piątek, 7 lutego 2014

[12] "Please, don`t go"




This feeling is not sadness, this feeling is not joy

I truly understand. Please, don't cry now
Please, don`t go
I want you to stay
I'm begging you please


            Minął tydzień odkąd Elizabeth spuściła ostatnią bombę w szkole. W szafce Chaza dyrektor znalazł woreczek wypełniony kokainą, który dziewczyna podrzuciła mu przed puszczeniem filmiku w stołówce.  Przyjechała policja, która zabrała Chaza na posterunek. Kilka dni później chłopak został wydalony. Elizabeth chciała, aby dostał on ogromną nauczę za to, co zrobił. Wciąż jednak odczuwała wewnątrz pewien niepokój o tym, że Zayn skojarzy ze sobą fakty, jednak Elizabeth odnosiła wrażenie, że wieść o tym, co spotkało Chaza, nie dotarła do niego.
            Wszystko tyczyło się stałym rytmem. Stosunki między Elizabeth a Liamem się ociepliły i powoli ich przyjaźń się odbudowywała. Dziewczyna spędzała też bardzo dużo czasu w towarzystwie Zayna, z którym dogadywała się z każdym dniem coraz lepiej. Codziennie odkrywali siebie na nowo, poznając o sobie coraz więcej szczegółów. Jeszcze miesiąc temu, Elizabeth nie uwierzyłaby w to, że byłaby w stanie poczuć coś do kogoś takiego jak Zayn. Biorąc pod uwagę to, jaką osobą kiedyś był.
            Ale ludzie lubią zaskakiwać.
            Elizabeth dotarła pod budynek szkoły, ignorując wszystko we koło, zagłębiona we własnych myślach. Kiedy weszła do środka i zaczęła iść korytarzem, poczuła, że coś jest nie tak. Marszcząc brwi, uniosła wzrok i zrozumiała skąd to dziwne uczucie. Praktycznie każdy wlepiał w nią palące spojrzenie. Niektóre z nich były pełne złości, inne gniewu, smutku, strachu, a jeszcze inne, pełne pogardy. Rozległy się szepty, które z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze.
            Nagle ponad szeptami Elizabeth usłyszała:
            - Suka! – Dziewczyna spojrzała w stronę, skąd doleciał do niej dziewczęcy krzyk pełen furii. Po chwili zauważyła zbliżającą się do niej postać. Od razu rozpoznała Michelle, która ubrana w kostium cheerleaderki szła szybkim krokiem w stronę Elizabeth. Gdyby wzrok mógł zabijać, Elizabeth autentycznie leżałaby już martwa.
            Michelle znalazła się przed ciemnowłosą dużo szybciej, niż ta się tego spodziewała. Rozwścieczona niczym dzikie zwierze dziewczyna bez żadnego słowa chwyciła Elizabeth za barki i z całej siły pchnęła na szafki po lewej stronie. Po korytarzu lezległ się głośny, metaliczny dźwięk. Elizabeth wpadła na szafki, uderzając się o prawie ramię. Syknęła z bólu i spojrzała na Michelle, która stanęła nad nią z kamienną twarzą.
            - Klim ty kurwa jesteś, żeby niszczyć ludziom życie?! – wrzasnęła i złapała Elizabeth za nadgarstek. Uścisk był wyjątkowo drobny jak na taką drobną osobę jaką była Michelle. Wzrok Elizabeth pociemniał, a jej serce zabiło dużo szybciej, kiedy zrozumiała o czym mówi dziewczyna. Odtrąciła na chwilę od siebie tę myśl i z całej siły popchnęła Michelle, która straciła równowagę i upadła na ziemię. Warknęła coś pod nosem i już się podnosiła, aby się odegrać, kiedy w korytarzu zabrzmiał głos dyrektora:
            - Do mojego gabinetu, natychmiast! – Dziewczyny doskonale wiedziały, że to polecenie jest skierowane. Elizabeth wzięła głęboki oddech i podnosząc z ziemi torbę, która upadła jej w nie wiadomo którym momencie, ruszyła do gabinetu.

 ***
            Kiedy dyrektor skończył swój wywód, dając Michelle krótkie pouczenie i naganę, powiedział jej, że może wyjść. Elizabeth doskonale wiedziała, co się szykuje. Przybierając więc kamienną twarz, rozsiadła się wygodnie na krześle i czekała aż mężczyzna się odezwie.
            Westchnął ciężko i spojrzał na dziewczynę.
            -Myślę, że już wiesz, o czym chcę z tobą porozmawiać – zaczął, a Elizabeth jedynie kiwnęła głową, odważnie patrząc mu w oczy. – Mówiąc szczerze, sam do końca nie wiem co mam zrobić. Wyjawiłaś wiele sekretów. Obciążających uczniów sekretów. Chcę wiedzieć, czy to wszystko to prawda? – spytał.
            - Tak – potwierdziła Elizabeth. – Myślę, że szczególnie filmiki, które pokazywałam są wystarczającym dowodem.
            - Działaś sama, czy z kimś? Skąd zdobyłaś wszystkie obciążające materiały? – dociekał dyrektor, patrząc na nią z uwagą.
            - Działam sama. W zdobyciu tego wszystkiego pomagała mi pewna osoba, jednak przysięgłam, że nigdy nie ujawnię jej tożsamości. Z resztą to nikt z uczniów – zapewniła.
            - Rozumiem.  Uhm… Pewnie gdyby nie to, co robiłaś, nigdy nie dowiedziałbym się o tym, co się tutaj dzieje. Chodzi mi tu między innymi o sytuację wśród drużyny cheerleaderek a także o Chaza. Dlatego też nie wiem jak cię ukarać. Potrzebuję to skonsultować z kilkoma osobami. Tymczasowo jesteś jednak zawieszona. Poinformuję twojego opiekuna, kiedy będziesz mogła wrócić do szkoły – skończył swój wywód. Elizabeth wstała z krzesła i kiwnęła głową.
            - Dobrze – odpowiedziała po prostu i wyszła z gabinetu. Zamknęła za sobą drzwi i stanęła jak wryta, kiedy zobaczyła Zayna siedzącego na krześle pod drzwiami. Kiedy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi, uniósł wzrok i kiedy zdał sobie sprawę, że stoi przed nim Elizabeth na którą czekał. Jego wzrok pociemniał. Chłopak wstał bez słowa i ruszył ku wyjściu z budynku.
            Elizabeth nie widziała sensu w próbie zatrzymania go, uznała, że lepiej będzie porozmawiać poza szkołą. Idąc, przeklinała się w myślach za swoją głupotę i ostatnią nieuwagę. Wyszli z budynku i kiedy dotarli na parking, Zayn gwałtownie odwrócił się przodem do niej.
            - Co ty sobie wyobrażałaś, Elizabeth? – spytał zadziwiająco spokojnym głosem, jednak Eliza wiedziała, że to tylko pozory. – To jakaś twoja chora gra? Kim ty w ogóle jesteś?! To wszystko było kłamstwem? Dlaczego to robiłaś?! – spytał, a dziewczyna już otwierała usta, aby odpowiedzieć, jednak Zayn jej przerwał. – Z resztą wiesz co?! Nie obchodzi mnie to. Mam to wszystko w dupie, Elizabeth!
            Wykrzyczał, następnie zaciskając usta w wąską kreskę. W jego ciemnych oczach Elizabeth zauważyła ogromny ból. Jego intensywność sprawiła, ze dziewczyna gwałtownie uciekła wzrokiem w bok.
            - Zayn, wysłuchaj mnie, proszę – powiedziała błagalnie.
            - Nie, nie mam zamiaru cię słuchać. Po co to w ogóle było?! Bawiłaś się mną? Bo nie rozumiem. Ja też byłem na twojej chorej liście? Czy zamierzałaś też zdradzić mój sekret? Fakt, że chodziłem na terapię? – warknął zimnym głosem. – Czy posunęłabyś się do tego, jeśli załóżmy by nam nie wyszło?
            - Nie, Zayn, ja… - szepnęła, kręcąc głową, czując jak ogarnia ją bezsilność. Zacisnęła dłonie w pięści, ponownie przeklinając się w myślach. – Nigdy bym cię nie skrzywdziła – szepnęła w końcu kłamstwo, a z jej oczu wypłynęły łzy. Znów kłamała. Zayn znajdował się na jej liście, jednak wszystko się zmieniło i skreśliła go stamtąd.
            - Już to zrobiłaś – powiedział cicho, przełykając ślinę. – Nie tłumacz się. Jak już wspomniałem, nie obchodzi mnie to. Bo ty i ja jesteśmy skończeni! Mam nadzieję, że cieszysz się, że przegrałem w twojej grze – powiedział z goryczą i nie mówiąc nic więcej, odwrócił się i wsiadł do swojego samochodu stojącego kilka metrów dalej.
            Elizabeth stała nieruchomo, wpatrując się w pojazd znikający z jej pola widzenia. Po jej policzkach płynęły łzy. Miała wrażenie, że jej serce rozpada się na miliony kawałków, że jakaś niewidzialna pięść ściska ją od środka. Wzięła drżący oddech, próbując powstrzymać szloch, który zbierał się w jej wnętrzu.
            Nie udało jej się to i po chwili ciszę panującą w koło przerwał jej głośny płacz, od którego zatrzęsły się ramiona Elizabeth. Dziewczyna zakryła usta dłonią i czując jak zaczyna jej się kręcić w głowie, a kolana miękną, osunęła się na ziemie i skrywając się między samochodami, podkuliła nogi pod brodę, nie przerywając płaczu.


            Powrót do domu pamiętała przez mgłę. Wsiadła do samochodu, próbując uspokoić płacz. Kiedy weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi, od razu udała się do swojej sypialni i położyła na łóżku. I leżała. Nieruchomo. Nie płacząc, nic nie mówiąc, nie krzycząc. Po prostu leżała. Czuła się cała odrętwiała.
            Mijała już szósta godzina tego dziwnego stanu, w którym się znalazła. Chciała zrobić cokolwiek. Wykonać jakąkolwiek reakcję, jednak nie miała siły. Wszystko ją wyczerpało. Udawanie, kłamstwa, zemsta, śmierć mamy, miłość… W jednym momencie wszystko się skumulowało i uderzyło w nią ze zdwojoną siłą. Nie była przygotowana na taki zwrot. Nie spodziewała się uczucia, które nią zawładnęło. Czuła się… Winna.
            Nie wiedziała kiedy zasnęła, jednak wybudziło ją głośne walenie do drzwi. Przeklęła pod nosem i ociągając się, wstała z łóżka, aby otworzyć drzwi. W progu stała Brooke, na której widok serce Elizabeth podeszło do gardła. Spuszczając wzrok na ziemię, wpuściła bez słowa dziewczynę do środka. W powietrzu unosiło się napięcie. Elizabeth nie musiała patrzeć na Brooke, aby wiedzieć, że była mocno wkurzona.
            Przeszły do salonu, Brooke stanęła przy oknie, plecami do Elizabeth i spytała:
            - Kim ty jesteś, Elizabeth? Bo na pewno nie moją przyjaciółką. Moja przyjaciółka nie zrobiłaby tego. Nie zniszczyłaby komuś życia w tak podły sposób! – warknęła. – Nienawidzę cię – warknęła. – Nienawidzę tej osoby, w którą się zmieniłaś.
            - Nie mów tak, proszę, daj mi wyjaśnić – wyszeptała dziewczyna, czując się tak, jakby za chwilę miała się rozpaść. Nie. Tak nie może być. Nie może każdego stracić.
            - Już kiedyś pozwoliłam ci się wytłumaczyć, Elizabeth, pamiętasz? – warknęła Brooke, odnosząc się do sytuacji sprzed wyjazdu Elizabeth. – Zaufałam ci, do cholery. Powiedziałaś mi, że nigdy już mnie nie okłamiesz. Tymczasem zrobiłaś to, dwukrotnie! – podkreśliła ostatnie słowo. – Wyjeżdżając bez słowa i niszcząc życie wielu osobom.
            - Brooke… - powiedziała Elizabeth z rozpaczliwą nutą w głosie.
            - Wybaczyłam ci, kiedy okłamałaś mnie wtedy, rujnując moje szanse na dobrą ocenę, pamiętasz? – spytała z wyrzutem. – Zdradziłaś mnie, pozwoliłaś, abym miała poprawkę, wiedząc, jak źle to wpłynie na moją przyszłość, i jak zareagują moi rodzice. Ale ty to miałaś w dupie! Prawda? – warknęła Brooke. – Zabolało mnie to, ale ci wybaczyłam. Nie zamierzam zrobić tego drugi raz.
            - Błagam cię, nie mogę stracić i ciebie… Nie teraz – wyjąkała Elizabeth, czując jak jej dłonie drżą.
            - O nie, nie próbuj wzbudzić we mnie współczucia. Byłaś taką zimną suką, bez skrupułów niszcząc życia innych, a wymagasz współczucia? O nie kurwa. Oh, jestem Elizabeth, zawsze byłam beznadziejna, czułam się samotna, a na domiar złego, zostawiła mnie też matka – ironizowała Brooke, naśladując głos Elizabeth.  Nic dziwnego, że wszyscy cię zostawiają skoro  tak postępujesz, Elizabeth – syknęła jadowicie Brooke, z gniewem płonącym w jej niebieskich oczach.
            Elizabeth otworzyła usta w szoku i cofnęła się kilka kroków w tył, walcząc ze łzami.
            - Moje życie było istnym piekłem. Byłaś moją przyjaciółką, wiedziałaś, że cierpię, ale nic nigdy z tym nie robiłaś. Zawsze po prostu stałaś. Po prostu kurwa stałaś, nie kiwnęłaś nawet palcem, aby mi pomóc. Wyjechałam, ale to nie znaczy, że pojechałam na jakieś pierdolone wakacje. Nic się nie zmieniło. Właściwie to było tam jeszcze gorzej. Z piekła do piekła. Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie od ciebie usłyszałam – wyszeptała łamiącym się głosem Elizabeth, zagryzając z całej siły wargę i kręcąc głową. – Nie mogę uwierzyć, że śmiałaś się ze śmierci mojej mamy! Znałaś ją, Brooke. Kilka dni temu płakałaś ze mną, kiedy powiedziałam ci, że umarła, a teraz używasz jej jako punktu zaczepienia, aby mnie zranić – powiedziała Elizabeth, biorąc szybkie, i płytkie oddechy. Z jej oczu wciąż płynęły łzy. Ogarnął ją tak ogromny ból i uczucie rozczarowania, że nie wiedziała co ma nawet myśleć.
            Brooke przez chwilę stała w milczeniu, analizując słowa Elizabeth, a kiedy dotarły ona do jej umysłu, dziewczyna spojrzała ze strachem w oczach na Elizabeth, która od razu pokręciła głową, zamykając oczy.
            - Wyjdź – powiedziała stanowczo i nie otwierając oczy, ze zdziwieniem zarejestrowała, że Brooke naprawdę wyszła.
            Wyszła, zostawiając Elizabeth z tym wszystkim samą.
           
           
 Skomentuj, proszę. to wiele dla mnie znaczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz