środa, 16 kwietnia 2014

Epilog - "You just have to believe in it."

- Zayn? – bąknęłam, patrząc z niedowierzaniem w oczach na chłopaka, który powoli zbliżał się coraz bliżej.  Zmarszczyłam brwi, spuszczając wzrok na swoje stopy. – Ja już cię straciłam, Zayn – wyszeptałam przymykając oczy.
- Nigdy mnie nie straciłaś, Elizabeth – wyszeptał mulat, gwałtownie zmniejszając dystans między nami i chwytając mnie za dłoń. Zamarłam w bezruchu, czując jak między nami przebiega prąd, kiedy jego dłoń dotknęła mojej. Mój oddech stał się urwany, a oczy zaszły mgłą, która groziła łzami. – Możemy zacząć od nowa! – powiedział z pewnością w głosie.
Dopiero po kilku sekundach odważyłam się unieść na niego zaszklony wzrok i zobaczyłam nadzieję w jego ciemnych tęczówkach. Ten widok dosłownie złamał mi serce, które ścisnęło się w bólu. Kilka łez płynęło po moich policzkach.
- Cii, nie płacz, Elizabeth. Proszę, nienawidzę patrzeć jak płaczesz – wyszeptał, ocierając delikatnie kciukiem słoną ciecz z mojej twarzy. – Chcę zacząć od nowa. Wybaczam ci wszystko, rozumiesz. Chcę z tobą być, nie możesz wyjechać… - szepnął z desperacją w dłonie, mocniej ściskając moją dłoń.
Pociągnęłam nosem, biorąc głęboki oddech, odwracając głowę, byleby na niego nie patrzeć, jednak chłopak szybko złapał mnie delikatnie za brodę i zmusił, abym, patrzyła mu prosto w oczy.
- N-nie możesz, Zayn – wyjąkałam słabo. – To za dużo do wybaczenia – szepnęłam.
- Cóż, to wielka szkoda, bo ci wybaczam, rozumiesz? – spytał, wzruszając ramionami. W jego oczach widniała ogromna nadzieja i szczerość, widziałam to doskonale. Dlatego to było jeszcze bardziej trudniejsze.
- Nie możesz – szepnęłam słabo, przełykając gulę w gardle.
- Właśnie to zrobiłem, więc musisz się po prostu z tym pogodzić, Słoneczko – powiedział cicho, posyłając mi uśmiech, który tak bardzo kochałam.  Poczułam jak moja warga drży, a serce zaczyna bić szybciej.
Tracąc nad sobą kontrolę, wybuchnęłam cichym płaczem i przylgnęłam do jego ciała, wdychając jego kojący zapach i czując przyjemne ciepło. Jego ramiona zacisnęły się wokół mojej sylwetki, przez co rozpłakałam się jeszcze bardziej.
Do mojego umysłu nie docierało to, co się dzieje. Wiedziałam, że nie zasługuję na wybaczenie. Zrobiłam tyle złego, a oni mi wybaczyli. Teraz zdałam sobie sprawę, jaką szczęściarą jestem, że ich mam.
- Chyba powinniśmy już iść, bo ucieknie nam autobus? – powiedział Zayn, bawiąc się moimi włosami.
- Nam? – spytałam odsuwając się od niego nieco i patrząc na niego z wysoko uniesionymi brwiami.
- Chyba nie sądziłaś, że puszczę cię tam samą – powiedział rozbawiony, uśmiechając się jak gdyby nigdy nic.
- Ale przecież – zaczęłam, jednak szybko zamilkłam widząc jak Zayn wyjmuje z kieszeni bilet. – nie masz biletu – powiedziałam pod nosem, po chwili się uśmiechając. Mój nastrój zmieniłsię diametralnie w kilka sekund.
- Wygląda na to, ze jesteś na mnie skazana – powiedział uśmiechając się szeroko, na co ja zaśmiałam się cicho, po raz pierwszy od dawna.
- Na to wychodzi – powiedziałam, wywracając oczami. – Chyba musimy się zbierać – powiedziałam niepewnie, zerkając na autobus, który podjechał jakiś czas temu. 
- Wrócisz? – spytała szeptem Brooke. W jej oczach lśniły łzy, a dziewczyna przygryzała nerwowo wargę.
- Nie wiem – powiedziałam, kręcąc głową i wzdychając. – Ale to nie jest pożegnanie, przysięgam.
Zarówno Liam i Brooke kiwnęli głowami, uśmiechając się delikatnie. Ale wiedziałam, że to szczery uśmiech. Nie mówiąc nic więcej przytuliłam ich długo, mówiąc, że będę za nimi tęskniła. Posyłając im ciepły uśmiech, odwróciłam się do Zayna i chwytając go za rękę, wspólnie ruszyliśmy do autobusu.
Kierowca wziął ode mnie bagaż, a my po pokazaniu biletów, wsiedliśmy do środka. Było bardzo dużo wolnych miejsc i więc usiedliśmy prawie na samym końcu, rozsiadając się wygodnie.
Kilka minut później autobus ruszył a ja zerknęłam na Zayna, który wpatrywał się we mnie. Zarumieniłam się lekko. On zaśmiał się cicho.
- No co? – spytałam unosząc jedną brew.
- Nic, po prostu cieszę się, że tu jestem. Z tobą – szepnął i przysunął się ode mnie. Poczułam jego miękkie wargi na moich ustach i powoli uchyliłam usta, pozwalając mu pogłębić pocałunek. Boże, jak ja za tym tęskniłam – pomyślałam i cicho zachichotałam, przez co Zayn odsunął się ode mnie zdziwiony. Znów się zaśmiałam, czując jak ogarnia mnie lekkość, której bardzo dawno nie czułam.
To było szczęście. Powoli wypełniało mnie całą, rozlewało się po moim ciele, zmywając wszystkie smutki i zmartwienia. Wplotłam dłoń w jego miękkie włosy i przeczesałam je. Chłopak przymknął oczy, unosząc kąciki ust do góry. Wiedziałam, że lubi, kiedy to robię.
Nachyliłam się nad nim i złożyłam na jego ustach czuły pocałunek.
- Ja też się cieszę, że tu jesteś – szepnęłam, a następnie przesunęłam się do niego bliżej, układając głowę na jego piersi i patrząc na światła które mijaliśmy jadąc autostradą.
Wyruszałam w podróż, gdzie nie wiedziałam, co mnie spotka. Ale czułam się szczęśliwa. Po raz pierwszy czułam się prawdziwie szczęśliwa. Już się nie bałam, bo miałam przy sobie ludzi, których kochałam i którzy kochali mnie.
Miałam marzenie, aby być szczęśliwą. Pomimo moich upadków i trudnej drogi, w końcu się to spełniło. Miałam marzenie i zawsze wierzyłam. Spełniło się. Bo jeśli wierzysz, twoje marzenie czai się tuż za rogiem.
Świat jest pełen magii.
Ty musisz w to po prostu uwierzyć. 

KONIEC.

piątek, 4 kwietnia 2014

[15] "Do you see the truth through all her lies?"



Do you see the truth through all their lies?
Do you see the world through troubled eyes?
And if you want to talk about it anymore,
Lie here on the floor and cry on my shoulder,
I'm a friend.



            Podczas drogi powrotnej do domu, wciąż nie mogłam pohamować łez oraz płaczu, który co chwila wydostawał się z moich ust. Gubiłam się we własnych myślach, uczuciach. Wszystko mnie bolało. Bolało mnie serce, które było przesiąknięte wszystkimi okropieństwami, które zrobiłam.
            Zdałam sobie sprawę, że wcale nie jestem lepsza od tych osób, które niegdyś niszczyły mi życie. Moja chęć zemsty była tak silna, że nie zwróciłam uwagi, kiedy stałam się zupełnie taka sama jak oni.
            Wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Moje myśli, czyny, wszystko. Naprawdę mogłam być szczęśliwa. Poznałam Zayna, do którego poczułam coś, czego nie potrafiłam zrozumieć. Moje relacje z Brooke i Liamem wróciły do normy, a ja tak po prostu, w jednym momencie wszystko zniszczyłam. Posunęłam się o krok za daleko, burząc wszystko, co zbudowałam. Teraz było już za późno, aby to odkręcić.
            W mojej głowie huczało od natłoku myśli. Wyzywałam samą siebie, przeklinając każdy czyn, którego się dokonałam. Czułam się podle. Wszystko było skończone. Game over. Zniszczyłam ludziom życie, tym samym sprawiając, że wszyscy mnie nienawidzą. To nie to, czego pragnęłam. Jak burza wpadłam do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi i osuwając się na ziemię. Objęłam nogi ramionami, chowając głowę między kolanami i oddychając głęboko.
            Gdyby to był film, w tym momencie muzyka byłaby smutna, depresyjna i poruszająca. Wzruszająca i chwytająca za serce. Ale to nie był film. Nie było muzyki. Jedynym akompaniamentem grającym wkoło był mój rozdzierający ciszę płacz.
            Po kilku długich minutach, drżącą dłonią wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Odchylając głowę do tyłu i opierając ją o drzwi, oblizałam językiem wargi, czując swoje słone łzy. Szybko napisałam krótką wiadomość do Brooke i do Liama.
            Do: Brooke, Liam
            Przepraszam za wszystko. Nie musisz się dłużej martwić o to, że znów coś spierdolę, bo wyjeżdżam dzisiaj wieczorem. Żegnaj, Elizabeth. x
            Zanim stchórzyłam, kliknęłam przycisk ‘wyślij’ i odetchnęłam głęboko. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy nie napisać nic do Zayna, jednak stwierdziłam, że nie ma sensu. I tak mnie nienawidzi. Więc po co?
            Wyświetlacz w telefonie wskazywał godzinę dwadzieścia po siódmej, więc chcąc, czy nie chcąc, musiałam się w końcu podnieść z zimnej podłogi. Idąc do mojego pokoju, po drodze zerknęłam na lustro wiszące na ścianie. Wyglądam okropnie. Makijaż miałam rozmazany na całej twarzy, włosy w nieładzie, a usta i oczy opuchnięte.
            Było mi już wszystko jedno. Nie obchodziło mnie to, jak wyglądam, jednak stwierdziłam, że wypadałoby doprowadzić się do porządku, byleby nie wystraszyć ludzi, których spotkam po drodze.
            Wzięłam więc szybki prysznic, który ku mojemu zaskoczeniu ukoił moje zszargane nerwy. Poczułam dziwny spokój, być może nawet odrętwienie. Pod chłodnym strumieniem wody, moje myśli się uciszyły. Bałam się spod niego wyjść, ponieważ czułam, że wtedy moje uczucia powrócą. Czułam jednak, że stoję tutaj już i tak zbyt długo, więc owinięta ręcznikiem, stanęłam na małym dywaniku w łazience, wycierając włosy.
            Założyłam świeże, wystarczająco wygodne na podróż ubrania, zrobiłam makijaż i wysuszyłam włosy, wiążąc je w kitkę. Umyłam zęby i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam trochę lepiej, jednak moje oczy dalej były opuchnięte i zaczerwienione. Na to jednak nie miałam wpływu.
            Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do kosmetyczki, wrzucając je do walizki, którą w końcu, ostatecznie zamknęłam.  Było po ósmej, więc miałam wystarczająco dużo czasu, aby spokojnie dotrzeć na dworzec i coś zjeść przed podróżą.  Do swojej torebki wrzuciłam słuchawki, telefon,  coś do picia i paczkę ciastek, którą znalazłam w szafce. Oprócz tego miałam tam też klucze, portfel i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Narzuciłam na siebie płaszcz, po raz ostatni rozejrzałam się po mieszkaniu.
            Czułam, że postępuję dobrze, opuszczając to miejsce. Ludzie będą szczęśliwsi beze mnie. Z tą myślą, wyszłam z mieszkania, następnie zamykając drzwi na klucz. Westchnęłam cicho, przygryzając wargę. Chwyciłam dość ciężką walizkę do ręki i zeszłam po schodach. Wyszłam z budynku i ruszyłam chodnikiem, próbując po drodze złapać jedna z taksówek. W końcu mi się to udało i z pomocą kierowcy wsadziłam bagaż, a następnie powiedziałam mu, gdzie ma się udać. Kiedy byliśmy na miejscu, zapłaciłam starszemu mężczyźnie, zostawiając nieduży napiwek, a następnie ciągnąc za sobą walizkę, ruszyłam w stronę Starbucksa, który znajdował się nieopodal. Byłam zaskoczona, że był jeszcze otwarty, ponieważ było grubo po ósmej, jednak nie wnikałam w to i weszłam do środka. Od razu owinęło mnie przyjemne ciepło a do uszu doleciała spokojna muzyka.
            Zamówiłam gorącą czekoladę i kupiłam dwie kanapki, mając zamiar zjeść jedną teraz, a drugą zostawić sobie na drogę. Usiadłam przy jednym ze stolików, czekając na zamówiony napój, jednocześnie jedząc pyszną kanapkę.  Kiedy otrzymałam ciepły napój, wyszłam na zewnątrz, kończąc jeść sycący posiłek. Powolnym krokiem zmierzałam z powrotem na dworzec i kiedy tam dotarłam, usiadłam na jednej z ławek. Ludzi było niewiele, ponieważ do odjazdu została prawie godzina.  Za niecałą godzinę miałam na zawsze pożegnać się z tym miejscem.
            Zostawić za sobą wszystkie wspomnienia. Złe i te dobre. Radosne i te mniej radosne. Na zawszę zostawię swoich przyjaciół. Swojego… Chłopaka. O ile jeszcze mogę powiedzieć tak o Zaynie.  Zacisnęłam wargi, aby nie pozwolić łzom, które napłynęły mi do oczu, na wydostanie się na moje policzki. Byłam z siebie dumna, ponieważ udało mi się to. Pogrążona w swoich myślach, siedziałam tak przez kilka minut, nie zwracając uwagi na nic, co działo się wokół mnie. Dlatego też, nie zauważyłam dwóch sylwetek, które stanęły przede mną.
            Dopiero kiedy uniosłam głowę, aby wstać i wyrzucić pusty kubeczek po gorącej czekoladzie, stanęłam jak wryta, widząc Liama i Brooke stojących naprzeciwko mnie.  Poczułam jak moje oczy się rozszerzają, a w piersi braknie mi tchu. W końcu udało mi się wydusić:
            - C-co wy tu robicie? – wyszeptałam, marszcząc brwi. Spojrzałam na nich, próbując doszukać się odpowiedzi w wyrazie ich twarzy.
            - Nie wyjeżdżaj, Elizabeth – powiedział Liam, zupełnie ignorując moje pytanie. Uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia, zastanawiając się, czy to nie jest jakiś żart.  – Nie uciekaj ponownie. Jesteś cholernie silna, dasz radę stawić czoła temu, co cię tu czeka – powiedział żarliwie Liam, podchodząc o krok bliżej i chwytając mnie za ramiona. Spojrzał na mnie z desperacją w oczach i potrząsną ł moimi ramionami. – Nie zostawiaj nas ponownie – szepnął.
            Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, jednak po chwili je zamknęłam, nie znając odpowiednich słów.  Chwyciłam Liama za dłonie, patrząc mu prosto w oczy i odsuwając go od siebie. W jego ciemnych oczach błysnął smutek, który zakuł mnie w serce. Cofnęłam się, kręcąc głową.
            - Ja nie mogę. Nie dam rady. Nie rozumiem po co w ogóle tu przyszliście. Zrobiłam tyle złego, a wy tak po prostu tu przychodzicie, namawiając mnie, abym nie wyjeżdżała – powiedziałam, przeczesując dłonią włosy. Ogarnęła mnie frustracja i bezsilność. I zagubienie. Byłam tak cholernie zagubiona w tym, co się właśnie dzieje.
            - Proszę cię, Eliza – powiedziała tym razem Brooke, odzywając się po raz pierwszy. Spojrzała na mnie swoimi jasnoniebieskimi oczami, które wręcz mnie przeszywały. – Nie ma znaczenia, co się działo. Nie ma znaczenia co zrobiłaś. Ja nie byłam lepsza, nie wiń tylko siebie – wyszeptała cicho, a jej oczy się zaszkliły. – Tak bardzo chciałabym cię odzyskać. Odbudować naszą przyjaźń… - wyszeptała, a po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy.
            Poczułam uścisk rosnący w mojej piersi. Zagryzłam wargi, czując pieczenie w oczach. Schowałam twarz w dłoniach, oddychając głęboko. Spojrzałam na swoich przyjaciół ze smutkiem na twarzy.
            - Nie mogę uwierzyć, że wybaczacie mi to wszystko… - zaczęłam szeptem, a Liam szybko mi przerwał.
            - Wybaczamy. Chcemy zacząć od nowa, razem – pewność w jego głosie sprawiała, że jeszcze trudniej było mi dokończyć swoją wypowiedź.
            - Ale ja nie mogę tu zostać. Zbyt dużo wspomnień. Nie mogę nawet wrócić do szkoły, wszyscy mnie tam nienawidzą. Wszyscy – wyszeptałam, zaciskając powieki. – Mimo tego, że bardzo chciałabym, zacząć od nowa, czuję, że nic mnie tu już nie trzyma. Czuję, że nic dobrego mnie już tutaj nie spotka. Nie zasługuję na was, na wasze wybaczenie, na waszą przyjaźń. Przepraszam, ale po prostu będzie lepiej jeśli odejdę i pozwolę wam żyć własnym życiem – dokończyłam szeptem, nie mogąc pohamować łez, które cały czas spływały mi po twarzy.
            - Nawet jeśli to będzie oznaczało stratę mnie? – Usłyszałam pytanie wypowiedziane cichym, miękkim głosem, w których można było wyczuć mnóstwo emocji.  Osoba za Brooke i Liamem, dotychczas stojąca tyłem, na którą nie zwróciłam zbytniej uwagi dotychczas, odwróciła się do mnie przodem, podchodząc kilka kroków bliżej. Spojrzałam w te doskonale mi znane, ciemne oczy, a następnie przesunęłam wzrokiem po całej jego twarzy. Myślałam, że już nigdy nie będzie mi dane zobaczyć jego pięknych rys i pięknych oczu, które zawsze wpatrywały się we mnie intensywnie.
            Poczułam jak moja warga drży, a oddech staje się urwany.  Lekko zachwiałam się na nogach, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Przyłożyłam dłoń do ust oddychając ciężko.

            - Zayn?

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

[15] "Do you see the truth through all her lies?"



Do you see the truth through all their lies?
Do you see the world through troubled eyes?
And if you want to talk about it anymore,
Lie here on the floor and cry on my shoulder,
I'm a friend.



            Podczas drogi powrotnej do domu, wciąż nie mogłam pohamować łez oraz płaczu, który co chwila wydostawał się z moich ust. Gubiłam się we własnych myślach, uczuciach. Wszystko mnie bolało. Bolało mnie serce, które było przesiąknięte wszystkimi okropieństwami, które zrobiłam.
            Zdałam sobie sprawę, że wcale nie jestem lepsza od tych osób, które niegdyś niszczyły mi życie. Moja chęć zemsty była tak silna, że nie zwróciłam uwagi, kiedy stałam się zupełnie taka sama jak oni.
            Wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Moje myśli, czyny, wszystko. Naprawdę mogłam być szczęśliwa. Poznałam Zayna, do którego poczułam coś, czego nie potrafiłam zrozumieć. Moje relacje z Brooke i Liamem wróciły do normy, a ja tak po prostu, w jednym momencie wszystko zniszczyłam. Posunęłam się o krok za daleko, burząc wszystko, co zbudowałam. Teraz było już za późno, aby to odkręcić.
            W mojej głowie huczało od natłoku myśli. Wyzywałam samą siebie, przeklinając każdy czyn, którego się dokonałam. Czułam się podle. Wszystko było skończone. Game over. Zniszczyłam ludziom życie, tym samym sprawiając, że wszyscy mnie nienawidzą. To nie to, czego pragnęłam. Jak burza wpadłam do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi i osuwając się na ziemię. Objęłam nogi ramionami, chowając głowę między kolanami i oddychając głęboko.
            Gdyby to był film, w tym momencie muzyka byłaby smutna, depresyjna i poruszająca. Wzruszająca i chwytająca za serce. Ale to nie był film. Nie było muzyki. Jedynym akompaniamentem grającym wkoło był mój rozdzierający ciszę płacz.
            Po kilku długich minutach, drżącą dłonią wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Odchylając głowę do tyłu i opierając ją o drzwi, oblizałam językiem wargi, czując swoje słone łzy. Szybko napisałam krótką wiadomość do Brooke i do Liama.
            Do: Brooke, Liam
            Przepraszam za wszystko. Nie musisz się dłużej martwić o to, że znów coś spierdolę, bo wyjeżdżam dzisiaj wieczorem. Żegnaj, Elizabeth. x
            Zanim stchórzyłam, kliknęłam przycisk ‘wyślij’ i odetchnęłam głęboko. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy nie napisać nic do Zayna, jednak stwierdziłam, że nie ma sensu. I tak mnie nienawidzi. Więc po co?
            Wyświetlacz w telefonie wskazywał godzinę dwadzieścia po siódmej, więc chcąc, czy nie chcąc, musiałam się w końcu podnieść z zimnej podłogi. Idąc do mojego pokoju, po drodze zerknęłam na lustro wiszące na ścianie. Wyglądam okropnie. Makijaż miałam rozmazany na całej twarzy, włosy w nieładzie, a usta i oczy opuchnięte.
            Było mi już wszystko jedno. Nie obchodziło mnie to, jak wyglądam, jednak stwierdziłam, że wypadałoby doprowadzić się do porządku, byleby nie wystraszyć ludzi, których spotkam po drodze.
            Wzięłam więc szybki prysznic, który ku mojemu zaskoczeniu ukoił moje zszargane nerwy. Poczułam dziwny spokój, być może nawet odrętwienie. Pod chłodnym strumieniem wody, moje myśli się uciszyły. Bałam się spod niego wyjść, ponieważ czułam, że wtedy moje uczucia powrócą. Czułam jednak, że stoję tutaj już i tak zbyt długo, więc owinięta ręcznikiem, stanęłam na małym dywaniku w łazience, wycierając włosy.
            Założyłam świeże, wystarczająco wygodne na podróż ubrania, zrobiłam makijaż i wysuszyłam włosy, wiążąc je w kitkę. Umyłam zęby i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam trochę lepiej, jednak moje oczy dalej były opuchnięte i zaczerwienione. Na to jednak nie miałam wpływu.
            Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do kosmetyczki, wrzucając je do walizki, którą w końcu, ostatecznie zamknęłam.  Było po ósmej, więc miałam wystarczająco dużo czasu, aby spokojnie dotrzeć na dworzec i coś zjeść przed podróżą.  Do swojej torebki wrzuciłam słuchawki, telefon,  coś do picia i paczkę ciastek, którą znalazłam w szafce. Oprócz tego miałam tam też klucze, portfel i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Narzuciłam na siebie płaszcz, po raz ostatni rozejrzałam się po mieszkaniu.
            Czułam, że postępuję dobrze, opuszczając to miejsce. Ludzie będą szczęśliwsi beze mnie. Z tą myślą, wyszłam z mieszkania, następnie zamykając drzwi na klucz. Westchnęłam cicho, przygryzając wargę. Chwyciłam dość ciężką walizkę do ręki i zeszłam po schodach. Wyszłam z budynku i ruszyłam chodnikiem, próbując po drodze złapać jedna z taksówek. W końcu mi się to udało i z pomocą kierowcy wsadziłam bagaż, a następnie powiedziałam mu, gdzie ma się udać. Kiedy byliśmy na miejscu, zapłaciłam starszemu mężczyźnie, zostawiając nieduży napiwek, a następnie ciągnąc za sobą walizkę, ruszyłam w stronę Starbucksa, który znajdował się nieopodal. Byłam zaskoczona, że był jeszcze otwarty, ponieważ było grubo po ósmej, jednak nie wnikałam w to i weszłam do środka. Od razu owinęło mnie przyjemne ciepło a do uszu doleciała spokojna muzyka.
            Zamówiłam gorącą czekoladę i kupiłam dwie kanapki, mając zamiar zjeść jedną teraz, a drugą zostawić sobie na drogę. Usiadłam przy jednym ze stolików, czekając na zamówiony napój, jednocześnie jedząc pyszną kanapkę.  Kiedy otrzymałam ciepły napój, wyszłam na zewnątrz, kończąc jeść sycący posiłek. Powolnym krokiem zmierzałam z powrotem na dworzec i kiedy tam dotarłam, usiadłam na jednej z ławek. Ludzi było niewiele, ponieważ do odjazdu została prawie godzina.  Za niecałą godzinę miałam na zawsze pożegnać się z tym miejscem.
            Zostawić za sobą wszystkie wspomnienia. Złe i te dobre. Radosne i te mniej radosne. Na zawszę zostawię swoich przyjaciół. Swojego… Chłopaka. O ile jeszcze mogę powiedzieć tak o Zaynie.  Zacisnęłam wargi, aby nie pozwolić łzom, które napłynęły mi do oczu, na wydostanie się na moje policzki. Byłam z siebie dumna, ponieważ udało mi się to. Pogrążona w swoich myślach, siedziałam tak przez kilka minut, nie zwracając uwagi na nic, co działo się wokół mnie. Dlatego też, nie zauważyłam dwóch sylwetek, które stanęły przede mną.
            Dopiero kiedy uniosłam głowę, aby wstać i wyrzucić pusty kubeczek po gorącej czekoladzie, stanęłam jak wryta, widząc Liama i Brooke stojących naprzeciwko mnie.  Poczułam jak moje oczy się rozszerzają, a w piersi braknie mi tchu. W końcu udało mi się wydusić:
            - C-co wy tu robicie? – wyszeptałam, marszcząc brwi. Spojrzałam na nich, próbując doszukać się odpowiedzi w wyrazie ich twarzy.
            - Nie wyjeżdżaj, Elizabeth – powiedział Liam, zupełnie ignorując moje pytanie. Uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia, zastanawiając się, czy to nie jest jakiś żart.  – Nie uciekaj ponownie. Jesteś cholernie silna, dasz radę stawić czoła temu, co cię tu czeka – powiedział żarliwie Liam, podchodząc o krok bliżej i chwytając mnie za ramiona. Spojrzał na mnie z desperacją w oczach i potrząsną ł moimi ramionami. – Nie zostawiaj nas ponownie – szepnął.
            Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, jednak po chwili je zamknęłam, nie znając odpowiednich słów.  Chwyciłam Liama za dłonie, patrząc mu prosto w oczy i odsuwając go od siebie. W jego ciemnych oczach błysnął smutek, który zakuł mnie w serce. Cofnęłam się, kręcąc głową.
            - Ja nie mogę. Nie dam rady. Nie rozumiem po co w ogóle tu przyszliście. Zrobiłam tyle złego, a wy tak po prostu tu przychodzicie, namawiając mnie, abym nie wyjeżdżała – powiedziałam, przeczesując dłonią włosy. Ogarnęła mnie frustracja i bezsilność. I zagubienie. Byłam tak cholernie zagubiona w tym, co się właśnie dzieje.
            - Proszę cię, Eliza – powiedziała tym razem Brooke, odzywając się po raz pierwszy. Spojrzała na mnie swoimi jasnoniebieskimi oczami, które wręcz mnie przeszywały. – Nie ma znaczenia, co się działo. Nie ma znaczenia co zrobiłaś. Ja nie byłam lepsza, nie wiń tylko siebie – wyszeptała cicho, a jej oczy się zaszkliły. – Tak bardzo chciałabym cię odzyskać. Odbudować naszą przyjaźń… - wyszeptała, a po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy.
            Poczułam uścisk rosnący w mojej piersi. Zagryzłam wargi, czując pieczenie w oczach. Schowałam twarz w dłoniach, oddychając głęboko. Spojrzałam na swoich przyjaciół ze smutkiem na twarzy.
            - Nie mogę uwierzyć, że wybaczacie mi to wszystko… - zaczęłam szeptem, a Liam szybko mi przerwał.
            - Wybaczamy. Chcemy zacząć od nowa, razem – pewność w jego głosie sprawiała, że jeszcze trudniej było mi dokończyć swoją wypowiedź.
            - Ale ja nie mogę tu zostać. Zbyt dużo wspomnień. Nie mogę nawet wrócić do szkoły, wszyscy mnie tam nienawidzą. Wszyscy – wyszeptałam, zaciskając powieki. – Mimo tego, że bardzo chciałabym, zacząć od nowa, czuję, że nic mnie tu już nie trzyma. Czuję, że nic dobrego mnie już tutaj nie spotka. Nie zasługuję na was, na wasze wybaczenie, na waszą przyjaźń. Przepraszam, ale po prostu będzie lepiej jeśli odejdę i pozwolę wam żyć własnym życiem – dokończyłam szeptem, nie mogąc pohamować łez, które cały czas spływały mi po twarzy.
            - Nawet jeśli to będzie oznaczało stratę mnie? – Usłyszałam pytanie wypowiedziane cichym, miękkim głosem, w których można było wyczuć mnóstwo emocji.  Osoba za Brooke i Liamem, dotychczas stojąca tyłem, na którą nie zwróciłam zbytniej uwagi dotychczas, odwróciła się do mnie przodem, podchodząc kilka kroków bliżej. Spojrzałam w te doskonale mi znane, ciemne oczy, a następnie przesunęłam wzrokiem po całej jego twarzy. Myślałam, że już nigdy nie będzie mi dane zobaczyć jego pięknych rys i pięknych oczu, które zawsze wpatrywały się we mnie intensywnie.
            Poczułam jak moja warga drży, a oddech staje się urwany.  Lekko zachwiałam się na nogach, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Przyłożyłam dłoń do ust oddychając ciężko.

            - Zayn?

CZYTASZ = KOMENTUJESZ