niedziela, 5 stycznia 2014

[03] "And there’s a time when the feeling’s gone"


          

No longing for the moonlight
No longing for the sun
No longer will I curse the bad I’ve done
If there’s a time when your feelings gone, I wanna feel it






           Ciemnowłosa poprawiła torbę na ramieniu i chwyciła jabłko z kuchennego blatu. Założyła buty i wyszła z domu, zamykając za sobą drzwi na klucz. Zbiegła po schodach na klatce schodowej i ruszyła ulicą w stronę szkoły. Na nos założyła okulary przeciwsłoneczne, ponieważ poranne promienie świeciły jej prosto w oczy. Puściła muzykę w telefonie, wkładając słuchawki do uszu. Potrzebowała czegoś, co mogłoby ukoić jej nerwy. Muzyka była najlepszym wyjściem.
            Serce waliło jej niemiłosiernie szybko, a dłonie pociły się, mimo, że na dworze było niecałe dziesięć stopni. Uczucie niepokoju towarzyszyło jej od samego rana. Dziś po raz pierwszy miała pojawić się na zajęciach. Dziś miała stanąć twarzą w twarz z tymi wszystkimi ludźmi. Co prawda wczoraj także była w szkole, jednak widziało ją zaledwie kilka osób. Przypuszczała jednak, że te kilka osób powiedziało swoim znajomym, że dziewczyna wróciła do miasta. Plotki szybko się rozchodzą.
            Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy w zasięgu wzroku pojawił się budynek szkoły. Wzięła kilka głębokich oddechów i przygładziła idealnie ułożone włosy. Pamiętaj po co tu jesteś – powiedziała do siebie w myślach. – Nie daj się zastraszyć. Teraz twoja kolej, aby budzić strach w ludziach.
            Pchnięta tymi myślami, ruszyła pewnym krokiem do szkoły, wrzucając telefon do torby. Weszła po schodach, trzymając głowę wysoko uniesioną do góry. Ignorowała wszystkie palące, pełne ciekawości spojrzenia. Nikt jej nie poznał. Dobrze. Taki był jej plan. Stąd te okulary przeciwsłoneczne, których celowo nie ściągnęła. Pchnęła drzwi wejściowe do szkoły, wkraczając w tłum uczniów. Czuła ekscytujący dreszcz. Miała nad nimi władzę.
            Ruszyła w stronę swojej szafki, a słysząc każdy kolejny szept na swój temat, jej muśnięte wiśniową szminką usta układały się w delikatnym uśmiechu. Otworzyła drzwiczki szafki i włożyła książki, których na razie nie potrzebuje. Przejrzała się w lusterku zawieszonym w środku i poprawiła włosy. Wciąż nie zwracała uwagi na wszystkich ciekawskich, którzy przystanęli na korytarzy, patrząc się na nią, jakby była okazem w zoo.
            - Kim jesteś, piękna nieznajoma? – usłyszała szept w swoim prawym uchu. Drgnęła zaskoczona, jednak nie poruszyła się. Ten głos zmroził jej krew w żyłach, a serce przyspieszyło swój rytm. – Jesteś tutaj nowa? Potrzebujesz pomocy? – spytał, już normalnym głosem, cofając swoją twarz. Palcami musnął jej biodro, a Elizabeth wzdrygnęła się.
            Szybkim ruchem zatrzasnęła drzwi szafki, a po korytarzy rozniósł się głośny dźwięk metalu, który momentalnie uciszył wszystkie rozmowy. Na korytarzu nie było jeszcze aż tylu uczniów, gdyż większość jeszcze nie dotarła do szkoły. Elizabeth z podstępnym uśmiechem na ustach powoli odwróciła się przodem do chłopaka, który świdrował ją wzrokiem. Jego oczy zatrzymały się na jej dekolcie.
            Spuściła głowę na dół i powoli ściągnęła okulary, które włożyła do torby. Podniosła wzrok, patrząc prosto w ciemne oczy ciemnowłosego. Na jego twarzy najpierw pojawił się uśmiech, na widok ślicznej twarzy, którą pokazała dziewczyna. Po chwili jednak, kiedy dostrzegł jej rysy, wydały mu się one dziwnie znajome. Elizabeth z uwagą i niekrytą przyjemnością obserwowała, jak na twarzy chłopaka pojawia się gama emocji, a trybiki w jego mózgu pracują na najwyższych obrotach. Cóż, jeśli bierzemy pod uwagę, że on w ogóle miał mózg.
            Kiedy zauważyła, że zrozumiał on, kim naprawdę jest Elizabeth, ta, chwyciła poły jego koszulki i pchnęła na szafki, przybliżając swoją twarz do jego twarzy. W oczach chłopaka pojawił się lekki strach i ogromny szok.
            - Cześć, Seth. Tęskniłeś? – spytała, na tyle głośno, aby wszyscy, którzy ich obserwowali, usłyszeli.
            - Co do diabła?! – warknął, kiedy odzyskał fason i odepchnął ją od siebie. Niewzruszona, zrobiła kilka kroków w tył. – Kto by pomyślał, że taka ofiara jak ty, może wyglądać seksownie? – spytał głośno, wybuchając śmiechem.
            - Uważaj, żebyś się za bardzo nie podniecił – powiedziała chłodnym głosem, na co kilka osób w tłumie zachichotało. Zmiana planów – pomyślała. – To ty będziesz pierwszy w kolejce, skoro tak bardzo się pchasz – pomyślała, a jej twarz przyozdobił podstępny uśmiech. – Ach no tak. Zapomniałam, że ciebie podniecają inne… Rzeczy – powiedziała i roześmiała się, na widok strachu, który pojawił się na twarzy. Trafiła w samo sedno.
            - Jesteś pojebana, Rushton – warknął, kręcąc głową z politowaniem. Rzucił jej ostatnie, mordercze spojrzenie, po czym ruszył w stronę klasy, gdzie miał zajęcia.
            Elizabeth wzruszyła ramionami i spojrzała po uczniach, którzy się na nią patrzyli. Jej wzrok był wyzywający i intensywny na tyle, że wszyscy momentalnie zainteresowali się swoimi butami, lub odchodzili w innym kierunku.
            Ruszyła przed siebie, kierując się w stronę sali od francuskiego. Starała się nie zwracać uwagi na szepty wokół niej, jednak kilka z nich dotarło do jej uszu.
            - Wróciła – szepnął ktoś, niedowierzając.
            - Spójrz jak wygląda! – powiedział jakiś chłopak.
            - Jest nienormalna. To dziwaczka.
            Elizabeth uśmiechnęła się pod nosem. O to właśnie jej chodziło.
            - Że też nie odechciało jej się tutaj pokazywać. Jej życie tutaj to koszmar – powiedziała niska blondynka do swojej koleżanki stojącej obok.
            - Wszyscy jej tu nienawidzą.
            - To kretynka.
- Zmieniła się. Widziałaś jak dogadała Seth`owi?! – spytała jakaś dziewczyna, robiąc zdziwioną minę.
            W tym momencie rozległ się dzwonek na lekcje. Wszyscy nagle stracili zainteresowanie jej osobą i rozeszli się w stronę swoich klas. Zanim Elizabeth udała się na lekcje, odnalazła szafkę Setha i na kawałku kartki naskrobała:
            Teraz moja kolej, aby cię torturować.   – E.
            Po czym wrzuciła karteczkę do wnętrza szafki i uśmiechnęła się pod nosem.
            No to zaczynamy zabawę – pomyślała i ruszyła w stronę klasy.
           

            Elizabeth zajęła miejsce obok Liama w szkolnej stołówce. Chłopak powitał ją szerokim uśmiechem. Do końca przerwy na lunch zostało jeszcze piętnaście minut. Dziewczyna przyszła na stołówkę dopiero teraz, gdyż wcześniej załatwiała pewną sprawę. Ledwo zwróciła uwagę na Liama, który coś do niej mówił. Wystukiwała jakiś rytm plastikową łyżeczką, którą miała zjeść nietknięty jogurt.
            Utkwiła wzrok w telewizorze, który wisiał na ścianie. Podczas przerw na lunch puszczane były teledyski oraz co jakiś czas pojawiały się ogłoszenia szkolne. W pomieszczeniu zbierało się coraz więcej osób. Eliza uśmiechnęła się na ten widok pod nosem. Dobrze. Bardzo dobrze. Zupełnie tak, jak to zaplanowała.
            - Kurde, El, słuchasz mnie, czy nie? – fuknął Liam, szturchając w ramię.
            - Hm?  Spytała nieobecnym głosem, przenosząc na niego wzrok. Chłopak jęknął cicho i już chciał coś powiedzieć, jednak zauważył zbliżającą się w jego stronę Brooke. Dziewczyna przystanęła wpół kroku, widząc, że obok chłopaka siedzi Elizabeth. Ciemnowłosa spojrzała na swoją blond przyjaciółkę, rozchylając lekko usta ze zdziwienia. Zanim ona lub Liam zdążyli zareagować, ona już się odwracała i szła w przeciwnym kierunku.
            - Zamierzasz ignorować ją bez końca? – spytał Liam, biorąc gryz kanapki.
            - Ja? – spytała zdziwiona brunetka. – Przecież to ona mnie unika!
            - Ty też nie jesteś zbyt chętna do rozmowy – zauważył, na co dziewczyna otworzyła szerzej oczy.
            - Ej! Od kiedy to ja jestem tą złą? – spytała naciskiem. – Przecież wiesz, że chcę z nią porozmawiać. Ale.. Nie znasz…
            - Tak wiem. Nie znam całej historii – mruknął znudzonym głosem, przerywając jej. Niebieskooka zmarszczyła brwi po czym powoli pokiwała głową. Nie wnikała w to, skąd Liam to wie.
            Dziewczyna zamierzała coś odpowiedzieć, jednak usłyszała, że muzyka w telewizji ucichła. To był ten moment! Momentalnie spojrzała na ekran. Podobnie jak prawie wszyscy zgromadzeni na stołówce. Kiedy pojawił się kilkusekundowy filmik, Elizabeth poczuła jak kąciki jej ust unoszą się delikatnie do góry.
            Wszyscy zebrani doskonale zobaczyli dwójkę namiętnie całujących się chłopaków. Dwóch brunetów. Jednego z nich znali doskonale.  Kiedy drugi chłopak przejechał dłonią po jego piersi, ten jęknął w jego usta, napierając mocniej na niego. Ten trwający dwadzieścia dwie sekundy filmik był idealny. Dwadzieścia dwie krótkie sekundy, dzięki którym życie jednej osoby właśnie legło w gruzach.
            Po pomieszczeniu rozeszły się gorączkowe szepty, kilka osób zaśmiało się, a cała reszta, milczała, patrząc się po sobie zszokowana. Chłopak, będący obiektem zainteresowania, spłonął rumieńcem.  Nikt jednak nie wiedział czy z gniewu, czy wstydu.
            - Kupa bzdur! – wrzasnął, jednak wszyscy usłyszeli drżenie w jego głosie.
            - Pedał! – krzyknął ktoś w tłumie, na co kilkanaście osób się zaśmiało.
            - Ty to zrobiłaś, suko! – wrzasnął w stronę Elizabeth, która ze spokojem wymalowanym na twarzy patrzyła na kroczącego w jej stronę chłopaka. Jego klatka piersiowa szybko opadała i unosiła się.
            - Brałeś coś? Dopiero wróciłam do miasta, niedorozwoju. Skąd więc mogłam o tym wiedzieć?– parsknęła, na co on zdenerwował się jeszcze bardziej. Uniósł rękę, aby chwycić ją za ramię, jednak Liam zatrzymał go stanowczym gestem.
            - Odczep się – warknął Liam., odpychając chłopaka w tył.
            - Zapłacisz za to! – krzyknął w stronę Elizaneth.
            Takim oto sposobem, życie pana idealnego zostało zniszczone. Punkt pierwszy z listy odhaczony. Seth Evans trafiony. I zatopiony.
            - Hm…. Ciekawe co powie dyrektor na wieść o tym, że jego perfekcyjny syn jest gejem? – spytała Elizabeth, otwierając truskawkowy jogurt i zanurzając w nim łyżeczkę. Z całych sił starała się brzmieć normalnie.
            Liam spojrzał na nią, marszcząc brwi.
            - Nie rozumiem jednego… Dlaczego Seth myśli, że to twoja sprawka? – zdziwił się. Elizabeth spoważniała na chwilę, po czym wzruszyła ramionami, próbując nie wzbudzać żadnych podejrzeń na Liamie.
            - Spotkaliśmy się dzisiaj na szkolnym korytarzu i… Nie było to zbyt przyjemne – parsknęła śmiechem. – Pewnie dlatego.
            - Tak. Pewnie masz rację – zgodził się Liam, postanawiając, że nie będzie zagłębiał się w tą sprawę, która mało go obchodziła.
            Ciemnowłosa wiedziała, że od teraz musi zacząć zachowywać szczególną ostrożność. Wkraczała na grząski grunt. Chciała, aby jej plan pozostał w tajemnicy przez tak długi czas, jak to tylko możliwe.
            Jak to mówią, po trupach do celu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz