet mimo tego, że tak długo cię nie było.
Elizabeth milczała uparcie przez chwilę, unikając palącego spojrzenia Brooke. Zacisnęła usta i zerknęła na Brooke.
- Okej… Więc powiedzmy, że coś między nami jest. Ale ja nie wiem co. Nawet nie wiem czego on chce, ani czego ja chcę – mruknęła, kręcąc głową i wzdychając. Miała mętlik w głowie. Nie wiedziała czy może ufać Zaynowi. Co prawda, ona sama nie była aktualnie osobą godną zaufania, ale mimo wszystko, Zayn o tym nie wie. Tego wszystkiego nie ułatwiał fakt, że Zayn tak szybko ją oczarował. Ale pamiętała, że od zawsze to robił. Kiedyś był zupełnie inny niż teraz, jednak ona trzymała dystans. A przynajmniej się starała, bo kilka wieczorów temu, kiedy o mało się nie pocałowali, była gotowa to zrobić. Chciała tego. 
- To znaczy? Jakieś szczegóły? Proszę... – spytała Brooke, robiąc proszącą minę, patrząc na nią z ekscytacją. Elizabeth uśmiechnęła się mimowolnie i położyła poduszkę za plecy, opierając się o ścianę.
- Oprócz tego, że spotykamy się, robiąc projekt, spotkaliśmy się jeszcze dwa razy. I... Prawie się pocałowaliśmy – powiedziała, nie kończąc wypowiedzi. Zobaczyła jak oczy blondynki zalśniły, a ona cicho pisnęła z zaskoczenia.
- Żartujesz?! – krzyknęła. – Chwila, ale jak to prawie? – spytała, unosząc jedną brew. Jak powiesz, że spanikowałaś, to uduszę cię własnymi rękami.
- Nie spanikowałam. Zadzwonił mi telefon. I szczerze mówiąc, to ty dzwoniłaś – powiedziała Elizabeth, a po chwili wybuchnęła śmiechem, widząc minę Brooke, która była mieszanką zaskoczenia, rozbawienia i złości na samą siebie.
- O nie... – jęknęła. – Chyba przestane do ciebie dzwonić – wywróciła oczami, po czym roześmiała się. – Chciałabyś czego więcej? – Brooke drążyła temat. Elizabeth zarumieniła się delikatnie i westchnęła w duchu. Cóż, przynajmniej nie wypytuje się zmianę domu – pomyślała.
- Nie wiem... Chyba... Nie ufam mu trochę – powiedziała cicho.
- Z jednej strony ci się nie dziwię, bo to w końcu Zayn, ale... On już od dawna nie jest tą osobą, jaką był. Myślę, że powinnaś zaryzykować. Bo raczej nikt nie powie ci, jaki naprawdę jest teraz Zayn. Nikt go teraz nie zna. Stał się samotnikiem, nie mam pojęcia dlaczego. Nie wiem co takiego się stało, chociaż krąży wiele plotek.
- Tak, zauważyłam to – mruknęła Elizabeth. – Ale nie wiem, czy on chce się angażować. Może źle to odebrałam?
- Oh proszę cię. Zaprosił cię na randkę, prawda – Elizabeth kiwnęła głową. – Chciał cię pocałować i ewidentnie jest tobą zainteresowany, więc nie pieprz głupot, Robbins – powiedziała, uderzając przyjaciółkę w ramię. Obie się zaśmiały, a ich dalszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
- Jedzenie! – wykrzyknęły obie, uśmiechając się szeroko i wstając z łóżka.

***
Kilka dni później, Elizabeth po lekcjach postanowiła zajść do kawiarni mamy Liama. Miała nadzieję też, że zasta tam szatyna, z którym dość dawno nie rozmawiała. Ze słuchawkami w uszach, przeszła przez kilka ulic i stanęła przed wejściem do kawiarni. Pchnęła drzwi i weszła do środka, słysząc cichy dzwoneczek. Uśmiechnęła się, widząc Liama, który przyjmował zamówienie od dwóch dziewczyn z ich szkoły. Kiedy chłopak ją zauważył, pomachał w stronę ciemnowłosej i po chwili stanął za ladą, obdarzając ją szerokim uśmiechem.
- Cześć El, co słychać? – zagadnął Liam, nakładając kawałek ciasta na talerzyk. Przygotował także kawę i po chwili położył porcję przed Elizabeth.
- Mniam, ciasto malinowe. Kocham cię, wiesz? – spytała Elizabeth, z błyskiem w oczach, biorąc kawałeczek ciasta do ust. Mruknęła z zadowoleniem.
- Wiem – roześmiał się.
- Wracając do twojego pytania, to w sumie nic nowego. Powoli nadrabiam zaległości w nauce i takie tam – mruknęła Elizabeth, spuszczając wzrok i upijając łyk kawy.
Liam pokiwał głową i po0 chwili westchnął, przerywając przygotowanie kawy dla klienta, który siedział kilka stolików dalej. Zagryzł wargę i spojrzał na przyjaciółkę swoimi ciemnymi, łagodnymi oczami.
- Uhm, El? – spytał niepewnie, a dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na niego pytającym wzrokiem. – Pogodziłaś się z Brooke? Czy jak?
Elizabeth milczała przez chwilę, myśląc nad tym, co odpowiedzieć. Sama do końca nie wiedziała jak nazwać stan, w jakim znajdowała się ich znajomość. W końcu wzruszyła delikatnie ramionami i odpowiedziała:
- Tak... Wyjaśniłyśmy sobie parę spraw. Co prawda wciąż nie jest tak jak dawniej i wydaje mi się, że prędko nie będzie... – powiedziała w zamyśleniu. – Ale staramy się, a to ważne, prawda? – Liam kiwnął głową. – Poza tym, cieszę się, że udało nam się pogodzić. Teraz tylko na powrót musimy stać się zgraną paczką – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
 - Dokładnie – potwierdził Liam. – Mówiąc szczerze, ostatnio trzymałem się na uboczu, jeśli chodzi o waszą dwójkę, bo nie wiedziałem jak wygląda sytuacja. Ale teraz już wiem, więc będzie tylko lepiej.
Liam chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak zza zaplecza wyszła jego mama i pogoniła go, aby szybciej obsługiwał klientów, a nie rozmawiał z Elizabeth. Następnie obdarzyła przyjaciółkę syna uśmiechem.
-Pani Payne? – spytała Elizabeth, zatrzymując mamę Liama. – Czy Liam mógłby wyjść trochę wcześniej? Chciałabym z nim spokojnie o czymś porozmawiać... – spytała nieśmiało, a jej policzki delikatnie się zaróżowiły. Kobieta kiwnęła głową.
- W porządku. Nie zasłużył sobie, ale dla ciebie zrobię wyjątek – mrugnęła okiem do dziewczyny, a Elizabeth roześmiała się i kiwnęła głową, dziękując. Kiedy Liam wrócił za ladę, jego mama oznajmiła mu, że może wcześniej wyjść. Chłopak spojrzał na nią zdziwiony, a następnie zerknął na El, która posłała mu niewinny uśmiech.
Uznał, że mama nie żartuje i przebrał się w zwykły podkoszulek, na który narzucił bluzę z kapturem. Pożegnał się z rodzicielką i powiedział:
- Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, to dzwoń, okej? – Cmoknął ją w policzek.
- Jasne. Leć już! – pogoniła go.
Kiedy Liam podszedł od Elizabeth, która wciąż siedziała na krześle przy ladzie, uśmiechnął się do niej, unosząc brwi.
- Zgaduję, że miałaś coś wspólnego z tym, że mama wypuściła mnie wcześn9iej, czyż nie – spytał, na co Elizabeth wzruszyła ramionami, po czym uśmiechnęła się niewinnie. Wstała z krzesła i stanęła obok chłopaka.
– Tak poważnie, to tak, poprosiłam ją o to, bo chciałam na spokojnie porozmawiać. – powiedziała Elizabeth, biorąc głęboki oddech i oblizując wargi.
- Oh, okej – odpowiedział Liam.
Udali się do parku, siadając na ławce przy starym boisku do koszykówki.
- Więc... O czym chciałaś pogadać? – spytał Liam z lekkim niepokojem w głosie. Nie miał pojęcia o czym Elizabeth może chcieć rozmawiać. Mówiąc szczerze, wiedział, że teraz dziewczyna jest trochę nieobliczalna i nie wiedział czego może się po niej spodziewać.
Elizabeth milczała i utkwiła wzrok w chmurach, które przybierały coraz ciemniejszą barwę. Przymknęła oczy, próbując w myślach sformułować pytanie, które chciała zadać już od dwóch dni. W końcu zebrała się w sobie i wykrztusiła:
- Liam... Gdzie jest twój tata? – spytała i dopiero po kilku długich sekundach zerknęła na twarz chłopaka, która wykrzywiła się w bólu. Jego oczy zastygły, wpatrując się w Elizabeth, a umysł został zaatakowany przez setki myśli i wspomnień.
Zamknął oczy i schował twarz w dłoniach.


 JEŚLI JUŻ TU OTARŁAŚ/EŚ, SKOMENTUJ, PROSZĘ! x

niedziela, 19 stycznia 2014

[08] "For the first time"


Każdy stara się być inny.
Na swój sposób wyjątkowy.
Każdy chce być wolny.
Latać niczym ptak.
Po dłuższym poznaniu, 
zauważamy podobieństwa,
między dwiema, pozornie innymi istotami.
Czy jesteśmy zaskoczeni?

To był trzeci raz, kiedy Elizabeth spotykała się z Zaynem, robiąc projekt. Mimo początkowej, dużej niechęci do Malika, okazało się, że współpraca z nim wcale nie jest taka zła. Fakt, wciąż ją irytował. Ale już go nie nienawidziła.
Zapukała do drzwi domu Zayna i po chwili zobaczyła w nich chłopaka, który zaprosił ją do środka. 
- Napijesz się czegoś? - spytał uprzejmie. 
- Nie, dzięki - odpowiedziała z delikatnym, uśmiechem. Zayn kiwnął głową i wspólnie skierowali się do pokoju mulata. 
Elizabeth lubiła przychodzić do domu chłopaka. Dobrze się tam czuła. Wnętrze było przytulne, pełne ciepła i rodzinnej atmosfery. Było zupełnie inne niż jej puste, zimne mieszkanie. 
Usiadła przy biurku, wlepiając w Zayna wyczekujące spojrzenie. Malik wydawał się być myślami zupełnie gdzie indziej. Eliza uznała, że to nie jej sprawa i nie drążyła tematu. Z ociąganiem, zabrali się więc do pracy. 
Po niecałych dwóch godzinach, dali sobie w końcu spokój. 
- Mam dość - jęknęła Elizabeth, kładąc głowę na dłoni, którą położyła na biurku. Zayn zaśmiał się dźwięcznie. 
- Mnie? Hm, myślałem, że wytrzymasz dłużej. - Elizabeth obrzuciła go rozbawionym spojrzeniem i wywróciła oczami.
 - Nie, nie chodzi o to. Chodzi o ten projekt i... Nie wiem. Sama nie wiem o co mi chodzi - mruknęła, wzdychając.
 - Masz dość udawania? Męczy cię to?
 - Niczego nie udaję, Zayn - odpowiedziała twardo. Chłopak od razu zauważył, że ciemnowłosa się spięła.
 - Wmawiaj sobie dalej - powiedział pod nosem, a następnie spojrzał jej prosto w oczy. - Ja wiem coś o udawaniu, uwierz mi. To nigdy nie jest proste. Wykańcza człowieka. Po koniec nie wiesz już, kim naprawdę jesteś. 
Dziewczyna milczała, analizując jego słowa. Zayn miał rację., jednak nie mogła tego powiedzieć na głos.
 - Jesteś dla mnie teraz... Jakby... Milszy, niż na początku - powiedziała powoli, marszcząc brwi, obserwując uważnie twarz Zayna, przez którą przebiegła gama emocji. Ciemnowłosy westchnął i spojrzał na Elizabeth ze zawadiackim uśmiechem. 
- Nie wierzę, że to mówię, ale tak jakby cię lubię – zaśmiał się nerwowo, zerkając na dziewczynę, która otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, a następnie uśmiechnęła się delikatnie. – Nie ekscytuj się za bardzo. Po prostu stwierdziłem, że praca w twoim towarzystwie nie jest taka tragiczna jak na początku myślałem.
Twarz Elizy stężała, jednak ciemnowłosa uśmiechnęła się chłodno do chłopaka:
 - No proszę, Zayn Malik powiedział, że mnie lubi – zaśmiała się. – Tak… To zdecydowanie wygrało wszystko – mrugnęła do niego, a Zayn wywrócił oczami.   
 - Powiedziałem, że tak jakby cię lubię – powiedział z naciskiem, na co Elizabeth roześmiała się.
 Zayn mimo tego co mówił i jak bardzo karcił siebie w duchu, naprawdę zaczynał lubić Elizabeth. Tak nie powinno być. Powinien jej nienawidzić. To Elizabeth Pieprzona Robbins. Obecnie największa oszustka w całej tej pojebanej szkole – pomyślał z rozdrażnieniem Zayn.
 Ona nie jest tą osobą jaką kiedyś była. A szkoda. Szkoda, że okłamuje wszystkich w koło. Zayn poczuł smak goryczy w gardle i nerwowo przeczesał włosy dłonią. To minie – pomyślał sobie.

 ***
Z zamyślenia i po niektórych uczniów ze snu wyrwał dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Wszyscy szybko zaczęli pakować swoje rzeczy do toreb i wychodzić z klasy, kompletnie ignorując słowa nauczyciela od geografii.
Przez kilka ostatnie dni, atmosfera w szkole robiła się coraz bardziej gorąca. A to wszystko z powodu ostatniej bomby, którą spuściła Amy. Skończyło się tym, że obecnie drużyna cheerleaderek została zawieszona w działalności, a Alison wydalona. Niezły bałagan. Wszyscy wciąż byli w szoku. Dlatego Eliza czekała aż ludzie trochę ochłoną, zanim będzie kontynuowała swoją pracę. 
Eliza wiedziała, że Liam aktualnie jest na treningu piłki nożnej, a Brooke skończyła lekcje godzinę temu, więc w samotności wyszła ze szkoły. Nie miała ochoty wracać do pustego domu i chociaż czekały na nią prace domowe, skierowała swoje kroki w zupełnie inną stronę. Do Subwaya, gdyż poczuła, że głód daje się we znaki. 
Zamówiła kanapkę i usiadła pry oknie, odwijając ją z papieru. Wzięła nieduży gryz, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Myśli Elizabeth zaczęły krążyć w nieokreślonym kierunku i dziewczyna nawet nie zauważyła, że ktoś zajął miejsce naprzeciwko niej. Dopiero kiedy usłyszała głośne chrząknięcie, odwróciła wzrok i napotkała ciemne tęczówki Zayna, wpatrujące się w nią z iskierkami rozbawienia. Elizabeth wydęła usta i uniosła jedną brew.    
- Śledzisz mnie? – spytała uprzejmie. 
- Ależ skąd. Byłem głodny, a to jedyny subway w tej dziurze – wzruszył ramionami, odwijając kanapkę. Elizabeth mruknęła coś pod nosem, jednak Zayn jej nie usłyszał. 
- Tak czy inaczej, skoro już się spotkaliśmy, to może dasz się gdzieś wyciągnąć? – zaproponował śmiało, uśmiechając się. Elizabeth spojrzała na niego mrużąc podejrzliwie oczy.
 - Po co? – spytała powoli, bacznie obserwując chłopaka. Nie dało się jednak ukryć, że po jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło, kiedy usłyszała, że Zayn Malik zaproponował jej spotkanie. A może nawet i randkę. 
     - Nie wiem. Może chcę, żebyć też mnie polubiła? Skoro ja polubiłem ciebie… - zaczął a po chwili roześmiał się nerwowo, widząc dezorientacje i brak przekonania na twarzy Elizabeth. – Oh, no daj spokój! Nie jestem wcale aż tak okropny – wywrócił oczami, uśmiechając się ciepło, a Amy westchnęła.
 - Powiedzmy – mruknęła, a Zayn rozpromienił się. Pomijając fakt, że dziewczyna nie rozumiała jego nagłej zmiany zachowania, miała ochotę się z nim spotkać. – W porządku – odpowiedziała po chwili. – Spraw, abym cię polubiła, Malik – powiedziała, uśmiechając się w taki sposób, jakby rzucała mu wyzwanie. Zayn w myślach je przyjął.

Godzinę później siedzieli pick upie Zayna, śpiewając piosenkę Red Hot Chili Peppers na całe gardło, próbując przekrzyczeć muzykę. Słońce powoli zachodziło, a do Elizabeth powoli docierało, że czas w towarzystwie Zayna mijał jej naprawdę bardzo miło. Nie chciała się przed sobą przyznać, że dobrze się z nim bawiła. Nawet bardzo dobrze,
Zayn zbliżał się do wjazdu do dość długiego tunelu, a w tym momencie w głowie Elizy pojawił się pewien szalony pomysł. Jej determinację podsyciła piosenka „Everybody`s changing” lecąca w radiu. Z miną szaleńca i szerokim uśmiecham na ustach, odpięła pas i nie zwracając uwagi na zszokowane spojrzenie Zayna, wyszła przez niedużą szybę na tył samochodu, stając na skrzyni ładunkowej i chwytając się dachu samochodu. Kiedy poczuła, że złapała równowagę, rozłożyła ramiona i spojrzała się przed siebie, widząc niekończący się tunel.
Roześmiała się, czując jak serce podchodzi jej do gardła, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Wiatr plątał jej rozpuszczone włosy i w tym momencie Elizabeth poczuła coś, czego nie czuła od bardzo, bardzo dawna. Wolność. Nieskończoność. Poczuła się sobą. Prawdziwą sobą bez udawania i kłamstw. Sobą sprzed roku.
Zamknęła oczy i postanowiła się cieszyć krótką chwilą ulgi. Kiedy wyjechali na powierzchnię, Elizabeth wsiadła z powrotem do samochodu.
- Przysięgam na Boga, że jesteś bardziej szalona niż myślałem – roześmiał się Zayn, patrząc na nią z niekrytym rozbawieniem. Elizabeth uśmiechnęła się z dumą, patrząc się przed siebie.


Dwa dni później, Elizabeth znów spędzała popołudnie w towarzystwie Zayna.
- Przyznaj się, Zayn – zaczęłą Eliza, patrząc na chłopaka, który siedział obok niej. – Wcale nie masz zamiaru sprawić, abym cię polubiła. Chcesz po prostu zrobić sobie przerwę od robienia projektu – dziewczyna szturchnęła go ramieniem.
Zayn zgarbił się i westchnął głęboko, mówiąc smutnym głosem:
- Kurde, przejrzałaś mnie. Przepraszam… 
Elizabeth spojrzała na niego z rozdziawioną buzią i poczuła jak coś kłuje ją w serce. W tyum momencie Zayn roześmiał się głośno, obejmując ją ramieniem. 
- Żartowałem, Robbins – uśmiechnął się szczerze. – Naprawdę mówiłem poważnie, z tym, że chcę, abyś mnie polubiła. I co, jak mi idzie? – spytał ruszając w zabawny sposób brwiami. 
- Cóż, poza tym, że czasami bywasz cholernie zarozumiały i ironiczny, plus, bardzo rytujący, ale o dziwo, naprawdę nieźle – powiedziała szczerze, a Zayn w duchu odetchnął z ulgą. 
- To przez mój urok osobisty, prawda – powiedział sztucznie niskim i uwodzicielskim głosem, trzepocząc rzęsami. Dziewczyna zaśmiała się głośno, odpychając go od siebie.
 - Fantazje zostaw dla siebie, Malik – wystawiła mu język, układając się wygodniej na kocu rozłożonym na skrzyni ładunkowej. Elizabeth była pod wrażeniem oryginalności Zayna. To z pewnością bardzo ciekawy pomysł na randkę. O ile można to tak nazwać. 
Po chwili milczenia, odezwał się Zayn: 
- Mam pomysł. Pozadawajmy sobie nawzajem pytania. Na każde mamy odpowiedzieć szczerze, no i oczywiście mamy odpowiedzieć na każde, bez wyjątku. Wchodzisz w to? – zaproponował z błyskiem w oku. 
- Czemu nie? – spytała, wzruszając ramionami. Mimo tego, że pokazywała, że nie ma nic przeciwko, nerwy zżerały ją od środka. Bała się pytań, które może zadać Zayn. 
- Okej, to ja zaczynam… Hm… Ulubiony film? – spytał Zayn, a Eliza otworzyła oczy ze zdziwienia. 
- Co? – spytała głupio, na co Zayn zaśmiał się. 
- Spytałem się, jaki jest twój ulubiony film – odpowiedział cierpliwie. Eliza westchnęła w duchu, gdyż doskonale usłyszała pytanie. Spodziewała się jednak, że Zayn będzie chciał się dowiedzieć czegoś… Bardziej osobistego. 
- Hm, chyba „Efekt Motyla” – powiedziała po chwili namysłu. – A twój? 
- „Step Up”, tak myślę. – Grali w tą grę przez pół godziny, pytając się o ulubiony kolor, zespół, jedzenie, zwierzę i tak dalej. Kiedy Elizabeth myślała, że gra dobiegła końca, Zayn zadał kolejne pytanie. 
- Teraz poważnie się pytam, polubiłaś mnie chociaż trochę? – spytał, patrząc na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie mógł pokazać dziewczynie, że w środku umierał ze stresu i niecierpliwości na jej odpowiedź. 
- Tak – odpowiedziała bez ogródek. – Wcale nie jesteś taki okropny jak myślałam. Nie jesteś taki jak kiedyś. Jesteś… Jesteś naprawdę w porządku. W sumie, zupełnie inny niż kiedyś– powiedziała z namysłem, a Zayn wypuścił powietrze z płuc, śmiejąc się ironicznie w duchu. Nie do końca – pomyślał. 
- Dzięki, tak myślę – powiedział cicho. Pomiędzy nimi zapadła cisza, a Eliza zaczęła się zastanawiać, do czego zmierzają ich spotkania. Czy chodziło tylko o to, aby go polubiła? 
- Zayn… - zaczęła nieśmiało Elizabeth, zagryzając wargę i spoglądając na chłopaka, leżącego obok niej. 
- Hę? – spytał, przekręcając się tak, że leżeli teraz twarzą w twarz, niebezpiecznie blisko.
- Do czego to zmierza? Te nasze spotkania? Czy to randki, czy co? – spytała cicho. Twarz Zayna omiótł oddech Elizabeth, a jego wzrok spoczął na jej idealnie wykrojonych ustach, które zachęcały do pocałunku. Wyobraził sobie moment, w którym ich usta się spotykają i po jego kręgosłupie przebiegł dreszcz. 
- Jak dla mnie, mogą to być randki, zależy czy tobie to pasuje – odpowiedział równie cicho, wpatrując się w oczy dziewczyny. Amy poczuła palące spojrzenie Zayna, które zdołała wstrzymać tylko chwilę. Na jej policzkach pojawił się uroczy rumieniec, którego nie była w stanie ukryć. 
- Sama nie wiem – powiedziała nieśmiało, przygryzając wnętrze policzka. 
Zayn nie wiedząc kiedy, przysunął się do Amy, delikatnie chwytając ją za rękę, a drugą dłoń kładąc na jej talii. Pochylił się nad nią, zbliżając swoje usta do jej warg, które rozchyliły się mimowolnie. Amy patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami, które przymknęła, widząc, że twarz Zayna jest coraz bliżej. W chwili, kiedy dzieliły ich milimetry, rozległ się dźwięk telefonu Elizabeth i Zayn odsunął się jak poparzony. 
Dziewczyna wzięła drżący oddech, wciąż będąc w szoku i wyciągnęła telefon z kieszeni spodni. Dzwoniła Brooke, pytając się o to, czy Elizabeth wpadnie do niej jutro. Kiedy dziewczyna zakończyła połączenie, część niej miała nadzieję na kontynuowanie tego co zaczęli. To samo czuł Zayn. Wiedzieli jednak, że raz już im przeszkodzono, niszcząc nastrój, który się między nimi wytworzył. 
Zayn obrzucił Amy delikatnym uśmiechem i powiedział: 
- Powinniśmy się zbierać. – Zeskoczył na ziemię, następnie pomagając zejść ze skrzyni. Eliza kiwnęła głową i wsiadła do samochodu chłopaka. 

 JEŚLI JUŻ DOCZYTAŁAŚ DO KOŃCA, TO CZY MOGŁABYŚ POZOSTAWIĆ PO SOBIE KRÓTKI KOMENTARZ? DZIĘKUJĘ!