środa, 16 kwietnia 2014

Epilog - "You just have to believe in it."

- Zayn? – bąknęłam, patrząc z niedowierzaniem w oczach na chłopaka, który powoli zbliżał się coraz bliżej.  Zmarszczyłam brwi, spuszczając wzrok na swoje stopy. – Ja już cię straciłam, Zayn – wyszeptałam przymykając oczy.
- Nigdy mnie nie straciłaś, Elizabeth – wyszeptał mulat, gwałtownie zmniejszając dystans między nami i chwytając mnie za dłoń. Zamarłam w bezruchu, czując jak między nami przebiega prąd, kiedy jego dłoń dotknęła mojej. Mój oddech stał się urwany, a oczy zaszły mgłą, która groziła łzami. – Możemy zacząć od nowa! – powiedział z pewnością w głosie.
Dopiero po kilku sekundach odważyłam się unieść na niego zaszklony wzrok i zobaczyłam nadzieję w jego ciemnych tęczówkach. Ten widok dosłownie złamał mi serce, które ścisnęło się w bólu. Kilka łez płynęło po moich policzkach.
- Cii, nie płacz, Elizabeth. Proszę, nienawidzę patrzeć jak płaczesz – wyszeptał, ocierając delikatnie kciukiem słoną ciecz z mojej twarzy. – Chcę zacząć od nowa. Wybaczam ci wszystko, rozumiesz. Chcę z tobą być, nie możesz wyjechać… - szepnął z desperacją w dłonie, mocniej ściskając moją dłoń.
Pociągnęłam nosem, biorąc głęboki oddech, odwracając głowę, byleby na niego nie patrzeć, jednak chłopak szybko złapał mnie delikatnie za brodę i zmusił, abym, patrzyła mu prosto w oczy.
- N-nie możesz, Zayn – wyjąkałam słabo. – To za dużo do wybaczenia – szepnęłam.
- Cóż, to wielka szkoda, bo ci wybaczam, rozumiesz? – spytał, wzruszając ramionami. W jego oczach widniała ogromna nadzieja i szczerość, widziałam to doskonale. Dlatego to było jeszcze bardziej trudniejsze.
- Nie możesz – szepnęłam słabo, przełykając gulę w gardle.
- Właśnie to zrobiłem, więc musisz się po prostu z tym pogodzić, Słoneczko – powiedział cicho, posyłając mi uśmiech, który tak bardzo kochałam.  Poczułam jak moja warga drży, a serce zaczyna bić szybciej.
Tracąc nad sobą kontrolę, wybuchnęłam cichym płaczem i przylgnęłam do jego ciała, wdychając jego kojący zapach i czując przyjemne ciepło. Jego ramiona zacisnęły się wokół mojej sylwetki, przez co rozpłakałam się jeszcze bardziej.
Do mojego umysłu nie docierało to, co się dzieje. Wiedziałam, że nie zasługuję na wybaczenie. Zrobiłam tyle złego, a oni mi wybaczyli. Teraz zdałam sobie sprawę, jaką szczęściarą jestem, że ich mam.
- Chyba powinniśmy już iść, bo ucieknie nam autobus? – powiedział Zayn, bawiąc się moimi włosami.
- Nam? – spytałam odsuwając się od niego nieco i patrząc na niego z wysoko uniesionymi brwiami.
- Chyba nie sądziłaś, że puszczę cię tam samą – powiedział rozbawiony, uśmiechając się jak gdyby nigdy nic.
- Ale przecież – zaczęłam, jednak szybko zamilkłam widząc jak Zayn wyjmuje z kieszeni bilet. – nie masz biletu – powiedziałam pod nosem, po chwili się uśmiechając. Mój nastrój zmieniłsię diametralnie w kilka sekund.
- Wygląda na to, ze jesteś na mnie skazana – powiedział uśmiechając się szeroko, na co ja zaśmiałam się cicho, po raz pierwszy od dawna.
- Na to wychodzi – powiedziałam, wywracając oczami. – Chyba musimy się zbierać – powiedziałam niepewnie, zerkając na autobus, który podjechał jakiś czas temu. 
- Wrócisz? – spytała szeptem Brooke. W jej oczach lśniły łzy, a dziewczyna przygryzała nerwowo wargę.
- Nie wiem – powiedziałam, kręcąc głową i wzdychając. – Ale to nie jest pożegnanie, przysięgam.
Zarówno Liam i Brooke kiwnęli głowami, uśmiechając się delikatnie. Ale wiedziałam, że to szczery uśmiech. Nie mówiąc nic więcej przytuliłam ich długo, mówiąc, że będę za nimi tęskniła. Posyłając im ciepły uśmiech, odwróciłam się do Zayna i chwytając go za rękę, wspólnie ruszyliśmy do autobusu.
Kierowca wziął ode mnie bagaż, a my po pokazaniu biletów, wsiedliśmy do środka. Było bardzo dużo wolnych miejsc i więc usiedliśmy prawie na samym końcu, rozsiadając się wygodnie.
Kilka minut później autobus ruszył a ja zerknęłam na Zayna, który wpatrywał się we mnie. Zarumieniłam się lekko. On zaśmiał się cicho.
- No co? – spytałam unosząc jedną brew.
- Nic, po prostu cieszę się, że tu jestem. Z tobą – szepnął i przysunął się ode mnie. Poczułam jego miękkie wargi na moich ustach i powoli uchyliłam usta, pozwalając mu pogłębić pocałunek. Boże, jak ja za tym tęskniłam – pomyślałam i cicho zachichotałam, przez co Zayn odsunął się ode mnie zdziwiony. Znów się zaśmiałam, czując jak ogarnia mnie lekkość, której bardzo dawno nie czułam.
To było szczęście. Powoli wypełniało mnie całą, rozlewało się po moim ciele, zmywając wszystkie smutki i zmartwienia. Wplotłam dłoń w jego miękkie włosy i przeczesałam je. Chłopak przymknął oczy, unosząc kąciki ust do góry. Wiedziałam, że lubi, kiedy to robię.
Nachyliłam się nad nim i złożyłam na jego ustach czuły pocałunek.
- Ja też się cieszę, że tu jesteś – szepnęłam, a następnie przesunęłam się do niego bliżej, układając głowę na jego piersi i patrząc na światła które mijaliśmy jadąc autostradą.
Wyruszałam w podróż, gdzie nie wiedziałam, co mnie spotka. Ale czułam się szczęśliwa. Po raz pierwszy czułam się prawdziwie szczęśliwa. Już się nie bałam, bo miałam przy sobie ludzi, których kochałam i którzy kochali mnie.
Miałam marzenie, aby być szczęśliwą. Pomimo moich upadków i trudnej drogi, w końcu się to spełniło. Miałam marzenie i zawsze wierzyłam. Spełniło się. Bo jeśli wierzysz, twoje marzenie czai się tuż za rogiem.
Świat jest pełen magii.
Ty musisz w to po prostu uwierzyć. 

KONIEC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz