środa, 16 kwietnia 2014

Epilog - "You just have to believe in it."

- Zayn? – bąknęłam, patrząc z niedowierzaniem w oczach na chłopaka, który powoli zbliżał się coraz bliżej.  Zmarszczyłam brwi, spuszczając wzrok na swoje stopy. – Ja już cię straciłam, Zayn – wyszeptałam przymykając oczy.
- Nigdy mnie nie straciłaś, Elizabeth – wyszeptał mulat, gwałtownie zmniejszając dystans między nami i chwytając mnie za dłoń. Zamarłam w bezruchu, czując jak między nami przebiega prąd, kiedy jego dłoń dotknęła mojej. Mój oddech stał się urwany, a oczy zaszły mgłą, która groziła łzami. – Możemy zacząć od nowa! – powiedział z pewnością w głosie.
Dopiero po kilku sekundach odważyłam się unieść na niego zaszklony wzrok i zobaczyłam nadzieję w jego ciemnych tęczówkach. Ten widok dosłownie złamał mi serce, które ścisnęło się w bólu. Kilka łez płynęło po moich policzkach.
- Cii, nie płacz, Elizabeth. Proszę, nienawidzę patrzeć jak płaczesz – wyszeptał, ocierając delikatnie kciukiem słoną ciecz z mojej twarzy. – Chcę zacząć od nowa. Wybaczam ci wszystko, rozumiesz. Chcę z tobą być, nie możesz wyjechać… - szepnął z desperacją w dłonie, mocniej ściskając moją dłoń.
Pociągnęłam nosem, biorąc głęboki oddech, odwracając głowę, byleby na niego nie patrzeć, jednak chłopak szybko złapał mnie delikatnie za brodę i zmusił, abym, patrzyła mu prosto w oczy.
- N-nie możesz, Zayn – wyjąkałam słabo. – To za dużo do wybaczenia – szepnęłam.
- Cóż, to wielka szkoda, bo ci wybaczam, rozumiesz? – spytał, wzruszając ramionami. W jego oczach widniała ogromna nadzieja i szczerość, widziałam to doskonale. Dlatego to było jeszcze bardziej trudniejsze.
- Nie możesz – szepnęłam słabo, przełykając gulę w gardle.
- Właśnie to zrobiłem, więc musisz się po prostu z tym pogodzić, Słoneczko – powiedział cicho, posyłając mi uśmiech, który tak bardzo kochałam.  Poczułam jak moja warga drży, a serce zaczyna bić szybciej.
Tracąc nad sobą kontrolę, wybuchnęłam cichym płaczem i przylgnęłam do jego ciała, wdychając jego kojący zapach i czując przyjemne ciepło. Jego ramiona zacisnęły się wokół mojej sylwetki, przez co rozpłakałam się jeszcze bardziej.
Do mojego umysłu nie docierało to, co się dzieje. Wiedziałam, że nie zasługuję na wybaczenie. Zrobiłam tyle złego, a oni mi wybaczyli. Teraz zdałam sobie sprawę, jaką szczęściarą jestem, że ich mam.
- Chyba powinniśmy już iść, bo ucieknie nam autobus? – powiedział Zayn, bawiąc się moimi włosami.
- Nam? – spytałam odsuwając się od niego nieco i patrząc na niego z wysoko uniesionymi brwiami.
- Chyba nie sądziłaś, że puszczę cię tam samą – powiedział rozbawiony, uśmiechając się jak gdyby nigdy nic.
- Ale przecież – zaczęłam, jednak szybko zamilkłam widząc jak Zayn wyjmuje z kieszeni bilet. – nie masz biletu – powiedziałam pod nosem, po chwili się uśmiechając. Mój nastrój zmieniłsię diametralnie w kilka sekund.
- Wygląda na to, ze jesteś na mnie skazana – powiedział uśmiechając się szeroko, na co ja zaśmiałam się cicho, po raz pierwszy od dawna.
- Na to wychodzi – powiedziałam, wywracając oczami. – Chyba musimy się zbierać – powiedziałam niepewnie, zerkając na autobus, który podjechał jakiś czas temu. 
- Wrócisz? – spytała szeptem Brooke. W jej oczach lśniły łzy, a dziewczyna przygryzała nerwowo wargę.
- Nie wiem – powiedziałam, kręcąc głową i wzdychając. – Ale to nie jest pożegnanie, przysięgam.
Zarówno Liam i Brooke kiwnęli głowami, uśmiechając się delikatnie. Ale wiedziałam, że to szczery uśmiech. Nie mówiąc nic więcej przytuliłam ich długo, mówiąc, że będę za nimi tęskniła. Posyłając im ciepły uśmiech, odwróciłam się do Zayna i chwytając go za rękę, wspólnie ruszyliśmy do autobusu.
Kierowca wziął ode mnie bagaż, a my po pokazaniu biletów, wsiedliśmy do środka. Było bardzo dużo wolnych miejsc i więc usiedliśmy prawie na samym końcu, rozsiadając się wygodnie.
Kilka minut później autobus ruszył a ja zerknęłam na Zayna, który wpatrywał się we mnie. Zarumieniłam się lekko. On zaśmiał się cicho.
- No co? – spytałam unosząc jedną brew.
- Nic, po prostu cieszę się, że tu jestem. Z tobą – szepnął i przysunął się ode mnie. Poczułam jego miękkie wargi na moich ustach i powoli uchyliłam usta, pozwalając mu pogłębić pocałunek. Boże, jak ja za tym tęskniłam – pomyślałam i cicho zachichotałam, przez co Zayn odsunął się ode mnie zdziwiony. Znów się zaśmiałam, czując jak ogarnia mnie lekkość, której bardzo dawno nie czułam.
To było szczęście. Powoli wypełniało mnie całą, rozlewało się po moim ciele, zmywając wszystkie smutki i zmartwienia. Wplotłam dłoń w jego miękkie włosy i przeczesałam je. Chłopak przymknął oczy, unosząc kąciki ust do góry. Wiedziałam, że lubi, kiedy to robię.
Nachyliłam się nad nim i złożyłam na jego ustach czuły pocałunek.
- Ja też się cieszę, że tu jesteś – szepnęłam, a następnie przesunęłam się do niego bliżej, układając głowę na jego piersi i patrząc na światła które mijaliśmy jadąc autostradą.
Wyruszałam w podróż, gdzie nie wiedziałam, co mnie spotka. Ale czułam się szczęśliwa. Po raz pierwszy czułam się prawdziwie szczęśliwa. Już się nie bałam, bo miałam przy sobie ludzi, których kochałam i którzy kochali mnie.
Miałam marzenie, aby być szczęśliwą. Pomimo moich upadków i trudnej drogi, w końcu się to spełniło. Miałam marzenie i zawsze wierzyłam. Spełniło się. Bo jeśli wierzysz, twoje marzenie czai się tuż za rogiem.
Świat jest pełen magii.
Ty musisz w to po prostu uwierzyć. 

KONIEC.

piątek, 4 kwietnia 2014

[15] "Do you see the truth through all her lies?"



Do you see the truth through all their lies?
Do you see the world through troubled eyes?
And if you want to talk about it anymore,
Lie here on the floor and cry on my shoulder,
I'm a friend.



            Podczas drogi powrotnej do domu, wciąż nie mogłam pohamować łez oraz płaczu, który co chwila wydostawał się z moich ust. Gubiłam się we własnych myślach, uczuciach. Wszystko mnie bolało. Bolało mnie serce, które było przesiąknięte wszystkimi okropieństwami, które zrobiłam.
            Zdałam sobie sprawę, że wcale nie jestem lepsza od tych osób, które niegdyś niszczyły mi życie. Moja chęć zemsty była tak silna, że nie zwróciłam uwagi, kiedy stałam się zupełnie taka sama jak oni.
            Wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Moje myśli, czyny, wszystko. Naprawdę mogłam być szczęśliwa. Poznałam Zayna, do którego poczułam coś, czego nie potrafiłam zrozumieć. Moje relacje z Brooke i Liamem wróciły do normy, a ja tak po prostu, w jednym momencie wszystko zniszczyłam. Posunęłam się o krok za daleko, burząc wszystko, co zbudowałam. Teraz było już za późno, aby to odkręcić.
            W mojej głowie huczało od natłoku myśli. Wyzywałam samą siebie, przeklinając każdy czyn, którego się dokonałam. Czułam się podle. Wszystko było skończone. Game over. Zniszczyłam ludziom życie, tym samym sprawiając, że wszyscy mnie nienawidzą. To nie to, czego pragnęłam. Jak burza wpadłam do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi i osuwając się na ziemię. Objęłam nogi ramionami, chowając głowę między kolanami i oddychając głęboko.
            Gdyby to był film, w tym momencie muzyka byłaby smutna, depresyjna i poruszająca. Wzruszająca i chwytająca za serce. Ale to nie był film. Nie było muzyki. Jedynym akompaniamentem grającym wkoło był mój rozdzierający ciszę płacz.
            Po kilku długich minutach, drżącą dłonią wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Odchylając głowę do tyłu i opierając ją o drzwi, oblizałam językiem wargi, czując swoje słone łzy. Szybko napisałam krótką wiadomość do Brooke i do Liama.
            Do: Brooke, Liam
            Przepraszam za wszystko. Nie musisz się dłużej martwić o to, że znów coś spierdolę, bo wyjeżdżam dzisiaj wieczorem. Żegnaj, Elizabeth. x
            Zanim stchórzyłam, kliknęłam przycisk ‘wyślij’ i odetchnęłam głęboko. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy nie napisać nic do Zayna, jednak stwierdziłam, że nie ma sensu. I tak mnie nienawidzi. Więc po co?
            Wyświetlacz w telefonie wskazywał godzinę dwadzieścia po siódmej, więc chcąc, czy nie chcąc, musiałam się w końcu podnieść z zimnej podłogi. Idąc do mojego pokoju, po drodze zerknęłam na lustro wiszące na ścianie. Wyglądam okropnie. Makijaż miałam rozmazany na całej twarzy, włosy w nieładzie, a usta i oczy opuchnięte.
            Było mi już wszystko jedno. Nie obchodziło mnie to, jak wyglądam, jednak stwierdziłam, że wypadałoby doprowadzić się do porządku, byleby nie wystraszyć ludzi, których spotkam po drodze.
            Wzięłam więc szybki prysznic, który ku mojemu zaskoczeniu ukoił moje zszargane nerwy. Poczułam dziwny spokój, być może nawet odrętwienie. Pod chłodnym strumieniem wody, moje myśli się uciszyły. Bałam się spod niego wyjść, ponieważ czułam, że wtedy moje uczucia powrócą. Czułam jednak, że stoję tutaj już i tak zbyt długo, więc owinięta ręcznikiem, stanęłam na małym dywaniku w łazience, wycierając włosy.
            Założyłam świeże, wystarczająco wygodne na podróż ubrania, zrobiłam makijaż i wysuszyłam włosy, wiążąc je w kitkę. Umyłam zęby i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam trochę lepiej, jednak moje oczy dalej były opuchnięte i zaczerwienione. Na to jednak nie miałam wpływu.
            Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do kosmetyczki, wrzucając je do walizki, którą w końcu, ostatecznie zamknęłam.  Było po ósmej, więc miałam wystarczająco dużo czasu, aby spokojnie dotrzeć na dworzec i coś zjeść przed podróżą.  Do swojej torebki wrzuciłam słuchawki, telefon,  coś do picia i paczkę ciastek, którą znalazłam w szafce. Oprócz tego miałam tam też klucze, portfel i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Narzuciłam na siebie płaszcz, po raz ostatni rozejrzałam się po mieszkaniu.
            Czułam, że postępuję dobrze, opuszczając to miejsce. Ludzie będą szczęśliwsi beze mnie. Z tą myślą, wyszłam z mieszkania, następnie zamykając drzwi na klucz. Westchnęłam cicho, przygryzając wargę. Chwyciłam dość ciężką walizkę do ręki i zeszłam po schodach. Wyszłam z budynku i ruszyłam chodnikiem, próbując po drodze złapać jedna z taksówek. W końcu mi się to udało i z pomocą kierowcy wsadziłam bagaż, a następnie powiedziałam mu, gdzie ma się udać. Kiedy byliśmy na miejscu, zapłaciłam starszemu mężczyźnie, zostawiając nieduży napiwek, a następnie ciągnąc za sobą walizkę, ruszyłam w stronę Starbucksa, który znajdował się nieopodal. Byłam zaskoczona, że był jeszcze otwarty, ponieważ było grubo po ósmej, jednak nie wnikałam w to i weszłam do środka. Od razu owinęło mnie przyjemne ciepło a do uszu doleciała spokojna muzyka.
            Zamówiłam gorącą czekoladę i kupiłam dwie kanapki, mając zamiar zjeść jedną teraz, a drugą zostawić sobie na drogę. Usiadłam przy jednym ze stolików, czekając na zamówiony napój, jednocześnie jedząc pyszną kanapkę.  Kiedy otrzymałam ciepły napój, wyszłam na zewnątrz, kończąc jeść sycący posiłek. Powolnym krokiem zmierzałam z powrotem na dworzec i kiedy tam dotarłam, usiadłam na jednej z ławek. Ludzi było niewiele, ponieważ do odjazdu została prawie godzina.  Za niecałą godzinę miałam na zawsze pożegnać się z tym miejscem.
            Zostawić za sobą wszystkie wspomnienia. Złe i te dobre. Radosne i te mniej radosne. Na zawszę zostawię swoich przyjaciół. Swojego… Chłopaka. O ile jeszcze mogę powiedzieć tak o Zaynie.  Zacisnęłam wargi, aby nie pozwolić łzom, które napłynęły mi do oczu, na wydostanie się na moje policzki. Byłam z siebie dumna, ponieważ udało mi się to. Pogrążona w swoich myślach, siedziałam tak przez kilka minut, nie zwracając uwagi na nic, co działo się wokół mnie. Dlatego też, nie zauważyłam dwóch sylwetek, które stanęły przede mną.
            Dopiero kiedy uniosłam głowę, aby wstać i wyrzucić pusty kubeczek po gorącej czekoladzie, stanęłam jak wryta, widząc Liama i Brooke stojących naprzeciwko mnie.  Poczułam jak moje oczy się rozszerzają, a w piersi braknie mi tchu. W końcu udało mi się wydusić:
            - C-co wy tu robicie? – wyszeptałam, marszcząc brwi. Spojrzałam na nich, próbując doszukać się odpowiedzi w wyrazie ich twarzy.
            - Nie wyjeżdżaj, Elizabeth – powiedział Liam, zupełnie ignorując moje pytanie. Uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia, zastanawiając się, czy to nie jest jakiś żart.  – Nie uciekaj ponownie. Jesteś cholernie silna, dasz radę stawić czoła temu, co cię tu czeka – powiedział żarliwie Liam, podchodząc o krok bliżej i chwytając mnie za ramiona. Spojrzał na mnie z desperacją w oczach i potrząsną ł moimi ramionami. – Nie zostawiaj nas ponownie – szepnął.
            Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, jednak po chwili je zamknęłam, nie znając odpowiednich słów.  Chwyciłam Liama za dłonie, patrząc mu prosto w oczy i odsuwając go od siebie. W jego ciemnych oczach błysnął smutek, który zakuł mnie w serce. Cofnęłam się, kręcąc głową.
            - Ja nie mogę. Nie dam rady. Nie rozumiem po co w ogóle tu przyszliście. Zrobiłam tyle złego, a wy tak po prostu tu przychodzicie, namawiając mnie, abym nie wyjeżdżała – powiedziałam, przeczesując dłonią włosy. Ogarnęła mnie frustracja i bezsilność. I zagubienie. Byłam tak cholernie zagubiona w tym, co się właśnie dzieje.
            - Proszę cię, Eliza – powiedziała tym razem Brooke, odzywając się po raz pierwszy. Spojrzała na mnie swoimi jasnoniebieskimi oczami, które wręcz mnie przeszywały. – Nie ma znaczenia, co się działo. Nie ma znaczenia co zrobiłaś. Ja nie byłam lepsza, nie wiń tylko siebie – wyszeptała cicho, a jej oczy się zaszkliły. – Tak bardzo chciałabym cię odzyskać. Odbudować naszą przyjaźń… - wyszeptała, a po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy.
            Poczułam uścisk rosnący w mojej piersi. Zagryzłam wargi, czując pieczenie w oczach. Schowałam twarz w dłoniach, oddychając głęboko. Spojrzałam na swoich przyjaciół ze smutkiem na twarzy.
            - Nie mogę uwierzyć, że wybaczacie mi to wszystko… - zaczęłam szeptem, a Liam szybko mi przerwał.
            - Wybaczamy. Chcemy zacząć od nowa, razem – pewność w jego głosie sprawiała, że jeszcze trudniej było mi dokończyć swoją wypowiedź.
            - Ale ja nie mogę tu zostać. Zbyt dużo wspomnień. Nie mogę nawet wrócić do szkoły, wszyscy mnie tam nienawidzą. Wszyscy – wyszeptałam, zaciskając powieki. – Mimo tego, że bardzo chciałabym, zacząć od nowa, czuję, że nic mnie tu już nie trzyma. Czuję, że nic dobrego mnie już tutaj nie spotka. Nie zasługuję na was, na wasze wybaczenie, na waszą przyjaźń. Przepraszam, ale po prostu będzie lepiej jeśli odejdę i pozwolę wam żyć własnym życiem – dokończyłam szeptem, nie mogąc pohamować łez, które cały czas spływały mi po twarzy.
            - Nawet jeśli to będzie oznaczało stratę mnie? – Usłyszałam pytanie wypowiedziane cichym, miękkim głosem, w których można było wyczuć mnóstwo emocji.  Osoba za Brooke i Liamem, dotychczas stojąca tyłem, na którą nie zwróciłam zbytniej uwagi dotychczas, odwróciła się do mnie przodem, podchodząc kilka kroków bliżej. Spojrzałam w te doskonale mi znane, ciemne oczy, a następnie przesunęłam wzrokiem po całej jego twarzy. Myślałam, że już nigdy nie będzie mi dane zobaczyć jego pięknych rys i pięknych oczu, które zawsze wpatrywały się we mnie intensywnie.
            Poczułam jak moja warga drży, a oddech staje się urwany.  Lekko zachwiałam się na nogach, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Przyłożyłam dłoń do ust oddychając ciężko.

            - Zayn?

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

[15] "Do you see the truth through all her lies?"



Do you see the truth through all their lies?
Do you see the world through troubled eyes?
And if you want to talk about it anymore,
Lie here on the floor and cry on my shoulder,
I'm a friend.



            Podczas drogi powrotnej do domu, wciąż nie mogłam pohamować łez oraz płaczu, który co chwila wydostawał się z moich ust. Gubiłam się we własnych myślach, uczuciach. Wszystko mnie bolało. Bolało mnie serce, które było przesiąknięte wszystkimi okropieństwami, które zrobiłam.
            Zdałam sobie sprawę, że wcale nie jestem lepsza od tych osób, które niegdyś niszczyły mi życie. Moja chęć zemsty była tak silna, że nie zwróciłam uwagi, kiedy stałam się zupełnie taka sama jak oni.
            Wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Moje myśli, czyny, wszystko. Naprawdę mogłam być szczęśliwa. Poznałam Zayna, do którego poczułam coś, czego nie potrafiłam zrozumieć. Moje relacje z Brooke i Liamem wróciły do normy, a ja tak po prostu, w jednym momencie wszystko zniszczyłam. Posunęłam się o krok za daleko, burząc wszystko, co zbudowałam. Teraz było już za późno, aby to odkręcić.
            W mojej głowie huczało od natłoku myśli. Wyzywałam samą siebie, przeklinając każdy czyn, którego się dokonałam. Czułam się podle. Wszystko było skończone. Game over. Zniszczyłam ludziom życie, tym samym sprawiając, że wszyscy mnie nienawidzą. To nie to, czego pragnęłam. Jak burza wpadłam do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi i osuwając się na ziemię. Objęłam nogi ramionami, chowając głowę między kolanami i oddychając głęboko.
            Gdyby to był film, w tym momencie muzyka byłaby smutna, depresyjna i poruszająca. Wzruszająca i chwytająca za serce. Ale to nie był film. Nie było muzyki. Jedynym akompaniamentem grającym wkoło był mój rozdzierający ciszę płacz.
            Po kilku długich minutach, drżącą dłonią wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Odchylając głowę do tyłu i opierając ją o drzwi, oblizałam językiem wargi, czując swoje słone łzy. Szybko napisałam krótką wiadomość do Brooke i do Liama.
            Do: Brooke, Liam
            Przepraszam za wszystko. Nie musisz się dłużej martwić o to, że znów coś spierdolę, bo wyjeżdżam dzisiaj wieczorem. Żegnaj, Elizabeth. x
            Zanim stchórzyłam, kliknęłam przycisk ‘wyślij’ i odetchnęłam głęboko. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy nie napisać nic do Zayna, jednak stwierdziłam, że nie ma sensu. I tak mnie nienawidzi. Więc po co?
            Wyświetlacz w telefonie wskazywał godzinę dwadzieścia po siódmej, więc chcąc, czy nie chcąc, musiałam się w końcu podnieść z zimnej podłogi. Idąc do mojego pokoju, po drodze zerknęłam na lustro wiszące na ścianie. Wyglądam okropnie. Makijaż miałam rozmazany na całej twarzy, włosy w nieładzie, a usta i oczy opuchnięte.
            Było mi już wszystko jedno. Nie obchodziło mnie to, jak wyglądam, jednak stwierdziłam, że wypadałoby doprowadzić się do porządku, byleby nie wystraszyć ludzi, których spotkam po drodze.
            Wzięłam więc szybki prysznic, który ku mojemu zaskoczeniu ukoił moje zszargane nerwy. Poczułam dziwny spokój, być może nawet odrętwienie. Pod chłodnym strumieniem wody, moje myśli się uciszyły. Bałam się spod niego wyjść, ponieważ czułam, że wtedy moje uczucia powrócą. Czułam jednak, że stoję tutaj już i tak zbyt długo, więc owinięta ręcznikiem, stanęłam na małym dywaniku w łazience, wycierając włosy.
            Założyłam świeże, wystarczająco wygodne na podróż ubrania, zrobiłam makijaż i wysuszyłam włosy, wiążąc je w kitkę. Umyłam zęby i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam trochę lepiej, jednak moje oczy dalej były opuchnięte i zaczerwienione. Na to jednak nie miałam wpływu.
            Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do kosmetyczki, wrzucając je do walizki, którą w końcu, ostatecznie zamknęłam.  Było po ósmej, więc miałam wystarczająco dużo czasu, aby spokojnie dotrzeć na dworzec i coś zjeść przed podróżą.  Do swojej torebki wrzuciłam słuchawki, telefon,  coś do picia i paczkę ciastek, którą znalazłam w szafce. Oprócz tego miałam tam też klucze, portfel i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Narzuciłam na siebie płaszcz, po raz ostatni rozejrzałam się po mieszkaniu.
            Czułam, że postępuję dobrze, opuszczając to miejsce. Ludzie będą szczęśliwsi beze mnie. Z tą myślą, wyszłam z mieszkania, następnie zamykając drzwi na klucz. Westchnęłam cicho, przygryzając wargę. Chwyciłam dość ciężką walizkę do ręki i zeszłam po schodach. Wyszłam z budynku i ruszyłam chodnikiem, próbując po drodze złapać jedna z taksówek. W końcu mi się to udało i z pomocą kierowcy wsadziłam bagaż, a następnie powiedziałam mu, gdzie ma się udać. Kiedy byliśmy na miejscu, zapłaciłam starszemu mężczyźnie, zostawiając nieduży napiwek, a następnie ciągnąc za sobą walizkę, ruszyłam w stronę Starbucksa, który znajdował się nieopodal. Byłam zaskoczona, że był jeszcze otwarty, ponieważ było grubo po ósmej, jednak nie wnikałam w to i weszłam do środka. Od razu owinęło mnie przyjemne ciepło a do uszu doleciała spokojna muzyka.
            Zamówiłam gorącą czekoladę i kupiłam dwie kanapki, mając zamiar zjeść jedną teraz, a drugą zostawić sobie na drogę. Usiadłam przy jednym ze stolików, czekając na zamówiony napój, jednocześnie jedząc pyszną kanapkę.  Kiedy otrzymałam ciepły napój, wyszłam na zewnątrz, kończąc jeść sycący posiłek. Powolnym krokiem zmierzałam z powrotem na dworzec i kiedy tam dotarłam, usiadłam na jednej z ławek. Ludzi było niewiele, ponieważ do odjazdu została prawie godzina.  Za niecałą godzinę miałam na zawsze pożegnać się z tym miejscem.
            Zostawić za sobą wszystkie wspomnienia. Złe i te dobre. Radosne i te mniej radosne. Na zawszę zostawię swoich przyjaciół. Swojego… Chłopaka. O ile jeszcze mogę powiedzieć tak o Zaynie.  Zacisnęłam wargi, aby nie pozwolić łzom, które napłynęły mi do oczu, na wydostanie się na moje policzki. Byłam z siebie dumna, ponieważ udało mi się to. Pogrążona w swoich myślach, siedziałam tak przez kilka minut, nie zwracając uwagi na nic, co działo się wokół mnie. Dlatego też, nie zauważyłam dwóch sylwetek, które stanęły przede mną.
            Dopiero kiedy uniosłam głowę, aby wstać i wyrzucić pusty kubeczek po gorącej czekoladzie, stanęłam jak wryta, widząc Liama i Brooke stojących naprzeciwko mnie.  Poczułam jak moje oczy się rozszerzają, a w piersi braknie mi tchu. W końcu udało mi się wydusić:
            - C-co wy tu robicie? – wyszeptałam, marszcząc brwi. Spojrzałam na nich, próbując doszukać się odpowiedzi w wyrazie ich twarzy.
            - Nie wyjeżdżaj, Elizabeth – powiedział Liam, zupełnie ignorując moje pytanie. Uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia, zastanawiając się, czy to nie jest jakiś żart.  – Nie uciekaj ponownie. Jesteś cholernie silna, dasz radę stawić czoła temu, co cię tu czeka – powiedział żarliwie Liam, podchodząc o krok bliżej i chwytając mnie za ramiona. Spojrzał na mnie z desperacją w oczach i potrząsną ł moimi ramionami. – Nie zostawiaj nas ponownie – szepnął.
            Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, jednak po chwili je zamknęłam, nie znając odpowiednich słów.  Chwyciłam Liama za dłonie, patrząc mu prosto w oczy i odsuwając go od siebie. W jego ciemnych oczach błysnął smutek, który zakuł mnie w serce. Cofnęłam się, kręcąc głową.
            - Ja nie mogę. Nie dam rady. Nie rozumiem po co w ogóle tu przyszliście. Zrobiłam tyle złego, a wy tak po prostu tu przychodzicie, namawiając mnie, abym nie wyjeżdżała – powiedziałam, przeczesując dłonią włosy. Ogarnęła mnie frustracja i bezsilność. I zagubienie. Byłam tak cholernie zagubiona w tym, co się właśnie dzieje.
            - Proszę cię, Eliza – powiedziała tym razem Brooke, odzywając się po raz pierwszy. Spojrzała na mnie swoimi jasnoniebieskimi oczami, które wręcz mnie przeszywały. – Nie ma znaczenia, co się działo. Nie ma znaczenia co zrobiłaś. Ja nie byłam lepsza, nie wiń tylko siebie – wyszeptała cicho, a jej oczy się zaszkliły. – Tak bardzo chciałabym cię odzyskać. Odbudować naszą przyjaźń… - wyszeptała, a po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy.
            Poczułam uścisk rosnący w mojej piersi. Zagryzłam wargi, czując pieczenie w oczach. Schowałam twarz w dłoniach, oddychając głęboko. Spojrzałam na swoich przyjaciół ze smutkiem na twarzy.
            - Nie mogę uwierzyć, że wybaczacie mi to wszystko… - zaczęłam szeptem, a Liam szybko mi przerwał.
            - Wybaczamy. Chcemy zacząć od nowa, razem – pewność w jego głosie sprawiała, że jeszcze trudniej było mi dokończyć swoją wypowiedź.
            - Ale ja nie mogę tu zostać. Zbyt dużo wspomnień. Nie mogę nawet wrócić do szkoły, wszyscy mnie tam nienawidzą. Wszyscy – wyszeptałam, zaciskając powieki. – Mimo tego, że bardzo chciałabym, zacząć od nowa, czuję, że nic mnie tu już nie trzyma. Czuję, że nic dobrego mnie już tutaj nie spotka. Nie zasługuję na was, na wasze wybaczenie, na waszą przyjaźń. Przepraszam, ale po prostu będzie lepiej jeśli odejdę i pozwolę wam żyć własnym życiem – dokończyłam szeptem, nie mogąc pohamować łez, które cały czas spływały mi po twarzy.
            - Nawet jeśli to będzie oznaczało stratę mnie? – Usłyszałam pytanie wypowiedziane cichym, miękkim głosem, w których można było wyczuć mnóstwo emocji.  Osoba za Brooke i Liamem, dotychczas stojąca tyłem, na którą nie zwróciłam zbytniej uwagi dotychczas, odwróciła się do mnie przodem, podchodząc kilka kroków bliżej. Spojrzałam w te doskonale mi znane, ciemne oczy, a następnie przesunęłam wzrokiem po całej jego twarzy. Myślałam, że już nigdy nie będzie mi dane zobaczyć jego pięknych rys i pięknych oczu, które zawsze wpatrywały się we mnie intensywnie.
            Poczułam jak moja warga drży, a oddech staje się urwany.  Lekko zachwiałam się na nogach, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Przyłożyłam dłoń do ust oddychając ciężko.

            - Zayn?

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

poniedziałek, 10 marca 2014

[14] "Words"




So many questions
But I'm talking to myself
I know that you can't hear me any more
Not anymore
So much to tell you
And most of all goodbye

            Elizabeth usiadła na ławce w parku obok Liama, wpatrując się tępo przed siebie. Nie zamienili ze sobą słowa odkąd wyszli z mieszkania dziewczyny. Ciemnowłosa nie mogła znieść tej ciszy, więc zaczęła nucić jakąś piosenkę w głowie byleby zagłuszyć własne myśli.
            Cholernie bała się powiedzenia prawdy. Nie wiedziała od czego ma zacząć. Nie wiedziała co powie. Nie wiedziała nic. Działa pod wpływem chwili, nie zastanawiając się nad tym, jakie mogą być konsekwencje. Ale w sumie nie może być już chyba gorzej, prawda?
            Po kilku minutach zarówno ona jak i Liam zauważyli zbliżające się sylwetki Brooke i Zayna. Oboje mieli poważne miny, a w ich oczach błyskało zirytowanie i złość. Łatwo nie będzie – pomyślała Elizabeth, przeczesując dłonią włosy. Biorąc głęboki oddech, wstała z i wskazała na ławkę w stronę nowo przybyłych:
            - Myślę, że powinniście usiąść – szepnęła, stając naprzeciwko. Kiedy usiedli, Elizabeth poczuła na sobie wzrok całej trójki i poczuła jak odbiera jej mowę.
            - O co chodzi? Nie mam za dużo czasu? – spytał Zayn, przybierając arogancki ton. Poczuła ból w piersi, widząc obojętność na twarzy Zayna. Udaje, czy naprawdę ma już wszystko w dupie?
            - Uznałam, że… Skoro i tak jestem u was skreślona, to zasługujecie chociaż na wyjaśnienie z mojej strony. Prawdę – powiedziała zachrypniętym głosem i ku jej zdziwieniu, żadne z nich nie skomentowało jej słów. W ich oczach błysnęła ciekawość.
            - Zacznę od początku… Brooke, dałabym ci tą pracę, która była ci potrzebna, aby zdać egzamin – powiedziała Eliza, uznając, że zacznie od wyjaśnienia sprawy z przeszłości związanej z Brooke. – Miałam ją. Zrobioną w całości. Jednak nie było mi dane ci jej dać, bo zostałam zaszantażowana przez Ruth. Za pomocą przemocy odebrała mi pendrive`a z plikiem, grożąc, że jeśli komukolwiek o tym powiem, skończy się to dla mnie źle – dokończyła Elizabeth, wkładając ręce w kieszenie płaszcza.
            - Po co jej to było? – spytała Brooke, marszcząc brwi. Po krótkiej chwili na jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy i szepnęła: - Ona też miała zagrożenie. O mój Boże… - pokręciła głową, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
            - To sprowadza się do ciebie, Liam – zwróciła się do szatyna. – Zastanawiałeś się, co się wydarzyło między mną, a Brooke, że nasza przyjaźń uległa takiej zmianie. Teraz już wiesz.  Przepraszam cię też, że nie było mnie tutaj, kiedy twoja rodzina się rozpadała. Przepraszam – wyszeptała Elizabeth, ocierając z twarzy pierwsze łzy, które wypłynęły spod jej przymkniętych powiek.  – Naprawdę żałuję…
            Po dłuższej chwili przeniosła smutny wzrok na Zayna, który nieco zdezorientowany przysłuchiwał się jej wyjaśnieniom. Spojrzała mu prosto w ciemnobrązowe oczy, otoczone długimi rzęsami. Spojrzała na usta, które całowała. Na gęste, ciemne włosy, które miała okazje przeczesywać dłonią. Wpatrywała się w niego, jakby chcąc zapamiętać rysy jego twarzy. Jakby miała go już więcej nie zobaczyć.
            - Zayn… Wiem, że mi zaufałeś, opowiedziałeś mi o swojej przeszłości, otworzyłeś się przede mną… A ja to zniszczyłam. Przepraszam, że nie miałam odwagi, aby powiedzieć ci całej prawdy o sobie – powiedziała łamiącym się głosem, ignorując łzy, które wydrążyły ścieżkę na jej policzkach. – Musisz wiedzieć, że moje uczucia do ciebie były szczere. Ani razu cię nie okłamałam, mówiąc ile dla mnie znaczysz, nigdy – wyszeptała, spuszczając wzrok na buty. Serce biło jej niemiłosiernie szybko i chwile jej zajęło, zanim wyrównała oddech. Nikt się nie odezwał.
            - Byłam bita, poniżana, szantażowana, wyśmiewana, wykorzystywana. O większości z tych rzeczy nie mieliście pojęcia – powiedziała w końcu Elizabeth, kierując te słowa do Liama i Brooke. – Nie mówię tego, żebyście czuli się winni. Mówię to po to, aby uświadomić wam, że istniało wiele powodów, przez które posunęłam się do tego, do czego się posunęłam. 
            Szybko kontynuowała, nie pozwalając nikomu sobie przerwać:
            - Kiedy poleciałam z mamą do Kalifornii, naprawdę byłam w ośrodku odchudzającym. Ale nie na długo. Zdecydowałam się na to dla mamy. Uznałam, że mogę ją uszczęśliwić chociaż w ten sposób, skoro byłam nic nie warta. Mogłabym chociaż spróbować stać się córką, o jakiej zawsze marzyła. Szło mi ciężko, całe to odchudzanie, ćwiczenia i inne gówna. Nieraz żaliłam się mamie, jednak ona nie pozwoliła mi się poddać. Więc wciąż walczyłam. Jednak kiedy umarła, cała chęć walki mnie opuściła. Spakowałam swoje rzeczy i wypisałam się. Stamtąd trafiłam na ulicę. Otrzymałam jakieś niewielkie pieniądze w spadku po mamie, jednak to były grosze. Stać mnie jednak było na wynajęcie malutkiego mieszkania i kupno jakiegoś jedzenia. Kiedy zmarła, uznałam, że mam tylko jedno wyjście. Pójść na skróty po całej linii. Trafiłam na ulicę, z jednym, mocno wyznaczonym celem. Musiałam zdobyć pieniądze. Dużo pieniędzy, aby kupić wymarzone ciało – dokończyła szeptem, chowając twarz w dłoniach, próbując uspokoić zbierający się w jej wnętrzu płacz. Nie sądziła, że opowiedzenie o tym komukolwiek będzie takie trudne.
            - Operacja plastyczna? – spytał zszokowany Liam, mrugając co chwila oczami i potrząsając głową, jakby nie mogąc dopuścić do siebie tej myśli.
            - W jaki sposób zdobyłaś te pieniądze, Elizabeth? – spytała Brooke, zadziwiająco miękkim i delikatnym głosem.
            - Swoim ciałem – mruknęła ciemnowłosa, zagryzając z całej siły wargę, aż poczuła metaliczny smak krwi w ustach.
            - Byłaś… Dziwką? – wychrypiał Zayn, a ona uniosła wzrok, patrząc na nich niepewnie, nie wiedząc czego może się spodziewać. Na ich twarzach szalały emocje. Smutek, współczucie, szok, złość. Bała się, że na twarzy Zayna zobaczy obrzydzenie i poczuła ogromną ulgę, kiedy dostrzegła jedynie niedowierzanie.
            Delikatnie wzruszyła ramionami i powiedziała:
            - Nazwij to jak chcesz. Dziwka, prostytutka, dziewczyna dla towarzystwa. To nie ma większego znaczenia… Kiedy zebrałam potrzebne pieniądze, poddałam się operacji. Szybko było po wszystkim. Jakiś miesiąc później wróciłam tutaj. Wszystkie obciążające dowody, które wykorzystywałam przez ostatni czas, udało mi się zdobyć właśnie w Kalifornii. To kosztowało dużo czasu i pieniędzy…
            - o mój Boże – wyszeptał Liam, chowając twarz w dłoniach. Zayn milczał i jedynie wziął głęboki oddech, przeczesując dłonią włosy, kręcąc głową.
            - Nie mogę uwierzyć, że byłaś aż tak zdesperowana – powiedziała Brooke, patrząc na Elizabeth ze współczuciem w oczach.
            Dziewczyna ponownie wzruszyła ramionami i powiedziała:
            - Jak już wspomniałam, nie powiedziałam wam tego, że chcę złagodzić swoją winę. Wiem, co zrobiłam. Wiem, że postąpiłam źle. Uznałam po prostu, że przyszedł czas na szczerość. To wszystko... – wyszeptała i nie czekając na ich odpowiedź, szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
           
            Następnego dnia, kiedy Elizabeth się obudziła, na twarzy widniały ślady łez, a wczorajszy makijaż miała rozmazany na twarzy. Jęknęła, kiedy zobaczyłam swoje odbicie i wplątała dłonie we włosy, ciągnąc za nie. Zasnęła wczoraj, dławiąc się własnymi łzami i krzycząc w poduszkę, rozpaczliwie błagając, aby bolesne wspomnienia dały jej spokój.
            Tak się nie stało i zasnęła wyczerpana, nękana koszmarami w nocy. Nie wiedziała co ma robić. Przecież nic tu po niej, prawda? Straciła wszystko. Każdy ją zostawił. Doszła do wniosku, że nie będzie sobie tego utrudniać i po prostu wyjedzie.
            - Gdzie ty chcesz jechać bez pieniędzy, kretynko? – fuknęła pod nosem. Co prawda, miała jakąś kwotę, ale niewielką.
            Jedynym wyjściem pozostawał jej ojciec, który mieszkał w Londynie, razem ze swoją nową rodzinką. Elizabeth nie była zadowolona, że to jej jedyny wybór, jednak lepsze to niż nic, prawda? Doszła też do wniosku, że nie będzie dzwoniła do ojca, aby uprzedzić go, że wpadnie z wizytą. Znała jego adres, więc jeśli pojawi się na progu, ojciec raczej nie powie jej, żeby spierdalała. Taką miała nadzieję.
            Wiążąc włosy w kitkę, wyciągnęła spod łóżka walizkę i zaczęła wrzucać do niej najpotrzebniejsze ciuchy. Nie miała zamiaru tu wracać, jednak niebawem będzie musiała jakoś przetransportować resztę rzeczy do Londynu. Po godzinie, wszystko było spakowane. Ciemnowłosa odpaliła laptopa, aby zobaczyć o której odjeżdża autobus do stolicy. O dziesiątej wieczorem. Czyli ma jeszcze dużo czasu.
            Myśli, które krążyły jej po głowie, echo słów wypowiedzianych przez Zaynna i Brooke odbijały się w jej uszach. To było nie do zniesienia. Czując ból zbierający się w piersi, oczy zaszły jej łzami.
            - Błagam, niech to się skończy – szepnęła, zaciskając dłonie w pięści. Zamknęła oczy, oddychając głęboko. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Kiedy się uspokoiła, ubrała świeże ubrania i nałożyła makijaż. Rozczesała włosy, zaplotła je w warkocza i narzuciła na ramiona kurtkę i chwyciła torebkę, wychodząc z domu.
            Szybkim krokiem przemierzała puste ulice miasta, nie napotykając zbyt dużego tłumu ludzi, z powodu wczesnej pory, dochodziła dopiero jedenasta. No i dziś sobota – pomyślała Elizabeth wchodząc do sklepu z alkoholem. Kupiła małą butelkę wódki i wrzuciwszy ją do torby, ruszyłam w stronę pobliskiego jeziora.
            Gdy coraz bardziej zbliżała się do celu, w jej głowie pojawiało się coraz to więcej wspomnień związanych z tym miejscem. Wypady pod namiot z Brooke i Liamem, ogniska, rozmowy. To było ich miejsce. Właśnie, było. Żal ścisnął jej serce, jednak dziewczyna powstrzymała się przed płaczem, Po jej policzku spłynęła jedynie pojedyncza łza, którą szybko otarła, udając, że nic się nie stało.
            Kiedy doszła na miejsce, powolnym krokiem weszła na pomost, a następnie stanęła przy ławce i przesunęła ręką po ciemnym drewnie. Zauważyła niewielki, wyryty napis, który sprawił, że jej oczy zaszły łzami:  E + L + B = ∞ friends. Zagryzła wargę, biorąc głęboki oddech.
            Usiadła na ławce i wyciągnęła butelkę z trunkiem, którą zaczęła obracać w dłoni, patrząc się na taflę jeziora.
            - Nie sądziłam, że cię tu spotkam. – Z głębokich rozmyślań wyrwał ją głos, na dźwięk którego drgnęła zaskoczona. Przeniosła swój zaskoczony wzrok na jasnowłosą dziewczynę stojącą jakieś pięć metrów od niej. Nawet z tej odległości Elizabeth zauważyła, że Brooke nie wygląda najlepiej. Kiedy podeszła bliżej, dostrzegła podkrążone oczy, rozczochrane włosy i spierzchnięte wargi.
            - Nie wyglądasz dobrze – powiedziała beznamiętnie Elizabeth.
            -Trochę przesadziłam wczorajszej nocy – mruknęła Brooke, siadając naprzeciwko Elizabeth.  – Musiałam… Potrzebowałam zapomnień. Uciszyć ten ból, który czułam – wyszeptała, marszcząc brwi, czując gulę w gardle. Elizabeth zaśmiała się w myślach, zdając sobie sprawę, że teraz czuje dokładnie tą samą chęć.  – Dotarło do mnie to, jaka podła byłam wobec ciebie, Elizabeth… Uważałam, że to ty jesteś tą najgorszą, a tak naprawdę to cały czas byłam ja. Tak bardzo cię przepraszam. Tęsknię za tobą – powiedziała płaczliwym głosem, unosząc głowę i patrząc na ciemnowłosą ze łzami w oczach.
            Mimo nadziei, która pojawiła się w sercu Elizabeth, ona pozostała niewzruszona. To już i tak nie ma większego sensu. Dzisiaj wyjedzie i zniknie na zawsze z życia Brooke. Szczere słowa blondynki zostały stłumione przez złość na nią. Elizabeth czuła się dogłębnie zraniona przez Brooke. Żadne słowa tego nie naprawią.
            - To nie wystarczy, żebym ci wybaczyła – wyszeptała Eliza, patrząc na nią swoimi ciemnymi oczami.
            - Błagam, co mogę zrobić? – jęknęła, kręcąc głową i zaciskając dłonie w pięści, które przytknęła do głowy.
            - Nie wiem, do cholery. Moje życie było koszmarem. Ostatnie kilka miesięcy także. Myślisz, że to było dla mnie takie łatwe? Okłamywanie każdego?! Potrzebowałam cię, Brooke! – powiedziała, czując jak łamie jej się głos. – Śmiałaś się ze śmierci mojej mamy! Znałaś ją! Płakałaś, kiedy powiedziałam ci, że nie żyje! A teraz? Użyłaś jej jako pretekstu, aby mnie zranić! I wiesz co? Brawo, udało ci się to – szepnęła, chowając twarz w dłoniach.
            Czuła się tak bardzo bezsilna. Czuła, że walczyła całe życie. Teraz miała dość. Nie miała po co, ani dla kogo walczyć. Jej życie stało się piekłem. W sumie, ono nigdy nie przestało nim być. Cały czas przeżywała piekło, tyle że wewnętrzne.
            - Ja wiem, ja wiem – szepnęła patrząc na nią z błaganiem w oczach. – Ale błagam, zrobię cokolwiek. Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje…
            Elizabeth wzięła głęboki oddech, przeczesując dłonią włosy. Robiąc to, natrafiła wzrokiem na butelkę wódki, która wciąż stała obok niej. Wtem w jej głowie pojawił się pewien pomysł. Tak bardzo bezduszny, że sama nie mogła w to uwierzyć. Spojrzała na Brooke z kamiennym wyrazem twarzy i powiedziała:
            - Wypij to, a wybaczę ci wszystko. Wypij to na raz, a będzie jak dawniej. Ty i ja – spojrzała jej psoto w oczy, podsuwając jej butelkę. Kłamała w żywe oczy i zupełnie ją to nie odchodziło.
            - Żartujesz, prawda? Mój żołądek jest teraz praktycznie jak poszatkowany – wyszeptała patrząc się z niepokojem na butelkę.
            - Twój wybór – Elizabeth wzruszyła ramionami.
            - Nie możemy po prostu porozmawiać? Wszystko ci wyjaśnię.
            - Porozmawiamy, po tym jak pokażesz mi, jak bardzo mnie przepraszasz – odpowiedziała Eliza twardym i zimnym jak skała głosem.
            - Nie mogę – szepnęła, a po jej policzkach spłynęły łzy. Spojrzała na ciemnowłosą błagalnie, jednak ona odpowiedziała jedynie:
            - Jeśli naprawdę jest ci przykro, możesz.  
            Elizabeth z kamienną twarzą obserwowała jak Brooke przytyka butelkę do ust, a następnie bierze kilka łyków, zamykając oczy i krzywiąc się. Zakrztusiła się kilka razy, a wódka spłynęła blondynce po brodzie. Kiedy dokończyła, zaczęła kaszleć, a następnie z jej piersi wyrwał się szloch. Sięgnęła dłonią, aby dotknąć ramienia Elizy, która ścisnęła jej rękę. Spojrzała na nią. Przełknęła ślinę i biorąc głęboki oddech, syknęła:
            - Mam nadzieję, że umrzesz wyrzygując swoje nerki – pokręciła głową i nie patrząc na nią więcej, wstała z ławki i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
            Kiedy była poza zasięgiem wzroku Brooke, zaczęła płakać, nie mogąc uwierzyć w to, jak się zachowała. Była szansa, że być może wszystko się ułoży, a Elziabeth ją zniszczyła. Swoimi podstępnymi gierkami.
            Ale czy żałowała? Chyba nie. Rany, które zadała jej Brooke, były ogromne w porównaniu do tego, co zrobiła jej dzisiaj Elizabeth. Prawda?
            Prawda?

środa, 12 lutego 2014

[13] "So much more aware "





Can't you see that you're smothering me 
Holding too tightly 
Afraid to lose control 
'Cause everything that you thought I would be 
Has fallen apart right in front of you 


            Elizabeth leżała na swoim łóżku, wpatrując się w sufit. Łzy, które wcześniej nieustannie płynęły jej po twarzy, teraz były jedynie zaschniętymi, błyszczącymi śladami na policzkach. Mimo, że już nie płakała, wciąż czuła okropny ból w sercu. Sama doprowadziła do tego, że została sama i to najbardziej w nią uderzało.
            - Jesteś sama, z własnej winy – szepnęła sama do siebie, wzdychając ciężko.
            Nie wiedziała co ma robić. Jak pokaże się w szkole? Przecież ludzie nie dadzą jej spokoju. W tym momencie Elizabeth miała nadzieję, że jednak zostanie zawieszona. Na jak najdłuższy czas. Przerażała ją perspektywa powrotu do szkoły i spojrzenia w oczy tym wszystkim ludziom.
            Nie przewidziała tego. Nie przewidziała, że to wszystko wyjdzie na jaw. W dodatku wciąż nie mogła dojść do tego, kto ujawnił jej sekret. Nikt ze szkoły o tym nie wiedział. Osoba, która pomagała jej w zdobyciu dowodów, mieszkała w Kalifornii. Z resztą obowiązywała ich ustalona umowa.
            W jej głowie cały czas odbijały się wszystkie słowa, które usłyszała dzisiaj od Brooke i Zayna. Nie wiedziała co boli bardziej. To, że Brooke była zdolna do obrzucenia jej takimi oskarżeniami i obelgami, czy Zayn, który ostatnio był jedną z bliższych osób dla Elizabeth.
            Ból, który jej zadali, był porównywalny, jednakowo intensywny i raniący.
            Elizabeth bała się jednak rozmowy z Liamem, która może okazać się tą najgorszą. Payne był jej bardzo bliskim przyjacielem. Zawsze rozsądny i sprawiedliwy oraz szczery. W tym momencie Eliza obawiała się skumulowania wszystkich cech szatyna. Nie wiedziała, czego może się spodziewać.
            - Kurwa mać – jęknęła ciemnowłosa, zakrywając twarz dłońmi.
            - Oddaj to, szmato! – usłyszałam tuż nad swoim uchem i zanim zdążyłam zareagować, zostałam z całej siły pchnięta na mur budynku.
            Mój oddech był urwany i płytki. Nie sądziłam, że cztery dziewczyny mogą mnie wprawić z takie przerażenie. Tak się jednak stało i stałam, a właściwie kuliłam się, pod murem, w jakiejś ciemnej uliczce. Niebo zalało się granatem, a w pobliżu nie było żadnej latarni. Widziałam jedynie twarze swoich napastniczek, oświetlone nikłym światłem księżyca.
           
            - Nie mogę – wyjąkałam słabo, kuląc się jeszcze bardziej i próbując uciec przed uderzeniem, które jednak mnie dosięgło, odbierając mi dech w piersi.

            - Oddaj to, albo przestanę być miła! – warknęła ciemnowłosa, zaciskając dłoń na moim ramieniu, a następnie chwytając na włosy i podnosząc moje słabe ciało do góry. Dławiłam się własnymi łzami, nie mogąc wydusić z siebie słowa.       

            - Błagam… - wychrypiałam, a kiedy dostałam ponowny kopniak w brzuch, jęknęłam głośno, a następnie z moich ust wyrwał się błagalny szloch, który przypominał dziecięcy pisk.

            - Liczę do trzech! – warknęła dziewczyna, chwytając mnie za szyję i zaciskając na niej dłoń. – Raz…- warknęła. – Dwa… - W jej oczach widziałam czystą wściekłość, która z każdą sekundą przerażała mnie coraz bardziej.
            Jej uścisk powoli odcinał mi dopływ powietrza, dlatego wyjąkałam słabo:
            - Puść, dam ci to. – Kiedy oderwała dłonie z mojej szyi, opadłam na kolana i doczołgałam się do swojej torby leżącej nieopodal. Drżącymi dłońmi odnalazłam pendrive`a. Wyciągnęłam rękę w stronę Clary, która szybko chwyciła urządzenie. Przez chwile obracała je w dłoni, po czym uśmiechnęła się chłodno.
            -Oby to było to, co chciałam. Jeśli nie, gorzko pożałujesz. Myślisz, że teraz cię boli? – szepnęła, uśmiechając się z udawanym współczuciem, kucając przede mną. Prychnęła i ciągnęła dalej: - To pomyśl sobie, że wtedy będzie o wiele, wiele gorzej. Aha – powiedziała do mnie, zanim odeszła – piśnij o tym komukolwiek słowo, a spełnię swoją groźbę. Rozumiemy się?
            Wciąż będąc w szoku, jedyne na co się zdobyłam to słabe pokiwanie głową. Czwórka dziewczyn po chwili zniknęła w ciemnościach, zostawiając mnie tam samą. Poczułam jak powieki stają się coraz cięższe. Nie miałam siły walczyć z ogarniającą mnie sennością. Czułam się obolała i przerażona, więc zasnęłam, co stanowiło dla mnie ogromną ulgę.
            Obudziła się, głośno dysząc i nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się po pokoju. Nie zauważyła, kiedy zasnęła, dlatego zdezorientowana chwyciła telefon, aby sprawdzić, która godzina. Dochodziła dziewiąta wieczorem.
            Po chwili usłyszała głośne pukanie do drzwi i domyśliła się, że to dlatego tak nagle się obudziła. Z wahaniem i rosnącym przerażeniem, ruszyła stronę drzwi. Zayn? Liam? A może Brooke? W jej głowie kłębiły się pytania i kiedy podeszła do drzwi, zerknęła przez wizjer. Liam. Ze świstem wciągnęła powietrze do płuc, pocierając dłonią twarz. Serce przyspieszyło swój rytm. Nacisnęła klamkę, zanim zdążyła się rozmyślić i nie patrząc na Liama, otworzyła szerzej drzwi, wpuszczając go do środka. Chłopak w milczeniu przekroczył prób, ściągnął buty i ruszył do salonu.
            Elizabeth kątem oka zauważyła, że Liam usiadł na kanapie i utkwił w niej spojrzenie swoich brązowych tęczówek. Ciemnowłosa westchnęła zrezygnowana i usiadła w fotelu przed nim. Liam spojrzał jej prosto w oczy. Elizabeth była zdziwiona jego wzrokiem, w którym gromadził się ból i rozczarowanie. Tego bała się najbardziej. Smutku i rozczarowania zamiast złości.
            - Domyślam się, że już o wszystkim wiesz – szepnęła słabo Elizabeth, splatając dłonie i spuszczając na nie wzrok.
            - Tak – odpowiedział krótko Liam napiętym głosem.
            Nastała cisza, która dla Elizabeth była nie do zniesienia. Było tak niezręcznie, że chyba gorzej być nie mogło. Ani na chwilę nie opuszczał ją strach przed tym, co powie Liam.
            - Dlaczego? Mogę po prostu wiedzieć, dlaczego to robiłaś? – spytał nieśmiało, oblizując zaschnięte wargi. Miał tak wiele pytań, jednak nie wiedział od czego zacząć. Szalejące w nim emocje nie ułatwiały sprawy, dlatego z całych sił starał się je ukrywać.
            Elizabeth uniosła wzrok, przelotnie zerkając na twarz Payne`a. Zamyśliła się, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Skłamać ponownie, wymyślając jakaś durną wymówkę, czy powiedzieć prawdę, całkowitą prawdę, która chociaż w najmniejszym stopniu będzie w stanie złagodzić wszystkie szkody?
            Zaryzykować, czy ponownie uciec przez prawdą?
            Elizabeth westchnęła ciężko i podjęła decyzję. Miała dość uciekania. Czas stawić czoło prawdzie, którą tak długo ukrywała.
            - Tak, zasługujesz naprawdę. Ty, Brooke i Zayn. Jednak to dłuższa rozmowa i chciałabym, aby oni też pry niej byli, więc… - Elizabeth nie zdążyła dokończyć, gdyż Liam jej przerwał.
            - Napisze do nich, żeby przyszli – kiwnął głową.
            - Nie. Napisz im, że spotkamy się w… Parku – powiedziała cicho Elizabeth, odchylając głowę do tyłu, biorąc głęboki, uspokajający oddech, próbując powstrzymać łzy, które napływały jej do oczu.
          
Kursywa to wspomnienie.
PRZECZYTAŁAŚ? SKOMENTUJ! 
DZIĘKUJĘ! ♥